Sport.pl

Pierwszy skok, czyli "Spokojnie, z ziemią się jeszcze nikt nie minął" [RELACJA]

To jest to, to się zaraz stanie. Już chciałem coś powiedzieć, a tu masz, stało się. Lecimy. Nie do końca rozumiem dlaczego, ale strach już zdecydowanie mniejszy. Teraz jest po prostu fenomenalnie. Relacja z tandemowego skoku ze spadochronem w ramach akcji "Wyjechani na weekend".

Pobudka, śniadanie, basen. Ruszamy dopiero o 13, więc trzeba jakoś zabić przedpołudniowy czas. To niełatwe, skoro dziś nawet rannego budzika nie mogłem się doczekać. To się nie zdarza często. Po południu, pierwszy raz w życiu wyskoczymy z w pełni sprawnego samolotu lecącego cztery kilometry nad ziemią. Wszystko to w ramach akcji wyjechani.gazeta.pl, w której poszukujemy weekendowych inspiracji. My zobaczymy jak to jest skoczyć w tandemie ze spadochronem.

Nadeszła godzina. Pamiątkowe foto i ruszamy z Czerskiej. Przed nami niecałe dwie godziny drogi, włocławskie lotnisko Kruszyn leży tuż przy autostradzie, więc dzielące nas 200 kilometrów mija w okamgnieniu. Na stacji benzynowej Łukasz zamawia kawę, bo mu śpiąco. Chłopak jest z czegoś innego ulepiony,  ja raczej rozważam melisę.

Lotnisko Kruszyn

Rejestracja, formularz, kogo powiadomić w razie wiadomo czego i czekamy. Jesteśmy zapisani na trzeci lot od teraz, także zostaje godzina do startu przygotowań. Dookoła dokładnie tak, jak człowiek sobie wyobraża. Duży hangar, a w nim składane spadochrony, kaski, stroje, plakaty, zdjęcia z powietrza i dużo uśmiechniętych ludzi. Przed hangarem fotele, grill, huśtawka dla dzieci i barek.

Skoki spadochronowe w Tandemie, wyjechani.gazeta.pl, skydive.plfot. Franek Przeradzki

Baza skydive.pl to jedno z tych miejsc, do których wiele osób przyjeżdża przede wszystkim miło spędzić czas. Grill, żarty, opowieści. Skoki wydają się być niejako przy okazji. To oczywiście tyczy się tych, którzy szkolenie AFF (ang. Accelerated FreeFall - przyspieszona nauka swobodnego spadania, przygotowuje skoczka do wykonywania samodzielnych skoków) mają już za sobą, a po nim nabyli trochę spadochronowego doświadczenia. Tandemowcy, tacy jak my, przyjeżdżają tu zrobić coś, na co z reguły zbierali się w sobie dosyć długo, nierzadko nawet wiele lat.

Chcesz wiedzieć jak zacząć skakać? Przeczytaj nasz przewodnik po świecie spadochronowym

Obserwujemy ludzi wsiadających do samolotu. Instruktorzy uśmiechnięci, rozbawieni sypią żartami, przybijaj piątki. Kursanci skoncentrowani, na niejednej twarzy maluje się mieszanka ekscytacji i strachu. „Spokojnie, z ziemią się jeszcze u nas nikt nie minął, trafisz na 100%” - jeden ze spadochronowych klasyków.

Samolot startuje, wznosi się około 15 minut, po czym z dołu, na tle niebieskiego nieba widać wyskakujące punkty. Mija kilkadziesiąt sekund i pojawiają się otwarte czasze spadochronów. To, jak różnie ten czas mija, gdy stoi się na dole i gdy leci się w powietrzu, jest na moje (socjologa) oko niezbitym dowodem na słuszność teorii względności.

Skoki spadochronowe w Tandemie, wyjechani.gazeta.pl, skydive.plfot. Franek Przeradzki

Kilka minut później kolejne osoby wracają na ziemię. Ci samodzielni nie raz całkiem daleko od hangaru, instruktorzy tuż przy wejściu do barku. Doświadczenie robi swoje. Na każdej twarzy, niezależnie jak wyglądała przy wchodzeniu do samolotu, rysuje się teraz najszerszy uśmiech na świecie. Rozmawiałem o nim z Kingą w rejestracji. Podobno nie schodzi przez tydzień. Zaczynam dostrzegać uroki pracy instruktora w tej branży. Co pół godziny ktoś się do ciebie naprawdę szeroko uśmiecha, cieszy i, przynajmniej instynktownie, czuje, że zawdzięcza ci życie. No a to jest zupełnie rozsądny powód do radości i wdzięczności. I tak przez cały dzień, w lecie wylotów może by nawet 20 dziennie.

Teraz my - szkolenie tandemowe

Dwie grupy bezpiecznie spadają z nieba i przychodzi czas na nas. Łukasz już nie rozgląda się za kolejną kawą. Ja skaczę z Heniem, Łukasz z Bartkiem. Żeby było trudniej, Henio ma na imię Maciek, a Bartek Jarek, ale w świecie spadochronowym wszyscy używają pseudonimów. Dodatkowo będzie z nami Gibu, który całe wydarzenie skrupulatnie zarejestruje kamerą i aparatem. Strój, uprząż, instrukcje. Nogi ugięte, po wyjściu z samolotu pięty do pupy i broda do góry. Kiedy klepnę w ramiona rozłóż ręce. Nie tak, wyżej. Teraz brzmi łatwo, ciekawe, ile będę ogarniał spadając z nieba 180 km na godzinę.

Skoki spadochronowe w Tandemie, wyjechani.gazeta.pl, skydive.plfot. Tomasz Gibu Grzybowski

Pakujemy się do samolotu, silniki pracują, kołujemy. To się naprawdę dzieje. Mówię Heniowi i Carlosowi (dziś prowadzi kurs AFF, jest z nami w samolocie), że jak to wszystko oglądam, to mi się wydaje, że oni nie są do końca normalni.

-My? To ty wsiadłeś do samolotu bez spadochronu.

Żelazna logika.

Na 3000 metrów siadam Heniowi na kolanach. W innych okolicznościach raczej nie czułbym się z tym najlepiej, tym razem przyznam, że czuję lekka ulgę. W końcu i ja jestem przyczepiony do spadochronu.

4000 metrów nad ziemią

Wewnątrz samolotu migają światła, pierwszy otwiera drzwi, skoczkowie z kursu AFF stają w progu i po chwili już ich nie ma. O Jezu, o Jezu, o Jezu. Moja głowa za nic ma w tym momencie trzecie przykazanie, zresztą, czy to aby na pewno jest „nadaremnie”?  Niezgrabnie podchodzimy do wyjścia, stajemy na krawędzi. Gibu trzyma się w tym czasie poręczy stojąc już na zewnątrz. To jest to, to się zaraz stanie. Już chciałem coś powiedzieć, a tu masz. Stało się. Delikatne wypchnięcie ze strony Henia i lecimy. Nie do końca rozumiem dlaczego, ale strach już zdecydowanie mniejszy, moment w tych drzwiach to było zdecydowanie jego apogeum. Teraz jest po prostu fenomenalnie. Henio wyciąga hamulec, czyli malutki spadochron, który stabilizuje lot i nieco zmniejsza jego prędkość. Dookoła nas lata Gibu, a ziemia jest wciąż tak daleko, że lęk wysokości w ogóle nie ma racji bytu. Gdy  się wspinam i patrzę w dół, czasem boję się wysokości 10 metrów znacznie bardziej niż teraz tych czterech tysięcy. Ta odległości to jest po prostu coś, co się w głowie nie mieści.

Skoki spadochronowe w Tandemie, wyjechani.gazeta.pl, skydive.plfot. Tomasz Gibu Grzybowski

Swobodny lot trwa około 50 sekund. Henio daje znak, Gibu odlatuje, a on otwiera spadochron. Wszystko zwalnia i cichnie, możemy ze sobą normalnie rozmawiać, ziemia zbliża się już zdecydowanie wolniej.

Dostaję do rąk sterówki i przez chwilę jestem dowódcą statku powietrznego. Lewo, prawo i kolejne zaskoczenie. Podczas skrętu spadochron bardzo przyspiesza. W brzuchu sytuacja jak na kolejce górskiej, emocje się wcale nie skończyły. Po 5 minutach jesteśmy kilkaset metrów nad ziemią. Oddaję stery Heniowi, ten naprowadza nas na barek. Nogi do góry, hamowanie i delikatnym wślizgiem wracamy na ziemię. Na twarzy pojawia się uśmiech, ten sam, który widziałem wcześniej. Gdy to piszę, jest trzeci dzień po skoku, a on dalej twardo nie chce zejść.

Zobacz pełną galerię ze skoków

tekst: Franek Przeradzki. Szukasz inspiracji na weekend? Sprawdź wyjechani.gazeta.pl | Chcesz skoczyć? Polecamy skydive.pl