Sport.pl

Jeździ jak Button, jego idolem jest Kubica. 14-letni Jakub Greguła podbija kartingowy świat

Ma trenera przygotowania fizycznego, dietetyka, psychologa, dwóch mechaników, napięty grafik i półkę pełną pucharów. Jego idolem jest Robert Kubica, a znawcy tematu mówią, że jeździ niczym Jenson Button. W Polsce należy do czołówki, za granicą ścigał się z synem Michaela Schumachera. Dokąd dojedzie Jakub Greguła?
Tekst powstał w ramach akcji "Wyjechani na weekend", podczas której przedstawiamy sposoby na spędzanie wolnego czasu. Trwa weekend kartingowy.

Dla wielu jego rówieśników gokarty kojarzą się z weekendową zabawą ze znajomymi w centrum handlowym. Wyścigi dla zabawy, można poczuć się niczym kierowca wyścigowy w dość bezpiecznych warunkach. Z nim się ścigać nie chcą. - Nie przychodzą im do głowy takie pomysły - mówi Greguła.

Kuba nie skończył jeszcze 14 lat. Jest chudy jak szczapa, ale już wysoki - ma 175,5 cm wzrostu. W kartingu, który faworyzuje karłów, to prawdziwy olbrzym, ale jeszcze nie wyrósł na tyle, by to była przeszkoda. W garażu, w którym trzyma swojego karta jedna ze ścian od góry do dołu wypełniona jest pucharami i dyplomami. Spokojny, opanowany, skromny, nieśmiały. Gdy we wrześniu zdobył mistrzostwo Polski, w szkole za bardzo się tym nie chwalił. - Dopiero w październiku pani wychowawczyni szperając po Facebooku dowiedziała się, o co chodzi. I dzwoni do mnie z awanturą: dlaczego Pan nic nie mówi, że mamy w klasie mistrza Polski! - śmieje się ojciec, który wspiera syna w jego pasji.

Kuba mówi niewiele, ale gdy podpytujemy o ściganie, jazdę na torze, to oczy mu się świecą. - Na początku chciałem spróbować, po pierwszych zawodach już wiedziałem, że to będzie moja pasja. W pierwszych zawodach, w Radomiu byłem czwarty - mówi o swoich początkach. Teraz ściga się na torach w Polsce i w Europie. Wśród jego rywali m.in. syn Michaela Schumachera.

0,3 sekundy różnicy

Zaczęło się od quada. Jako czterolatek śmigał po bezdrożach na wyprawach ze znajomymi ojca. Ale po jakimś czasie to mu się znudziło. Karting poznał jako 9-latek, na hali w Sosnowcu. - W zawodach startowało 20 zawodników. Młody, nie znając tematu, sprzętu zajął trzecie miejsce. Złapał bakcyla. Nie było błota, była szybkość, przyczepność, wszystko boli, przeciążenia, coś się gnie, coś się dzieje. Spodobało się. Zaczęliśmy się tym interesować, okazało się, że są serie wyścigowe, gdzie ściga się na powietrzu, już poważnie. Lepsze wózki, kombinezony, profesjonalne zespoły - mówi o początkach ojciec Mariusz.

I obaj weszli w to na poważnie. Zaczęła się budowa profesjonalnego zespołu - dwóch mechaników, psycholog sportowy, dietetyk, trener personalny. Treningi, testy, zawody. Tysiące kilometrów pokonywanych, by móc się rozwijać. Ciężka i żmudna robota, często po kilka godzin jeżdżąc w kółko po torze. A do tego trzeba to pogodzić ze szkołą.

Przyszły pierwsze sukcesy, coraz lepsze wyniki, a potem starty w coraz lepszych kategoriach, wyjazdy za granicę, gdzie przekonali się jak ciężko się przebić. - Gdy zaczęliśmy jeździć na imprezy z serii WSK, czyli najbardziej prestiżowej serii kartingowej na świecie, przekonaliśmy się jak trudno jest być zauważonym. W tamtym roku na jedne zawody przyjechało 80 zawodników. Wszyscy mieścili się w jednej sekundzie. W tym roku pierwsza pięćdziesiątka mieściła się w 0,3 sekundy. W Polsce na czasówce różnica między pierwszym a piętnastym zawodnikiem wynosi 5 sekund. Wtedy przekonaliśmy się, czym jest światowy karting, jakie można dostać lanie - mówi ojciec.

- Cały wyścig jechałem bardzo uważnie i cieszyłem się, że przetrwałem. Straszne rzeczy, 30 osób na torze - mówi Kuba. Był w szoku, ale nie odpuścił. W startach na torach w Europie radzi sobie coraz lepiej. - Po powrocie do Polski wszyscy mówili: nie poznajemy zawodnika. Europa zaprocentowała - dodaje ojciec.

Znawcy kartingu mówią, że jeździ jak Jenson Button, brytyjski mistrz świata Formuły 1. On sam wśród wyścigowych idoli wymienia Roberta Kubicę. - Widzieliśmy go na Węgrzech w 2010 roku, w jednym z jego ostatnich wyścigów w Formule 1. Chciałem być taki jak on - mówi Kuba.

Dojedzie do F1?

Ma 14 lat, ale już powoli zaczyna myśleć o przyszłości. W kartingu może być mu już wkrótce ciężko, bo chłopak rośnie jak na drożdżach, a w tym sporcie wzrost bywa przeszkodą. - Gość nam rośnie. Ma teraz 175,5 cm. W kategoriach juniorskich się mieści, ale też trzeba wiedzieć, że jak kierowca jest wysoki, jest niedobrze. Trzeba też trzymać wagę. Jak będzie dalej rósł, będziemy podejmować decyzję. Autem już jeździ, ma zbudowaną "treningówkę" pod siebie. Na pewno na jakieś testy bolidów pojedziemy. Chcemy wiedzieć jak będzie się zachowywał w Formule 2.0 albo F4, ale najpierw chciałbym, żeby przeszedł badania, które pokażą, czy jest wydolnościowo przygotowany. Mechanicznie i torowo jest nie ma żadnego problemu, tego jestem pewny. Nie wiemy, czy organizm jest zdolny do takich przeciążeń - mówi ojciec.

Marzenie Kuby? - WTCC lub inne wyścigi - mówi skromny chłopak. A dlaczego nie F1? - Takie było moje marzenie - dodaje, ale ma świadomość, że by dostać się do królowej wyścigów sam talent nie wystarczy.

- Karting to przedszkole całego motorsportu, nie tylko Formuły 1. Chłopaków, którzy mają talent, nie są setki a tysiące. Do F1 dochodzą najlepsi. Czy za pośrednictwem pieniędzy, czy talentu, są różne opinie. Obecnie coraz bardziej liczy się zasobność portfela rodzica - mówi ojciec.

Pieniądze już na poziomie polskiego kartingu stanowią główne sito. Żeby przejechać pełny sezon w czołówce, a nie wąchać spaliny liderów, trzeba wyłożyć przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jeśli traktuje się karting jako plan na przyszłość, trzeba myśleć o startach za granicą i rywalizacją z najlepszymi. A to tylko kwotę podaną wcześniej zwielokrotnia. I to przy założeniu, że ma się sezon niezbyt awaryjny i bez poważniejszych kraks.

Przed Kubą kolejny trudny sezon i kilkadziesiąt weekendów poza domem. Podczas pierwszego startu - w Rotax Max Challenge w Starym Kisielinie dwa razy wygrał w swojej kategorii. Główne zadanie to obrona mistrzostwa Polski oraz coraz lepsze występy za granicą. Wtedy mogą posypać się propozycje. - Karting, samochody czy bolidy - wybór zawsze będzie należał do Kuby - mówi Greguła senior.

Tak wyglądała inauguracja sezonu. Wielkie ściganie w Starym Kisielinie


Więcej o: