Sport.pl

Dzień po końcu świata

Są takie chwile w karierze każdej ciacho- (i nie tylko ciacho-) redaktorki, że nie może w żadne sposób poradzić sobie z cisnącą się na usta i pod palce wyświechtaną, ale jakże trafną frazą: "Ach cóż, to był za mecz!". I to jest właśnie ten moment. Drogie Dziewczęta - ach, cóż to był za mecz!

Ach, cóż to był za mecz! Miałyśmy wrażenie, że po boisku fruwają nie piłki, ale iskry, nie nogi, ale topory, nie piłkarze, ale drzewa, które padają pod ciosami siekier... ZAawodnicy obu drużyn z niewielką pomocą sędziego zadbali o to, żebyśmy dostały wszystko, czego nam było potrzeba: emocje, kontrowersje, bramki, zaciętą walkę, zbliżenia na nogi i opalenizną Samiego Khediry. No dobra, tego ostatniego może i nie oczekiwałyśmy, ale przez cały mecz nei mogłyśmy się opędzić od myśli, w którym to madryckim solarium była promocja "co druga minuta gratis".

Z innych mniej chlubnych myśli to zastanawiałyśmy się jeszcze czy sędzia zakradł się przed meczem do szafki Cristiano Ronaldo i zużył cały jego roczny zapas żelu, czy Pedro zapuścił wąsy dla Małysza czy może po godzinach dorabia jako dubler Zorro z jakiejś niskobudżetowej meksykańskiej produkcji, oraz gdzie. U Licha. Był. Karim. Benzema.

Z wrażeń, do których przyznajemy się chętniej: nie wypada mówić dobrze o postępku Albiola, ale chyba nikt nam nie zabroni zauważyć, jak bardzo do twarzy mu w tym zaroście? Oraz: jeśli do tej pory jakimś cudem nie kochałyśmy Ikera całym, pełnym podziwu sercem to teraz... po każdej jego fenomenalnej interwencji, kiedy życie zamierało w nas na nieskończenie długie sekundy, a świat zdawał się być tą piłką, lecącą w światło bramki Realu, miałyśmy ochotę wstać z miejsca, wbiec w telewizor, rzucić się Casillasowi na szyję i podziękować mu, że nasz świat znów wylądował bezpiecznie w jego pewnych dłoniach. No, ewentualnie się od nich odbił.

Z drugiej strony, ani Iker, ani Victor Valdes nie poradzili sobie przy rzutach karnych, dzięki czemu mamy taki, a nie inny wynik, a do protokołu meczowego mogli się wpisać ci, którzy byli typowani przez połowę ludzkości na największych bohaterów, przez drugą zaś połowę, na największe rozczarowania tego meczu. A ponieważ niczego na świecie tak nienawidzimy jak zdjęć Shakiry i Pique roztrząsania kontrowersji sędziowskich, debatę pod hasłem "był karny czy go nie było" zostawiamy na pastwę Waszych komentarzy ;)

Czy Barcelona zagrała na miarę swoich możliwości? Pozostawiamy to pytanie otwartym, zastanawiając się jednocześnie: czy musiała? Mając osiem punktów przewagi nad Realem, a w perspektywie mecze w Lidze Mistrzów i Pucharze Króla mogła nieco spuścić z tonu i tak chyba zrobiła. Inna sprawa, że w owym spuszczaniu z tonu pomogła jej chyba kontuzja Puyola (któremu przy okazji życzymy szybkiego powrotu do zdrowia). Obie strony mogą być chyba zadowolone - Real po raz pierwszy od 2008 roku nie przegrał z Barceloną, ta zaś może sobie pogratulować, że nie przegrywa z realem od dwunastu kolejnych spotkań. Raul Albiol okazał się mieć słabe nerwy, ale któż nie miałby słabych nerwów w obliczy Dumy Katalonii? Jose Mourinho wyglądał ślicznie, Pep Guardiola cudownie, Leo Messi nie zagrał chyba tak jak oczekiwałyśmy, ale w chwili próby stanął na wysokości zadania, podobnie jak Cristiano Ronaldo, który naszym zdaniem był chyba najlepszy na boisku, przy czym nie zmienia to faktu, że Królewscy mają wciąż problemy z ofensywą.

A Wam, jak się podobało?

 

Więcej o: