Sport.pl

Rafael Nadal odpada z Australian Open!

Australijski turniej właśnie stracił swój najpiękniejszy ręcznik.



 

 

 

 

 

Od podniesienia zbiorowego larum nad tym, co dzieje się w Melbourne powstrzymuje nas tylko fakt, że zostali ta jeszcze Federer i Djoković, ale jak na złość - wpadają na siebie w półfinale i jednego z nich pożegnamy już dziś w nocy.

 

 


Ale najwpierw żałobny rapsod dla nowej klaty twarzy Armaniego: "czemu cieniu odjeżdżasz?" - zapytałby poeta, "albowiem przegrałem nie tylko z rywalem ale i z kontuzją" - odpowiedziałby Nadal gdyby zechciał udzilić nam wywiadu, aczkolwiek gdyby Nadal zechciałby udzielić nam wywiadu wątpimy, czy w ogóle doszłoby do zadania jakiegoś pytania... Ale stop, nie czas na różowe fantazje w tak tragicznym momencie, chociaż chciałoby się zakrzyknąć "uamrł król, niech żyje króla", albowiem pogromca, a przy okazji rodak Rafy prezentuje się niepokojąco przyzwoicie...

 

 

 

 

David Ferrer

 

 

 

...a nawet uroczo nieprzyzwoicie...

 

 

 


David Ferrer

 

 


Ale dość, najpierw minuta ciszy, potem zachwyty nad klatą 29-letniego Davida Ferrery. Niech Wam jednak w tych zachwytach towarzyszy wygięta w podkówkę, naburmuszona buzia Hiszpana z Majorki:

 

 

 

Rafel Nadal

 

 



Nad zwycięstwem Davida unosi się jednak cień kontuzji Rafela, która była problemem dla obu zawodników. Dla Nadala z powodów oczywistych, ale i jego przeciwnik a jednocześnie przyjaciel zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że zdrowego Rafy nie udałoby mu się tak łatwo pokonać. Może wcale by się nie udało?




- Jest to dla mnie wielki sukces, jednak nie było to prawdziwe zwycięstwo - przyznał Ferrer po meczu - Rafael grał z kontuzją... a ja miałem szczęście. Jednak grałem swój tenis - dodał zwycięzca.

 

 

 



W półfinale Ferrer zmierzy się z Andym Murrayem i bardzo jesteśy ciekawe wyniku tej konfrontacji. Jednakże to drugi półfinał jawi się znacznie bardziej interesująco, bowiem zmierzą się w nim Roger Federer i Novak Djoković, i naprawdę chciałybyśmy z niefrasobliwą, sztubacką radością myśleć o tym, co znów jeden drugiemu zrobi między nogami, jednak tak naprawdę nasze serce jest rozdarte na dwie strony kortu i już przygotowuje się do wylania moża łez, tak bardzo bowiem kochamy ich obu...

 

 

 

 

Może nie morze (przepraszamy, nie mogłyśmy się powstrzymać) ale przynajmniej spore jezioro łez wylałyśy też dziś rano nad naszą Isią, która uległa faworyzowanej Kim Clijsters w ćwierćfinale. Faworyzowanej, ale jednak, wydawało nam się, w zasięgu Agnieszki... Nie zapominajmy jednak o kontuzji stopy, o randze turnieju i o różnicy wieku i doświadczenia. A poza tym, tylko nasza Isia z tak niewzruszonym biczfejsem potrafi łamać rakiety.

 



W finale kobiet najprawdopodobniej zobaczymy panią Karolinę 'Wróg Publiczny Numer 1' Woźniacki (która pokonała w obrzydliwym - tak, nasze uprzedzenia nie mają tu nic do rzeczy, stylu pięknie grającą Franceskę Schiavone), na pocieszenie i uspokojenie dodamy jednak, że póki co fotografuje się tylko z kangurem. Oby tak zostało.

 

 

 

Karolina-Wozniacka

Więcej o: