Sport.pl

Sportowy alfabet Carlesa Puyola od A do Z

Jeśli nie możemy stworzyć modelu lokówki do włosów nazwanego jego imieniem, jeśli nie możemy same zafundować sobie bliźniaczej fryzury (Boże broń!), możemy choć wyrazić swą wdzięczność jemu i jego włosom za to że są przy udziale Sportowego Alfabetu, co też w tej chwili robimy.

 

 


I nie, wcale nie słyszymy waszych protestów, że takie z Puyola ciacho jak z Crisa albinos.

 

 

 

Angielski. Niewinnie weszłyśmy na oficjalną stronę Puyola, jeszcze niewinniej wybrałyśmy jako język, język angielski a potem już nie nie pamiętamy, bo dostałyśmy niekontrolowanego ataku śmiechu i spadłyśmy z krzesła. No dobra, gdzieś tam pomiędzy był jeszcze przeuroczy filmik, na którym kapitan Barcelony wita na na swojej stronie wypowiadając się w języku angielskim, z dosłownie powalającym akcentem. Sprawdźcie same, tylko mocno trzymajcie się krzeseł. My nie wnikamy w szczegóły, może to jakiś chwyt marketingowy?

 

 

 

Bardzo ładna podobizna, stworzona przez jedną z naszych czytelniczek, szpakuu.

 

 


 

 

 

 

 

Całus, spokojnie dziewczęta, bez paniki, nie chodzi o żaden całus po finale MŚ, ani przed kamerami, ani w ogóle publiczny, ale o pierwszy pocałunek. Odpowiedź, której udzielił na pytanie o niego brzmiała: "dałem go swojej mamie". Dobra, Puyol, udało ci się, to było słodkie. Cholernie słodkie.

 

 

 

Dzwonek telefonu, a może raczej jego brak, gdyż jak Carles takowego nie posiada i z dumą przyznaje, że swój telefon ma na wibracje. Hmm...nasza wyobraźnia oficjalnie czuje się pobudzona.

 

 

 

Emerytura. Nie czułyśmy większego napięcia i nie przeżyłyśmy większego stresu od czasu zniknięcia szalika z szyi Jose, gdy po finale MŚ Puyol milczał i wszystko wskazywało na to, że listopadowe obietnice o pożegnaniu z kadrą po zakończeniu mundialu właśnie weszły w życie. Zanim jednak w ruch poszły różowe żyletki, a nasz portal zalał się morzem łez pojawiła się ów zbawienna wiadomość, że nie, jednak nie, nie musimy w ramach buntu golić się na łyso, bo w kadrze jednak zostaje - rozmowy z trenerem i przyjaciółmi poskutkowały w kolejnych dwóch latach z La Furia Roja . Ufff...

 

 

 

Fryzura. Krążą o niej legendy, powstały poematy i hymny pochwalne, a UNESCO poważnie zastanawia się, czy nie wpisać jej na swoją listę światowego dziedzictwa. Piłka nożna bez zakręconej lwiej grzywy Carlesa Puyola byłaby jak ciacho bez lukru, Torres bez piegów, czy Forlan w koszulce - zupełnie bez sensu. Jak to się zaczęło, nie pamięta nikt, ponoć były i już, od zawsze. I choć był okres młodzieńczego buntu,w którym chciał się ich pozbyć, argument mamy: "Jak ja Cię rozpoznam na boisku, jeśli nie będziesz miał długich włosów?" pozostał nie do zbicia i loczki zostały na swoim miejscu, a wszyscy narzekający trenerzy dostali jasny komunikat "nikt ich nie dotknie!". Nikt nawet nie śmiałby, Carlesie.

 

 


 

 

Gerard Pique i Cesc Fabregas. Czym byłby Puyol bez dwójki swoich najlepsiejszych kolegów z reprezentacji? Hm...najprawdopodobniej tym samym, co Fabregas bez Puyola i Pique oraz Pique bez Puyola i Fabregasa, czyli samotnym okrętem pływającym po bezkresnych wodach hiszpańskiej kadry narodowej, bez nadziei, że ktokolwiek zrozumie jego niewybredne dowcipy i oryginalne poczucie humoru. Uwielbiamy to trio i to trio uwielbia siebie, czego więcej chcieć?

 

 

 

 

 

 

Humor. Czego się nie robi, by po raz 329784352749 nie obejrzeć tej przesłodkiej sceny?

 

 

 

 

 

 

 

Inwestycje. Swoim nazwiskiem i twarzą firmuje limitowaną serię zegarków dla mężczyzn o wdzięcznej nazwie CP5. Dzięki temu wszyscy jego koledzy zarówno z klubowej i reprezentacyjnej szatni mogą poszczycić się nowymi zdobyczami. Dla nas zwykłych śmiertelników pozostaje jego zakup za jedyne 149 euro i wybór jednego z dziesięciu dostępnych kolorów. Nie, nie sprawdzałyśmy, czy dostępne są różowe. Ale zaraz się do tego zabieramy.

 

 

 

 

 

 

Jordan Michael. Mniejsza o to jak bardzo dziwne jest to, że w ankiecie jednej z gazet w rubryce "postać historyczna" Puyol wpisuje właśnie jego, większa o to, że jego zainteresowanie dyscypliną sportu, jaką jest koszykówka jest dla nas zupełną nowością. Ale dobrze wiedzieć, że w razie spotkania z kapitanem Barcelony będziemy mogły zastosować podryw na "robiłyśmy wywiad z Gortatem".

 

 

 

Klata, bo miejsca w najlepszej czwórce w konkursie na "Króla Klat" nie zajmuje się za ładne oczy. Ta Puyola kutecznie ucisza wszystkie skierowane w jego stronę okrzyki zaczynające się na "neander", a kończące na "talczyk" i w ogóle wszelkie okrzyki poza "Mmmmm..." i "Mniam".

 

 

 

 

 

 

Leo Messi, bo kapitan FC Barcelony nie zwykł owijać w bawełnę i wszem i wobec oświadczył, że najlepszym piłkarzem na świecie jest jego mały kolega z klubowej szatni. Oryginalne to to nie było, ale czy mogłyśmy spodziewać się jakiejkolwiek innej odpowiedzi na to pytanie?

 

 

 

 

 

 

Mundialowe ciacho, czyli "+10 do fajności". Pamiętacie dzień dwudziesty ósmy? Pamiętacie ten mecz? Pamiętacie tą główkę? Innego wyjścia różowa historia nie miała, jak zapisać złotymi zgłoskami na swoich kartach "Carles Puyol".

 

 

 

Narzeczona. Rzekłybyśmy "idealna", gdyby nie to, że takie słowo odnoście jakiejkolwiek WAG w naszym słowniku nie istnieje. Niewidziana na publicznym obściskiwaniu się, niewidziana czająca się za linią boiska, ba!, niewidziana w ogóle. Wiemy tylko tyle, że są razem od dwunastu lat, a 365 wieczorów w roku spędzonych na kanapie piłkarz wynagradza jej w corocznych podróżach do Paryża. Świetna sprawa, niech trend "narzeczonej-widmo" rozprzestrzeni się u pozostałych Hiszpanów, a ze szczęścia zaczniemy znikać

 

 

 

Ojciec. Kapitan FCB wielokrotnie wypowiadał się, jakim podziwem i szacunkiem go darzył, zaznaczając, że stanowił dla niego wzór do naśladowania szczególnie w ciężkiej pracy i zdolności do poświęceń dla niej. Joseph Puyol pomimo wsparcia finansowego otrzymywanego od syna nie zrezygnował ze swojej pracy operatora maszyn budowlanych. Niestety przed czterema laty tragicznie zginął w wypadku na budowie, gdzie pracował - został przygnieciony przez dźwig, którym sterował.

 

 

 

Praca. Przepraszam, panie Puyol, czy pan do nas pije? Czy pan chce nam coś zasugerować? Czy pan tu jakieś aluzje do nas snuje, wypowiadając się wszem i wobec, że zawodem, którego za żadne skarby świata nie chciałby wykonywać jest zawód dziennikarza? Nie, dobra, zapomniałyśmy, że jego pogląd na ten temat po MŚ może być nieco skrzywiony. Niech ktoś temu biedakowi powie, że nie wszystkie dziennikarki chodzą w brzydkich butach i używają w nadmiarze kredki do oczu.

 

 

 

Ręcznik, czyli do czego według Puyola powinien ograniczyć się twój strój w obecności samej królowej Hiszpanii. W skrócie wyglądało to tak: Puyol strzela gola w półfinale z Niemcami, królowa spogląda z trybun z podziwem, mecz się kończy, Puyol idzie pod prysznic, królowa przychodzi do szatni, Puyol wychodzi spod prysznica odziany w ręcznik, królowa patrzy i nie wierzy własnym oczom , Puyol pruderyjnie się zawstydza, królowa szeroko się uśmiecha.

 

 

 

 

 

 

 

I nie, nie wiemy, czy modliła się, żeby spadł.

 

 

 

Sushi. Najłagodniejsze z opinii głoszą, iż ma obsesję na jego punkcie, najodważniejszych znać nie chcemy. Jedno jest pewne, jesz w towarzystwie Puyola, musisz jeść sushi. Podczas Euro 2008 stworzył nawet swoją własną autorską "Grupę Sushi" w składzie Xavi, Iniesta, Cesc, ale szczegółów z rytualnego spożywania tej potrawy nie znamy. I nie myślcie, że możecie w jakikolwiek sposób przekonać do zmiany zwyczajów żywieniowych, Xabi Alonso próbował, jeśli spojrzenia "na James Bonda" nie pomogło, nie nie pomoże.

 

 

 

Twitter, na tym właśnie serwisie społecznościowym ma swoje konto Carles Puyol. Jak najbardziej oficjalne i jak najbardziej prawdziwe. Mniejsza o to, że nie rozumiemy ani pół sylaby, świadomość, że te pięć słów to wypociny Puyola, pisane przy biurku w jego sypialnie, gdzieś tam w luksusowej willi w Barcelonie jest rozkoszna.

 

 

 

Uznaje przesądy, jednak nie są to takie przesądy, jakie ciacha lubią najbardziej "zdejmuję koszulkę na szczęście po każdym strzelonym golu" lub "zejście do szatni w pełni ubranym przynosi pecha", ale takie zdecydowanie bardziej nudne, które mamy wrażenie, że słyszałyśmy je już dziesiątki razu. No bo, czy Wam obowiązkowe wchodzenia na boisku prawą nogą i pod żadnym pozorem nie nadeptywanie na jego linię nie brzmi znajomo? Puyol, jako kapitan Barcy i Mistrz Świata powinieneś bardziej się postarać.

 

 

 

Wiatr we włosach. Śp. włosy Sergio R. [*] nauczyły nas doceniać epickość w małych codziennych gestach...

 

 

 

 

 

 

To zapiera dech w piersiach.

 

 

 

Z cyklu: "Nie chcecie tego widzieć" albo "Nie pokazujcie dzieciom przed snem, bo będą mieć koszmary". Szkoda, że nas nikt nie uprzedził.

 

 

 

 

 

 

Tak, tak, to wciąż serwis ciacha.net.

 

 

 

Marina

Więcej o: