Sport.pl

Historyczny triumf Atletico!

Cieszycie się?

 

 


Co tu dużo mówić - liczyłyśmy na Atletico, gdzie ciach jest całkiem spora grupka. Aguero, Forlan, Reyes czy Simao - wystarczy argumentów? No, ale przejdźmy do tego co się działo na stadionie w Hamburgu.

 

 

 

Od samego początku meczu Atletico grało odważnie, ofensywnie i miało, jak mawiają najstarsi górale komentatorzy sportowi - "sytuacje". Widziałyśmy już piłkę w bramce po strzale Forlana w 11. minucie czy rzucie wolnym Reyesa kilka minut później. Fulham jedynie próbowało się odgryzać. W 32. minucie w dosyć kontrowersyjnych okolicznościach padł gol dla Atletico. Strzelał Aguero, piłka trafiła do Forlana, który - no właśnie - był na spalonym czy nie? Forlan się nie zastanawiał, a rezultatem owego niezastanawiania się był wynik 1:0 dla rojiblancos.

 

 

 

Radość Atletico trwała tylko pięć minut, bo po małym zamieszaniu w polu karnym Hiszpanów wyrównał Simon Davies. No i... do kolejnego gola było trochę jak w polskim filmie, czyli "nuda, panie", choć zdarzyło się kilka momentów, w których nasze serduszka zabiły mocniej. Na przykład, kiedy pokazywali trenera Atletico Quique Sancheza Floresa:

 

 

 

 

 

 

Tjaaaa.... ale o czym my tu... a, tak o meczu. Kiedy zaczęłyśmy majstrować kolejnego różowego drinka, który miał nam pomóc w przeżyciu rzutów karnych, przyszła 116. minuta. Dośrodkował Kun Aguero, a Forlan dobił Fulham. To znaczy Fulham dobił Forlan. To znaczy - no wiecie - Fulham zostało dobite przez Forlana. Ledwo zrozumiałyśmy, co się stało i... oniemiałyśmy. Tak, cudowny Diego ZNÓW TO ZROBIŁ!

 

 

 

 

 

 


Ledwo do siebie doszłyśmy po tych widokach - chociaż właściwie nie, nie doszłyśmy jeszcze do tej pory - tak czy inaczej jednak  mecz się skończył i rozpoczęła się feta Atletico:

 

 

 

 

 


Atletico jako pierwszy zespół w historii wygrał Ligę Europejską. Do tego zdobyła pierwsze od niemal pół wieku europejski puchar (wcześniej był to nieistniejący już Puchar Zdobywców Pucharów). Aguero, Forlan i spółka utarli także nosa największemu rywalowi - Realowi Madryt, który od 2002 roku nie zdobył żadnego trofeum na arenie międzynarodowej.

 

 

Więcej o: