Sport.pl

Formułowe podsumowania ciachowe: nie chwal dnia przed ostatnim zakrętem

A nie, na odwrót. Nie narzekaj na brak emocji w wyścigu, dopóki do mety nie dojedzie Lewis Hamilton.

 


Nie bójmy się słów. Ale nudy. To były. Oczywiście, że procesji na takim torze jak w Barcelonie i przy takiej pogodzie można było się spodziewać. Prawdą jest również, że wygłodzonym i spragnionym widokiem bolidu po tak długiej przerwie wydawało nam się, że zupełnie nie będzie nam przeszkadzało wpatrywanie się w 24 monstrancje sunące po torze. A jednak - naszym ziewom nie było końca. Najpierw gdy już od startu jak furmankom reszcie stawki odjechały bezlitośnie dwa bolidy Red Bulla, potem gdy na cały niemal wyścig po pechowym starcie za Sutilem utknął nasz Bobby a do jakichkolwiek przetasowań na torze dochodziło li tylko za sprawą mniej lub bardziej sprawnych mechaników czyhających w pit stopach.

 

I kiedy już zrezygnowane z nudów zaczęłyśmy wklepywać Kimi Raikkonen do YouTube'a na wysokości zadania stanął przyczajony Lewis ukryty Hamilton. Eksplozja opony na ostatnim okrążeniu mogła przytrafić się tylko jemu.

 

 

Ewentualnie największemu pechowcowi F1, Sebastianowi Vettelowi, którego heroiczna walka o dojechanie do mety z bolidem bez hamulców dostarczyła jakże nielicznych w dniu wczorajszym i nieoczekiwanych emocji. Nieco tylko mniejszych niż  fakt naszej obserwacji o nowej, trochę skróconej fryzurze kierowcy i kradzieży okularów przeciwsłonecznych od Simona Ammanna.

 

 

 

A nasze wycieczki youtubowe nie zakończyły się oczywiście bez przywiezienia łupów. Na zakończenie mamy zatem dla Was jeszcze jeden owoc współpracy Kimiego z fińskim operatorem komórkowym.

 





I naprawdę chciałybyśmy, że w Formule działo się na tyle dużo i ciekawie, żebyśmy nie musiały każdej notki o niej sprowadzać do kierowcy, który już nawet nie startuje w tej serii wyścigowej. Naprawdę.

 

ruby blue

 

Chrup Ciacha też na Facebooku - zostań fanką!

Więcej o: