Sport.pl

Johnny Weir nadstawia drugi policzek

Nie chce przeprosin ani bicia się w piersi dziennikarzy, którzy go obrazili. - Chcę tylko, żeby następnym razem pomyśleli, co mówią. Nie tylko o osobie, o której mówią, ale także o innych ludziach takich jak ta osoba. Chcę, żeby pomyśleli o kolejnych pokoleniach, na które takie wypowiedzi będą miały wpływ. O co poszło?

 


 

 

 

W jednym z programów telewizyjnych, dwóch kanadyjskich dziennikarzy bezpardonowo zaatakowało Johnny'ego Weira za to...jaki jest - za specyficzny wygląd, sposób zachowania i manieryzm. Oskarżyli Amerykanina o ''dawanie złego przykładu'' innym łyżwiarzom, którzy ''mogą pomyśleć, ze wszyscy chłopcy, którzy jeżdżą na łyżwach skończą jak on''. Jeden z komentatorów zasugerował nawet, że Weir powinien zostać poddany testom płci.

 

W lutym zeszłego roku w kraju trwających obecnie Igrzysk olimpijskich Skate Canada, tamtejszy związek łyżwiarstwa, ogłosił rozpoczęcie kampanii PR-owej, która miała na celu zmianę wizerunku dyscypliny - na bardziej męskiej i uprawiany przez twardzieli. W tym kontekście nieszczególnie dziwi takie a nie inne zachowanie wspomnianych sprawozdawców, którzy zapewne w pełni poddali się perswazyjnemu działaniu kampanii.

 

Sam Johnny Weir, budzący kontrowersje nie od dziś, poinformowany o tym wydarzeniu, w pierwszej reakcji odpowiedział krótko: - Powiem tylko tyle: każdy mały chłopiec miałby dużo szczęścia, gdyby mógł skończyć tak jak ja.

 

I choć może nie tyczy się to każdego młodzieńca, to, faktycznie, nie można odmówić mu racji. Weir w przeciągu swojej barwnej kariery zdobył wiele wyróżnień, włącznie z brązowym medalem mistrzostw świata w 2008 roku, występował najważniejszych imprezach, a w Stanach Zjednoczonej cieszy się sławą godną hollywoodzkich gwiazd i przedstawicieli zdecydowanie bardziej popularnych dyscyplin. Obecnie na amerykańskim Sundance Channel wyświetlany jest program dokumentalny w odcinkach pod tytułem ''Be Good John Weir'', poświęcony właśnie życiu oryginalnego łyżwiarza.

 

 

Wczoraj w Vancouver odbyła się konferencja prasowa, na której poruszono też kwestię kąśliwych uwag dziennikarzy. Weir, jak na prawdziwe medialne zwierzę przystało, odpowiadał pewnie i czasami prowokacyjnie, ale też i słusznie.

 

- Ci dwaj panowie nie krytykowali mnie za moją jazdę na łyżwach. Krytykowali mnie za to, jaką osobą jestem. Jestem absolutnym orędownikiem wolności słowa i wyrażania własnych opinii, więc nie mam zamiaru, na przykład, doprowadzić do ich zwolnienia. Słyszałem już gorsze rzeczy o sobie w toaletach. To dla mnie nic wielkiego. Ja po prostu nie chce, żeby inne dzieciaki miały ten sam problem. Nikt nie może sprawiać, żeby druga osoba czuła się jak dziwak - chyba że ona sama tego chce - mówił zniesmaczony Weir. - Zapuściłem nawet troszeczkę brodę, żeby ci ludzie widzieli, że jestem mężczyzną - dodawał żartem.


Co ciekawe, Johnny nigdy nie zdradził prawdy o swojej orientacji seksualnej, tłumacząc: - Powodem, dla którego nigdy nie mówię z kim albo z czym sypiam, jest fakt, że według mnie nie powinno to mieć znaczenia. Nie sposób się z nim nie zgodzić. - Chcę, żeby ludzie oceniali mnie za to jaki jestem, a nie kim jestem. Nikt nie zna mojej orientacji, drugiego imienia i nazwy kremu nawilżającego, który używam - opowiadał innym razem.

 

Pozostaje nam zaapelować do wszystkich o odrobinę tolerancji i szacunku do człowieka. Johnny Weir to naprawdę całkiem rozsądny chłopak. I diabelnie ciekawa osobowość.

 

olalla

 

Więcej o: