Sport.pl

Sportowy Alfabet braci Lijewskich od A do Z

Któż by się oparł przejrzeniu na wskroś najprzystojniejszego rodzeństwa polskiego sportu? Ciacha z pewnością nie.

 

 

 


 

Auto. Młodszy po nocach nie śpi, bo marzy o cudnym BMW, bądź w najgorszym wypadku ślicznym Audi. Starszy, jak to starszy, jest nieco bardziej wybredny, uszczęśliwi go tylko Audi 8. Jakieś chętnie, do wykonania tego?

 

 


Bartłomiej Jaszka. Czy zdajecie sobie sprawę, że ten posiadasz najbardziej błękitnych z błękitnych oczu zna Krzysztofa Lijewskiego od czwartej klasy? Czwartej klasy szkoły podstawowej? I że podstawówka to nie wszystko, a spędzili razem nawet całą szkołę średnią? Że znają się jak łyse konie? Że zawsze niesamowicie pociągała nas męska przyjaźń? Tak, to na pewno wiecie.

 

 

 

Ciacha. Najchętniej schrupałabyś je oba naraz.

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzieci. Bo gdyby nie przymus trwalszego związania się z ich matką, którego wymaga nawet (nawet!) ciachowa przyzwoitość, to powiedziałybyśmy, że obowiązkiem każdego przystojnego i utalentowanego sportowca, jest przekazywanie swoich świetnych genów dalej. Gdyby zaś tak było, powiedziałybyśmy, że Marcin wywiązał się z tego obowiązku idealnie. Bo o ile możemy mieć wątpliwości, czy jego pięknie wyrzeźbioną klatę odziedziczy 9-letnia córeczka Natalia, o tyle w wypadku trzy lata młodszego syna Wiktora nie powinno być problemu. Choć jeśli jego oczy są choć w połowie podobne do tych tatusiowych, przynajmniej z pół miliona dziewczyn powinien mieć u swoich stóp bez najmniejszego kiwnięcia palcem.

 

 

 

Elektryzujące zdjęcie. Ono może być tylko jedno.

 

 

 

 


 

 


 

FC Barcelona, to ulubiony klub piłkarski Krzysia Lijewskiego. Chłopak już w dzieciństwie kibicował "Dumie Katalonii" i z powodzeniem robi to do dziś, a przynajmniej tak wnioskujemy z deklarowanego przez niego wzniosłego "zawsze FC Barcelona". Taaa, pewnie jeszcze szaleje za klatą Ibry, uśmiechem Henry'ego i sweterkami Guardioli. Cwaniak, pewnie regularnie czyta naszą stronę i kombinuje tylko jak nam się podlizać.

 

 

 

Gołe klaty. Z głębin wyszukiwarki udało nam się wydobyć tylko tą Marcina. Na zdjęciu jest z dzieckiem, co nieco ostudza nasz zapał. W basenie, pod wodą więc prawie nic nie widać. Aleee.. jak się nie ma to co się  lubi, to się lubi co się ma. Bądź tradycyjne: "Jest klata, narzekać nie będziemy".

 

 

 

 


 

 

 

Hobby. Starsi mają pierwszeństwo, tak więc Marcin interesuje się motoryzacją (czy wy też macie właśnie przed oczami obraz siebie i jego mknących nocą na motorze?), dzieci (czy Wy też uważacie, że wymienienie ich w rubryce "hobby" jest co najmniej śmieszne?) i wreszcie, jakże mogłoby tego zabraknąć, komputer. Ostatnią pasję podziela zresztą również Krzysiek, choć poza przesiadywaniem dniami i nocami przed monitorem, od czasu do czasu zagra też w piłkę nożną, czy koszykówkę.

 

 

 

Idol. Marcin gdyby spośród wszystkich ludzi na świecie wybrać osobę z którą chciałby się spotkać, to z pewnością byłby to Bono i Dave Ghan. A Krzysiek? Teraz to już jesteśmy pewne, że chce nam się przypodobać (co znowu nie jest takie trudne), bo na to pytanie odpowiada "Tą jedyną"... Jeszcze nie załapałyście? Przecież to o Ciacha chodzi.

 

 

 

Jedzenie. Jeżeli istnieje jakiś oficjalny fanklub polskiej kuchni, to zarówno Krzysiek, jak i Marcin z pewnością do niego należą. Ba, pewnie jeden z nich jest jego założycielem, a drugi honorowym członkiem. Nie ma bowiem nic lepszego, co mogłoby uraczyć ich podniebienia, aniżeli nasze swojskie rodzime potrawy. To poniekąd smutne, ale za bigos i żurek oddaliby nie jedno ciacho. Pfff... zapamiętamy to sobie.

 

 

 

Kolory. K. wydaje się być niepoprawnym romantykiem - uwielbia zielony. M. zaś jest stanowczo mniej wymagający, ulubione ma aż trzy, a każdy z nich lubi w takim samym stopniu. A jest to czarny, srebrny (??) i granatowy. A różu, jak nie było tak nie ma.

 

 

 

Lijo, Lijek to naczelne ksywki Marcina. Krzysiek, jako posiadacz tego samego nazwiska, też jest siłą rzeczy zmuszony do posiadania identycznych, lecz nie od dziś dobiegają nas słuchy, że koledzy uwielbiają mówić na niego "Pęto". Cóż, gdybyśmy kiedykolwiek organizowały plebiscyt na najbardziej intrygującą ksywkę wśród sportowców, Krzysiek pierwsze miejsce ma jak w banku.

 

 

 

Muzyka, bo jako jedną ze swoich największych pasji bracia wymieniają właśnie ją. Najlepiej relaksuje przed meczem, idealny sposób na spędzania wolnego czasu i rzecz bez której przynajmniej jeden z nich (Krzysiu) nie mógłby żyć. A ze wszystkich zespołów tego świata najbardziej uwielbiają właśnie Depeche Mode. Zgodnie i bezsprzecznie. W takim razie, dozwólcie panowie, że Ciacha zadedykują specjalnie dla Was, ten oto utwór:

 

 

 

 

 

 

Najlepsze sportowe ciało. O tym, że ciała obu braci są niczego sobie, a nawet więcej, wiemy nie od dziś. Czujemy się natomiast zobowiązane wspomnieć, że jeden z nich (zgadnijcie który!) zasłużył sobie na większe wyróżnienie niż nasz ślinotok oraz miękkie kolana i zajął zaszczytne drugie miejsce, a wyprzedził go tylko piegi Fernando Torresa w wyborach na najładniejszą twarzyczkę w całym sportowym świecie.

 

 

 

Ojciec. Tak, tak, to właśnie Eugeniuszowi Lijewskiemu powinnyście dozgonnie dziękować, bić pokłony, słać kwiaty i czekoladki. Dlaczego ? To właśnie on, piłkarz Śląska Wrocław, eks nauczyciel w-fu o specjalizacji "piłka ręczna", zachęcił, nie, to złe słowo, raczej zmusił - prośbą, groźbą, czym tylko się dało - swoich synów do zajęcia się szczypiorniakiem. Przepisywał chłopaków do odpowiednich szkół, szkolił pod swoim czujnym okiem i zobowiązywał do regularnych treningów. A my nawet wolimy nie myśleć, co by to było, gdyby pan Eugeniusz nie okazał się równie uparty, a jego synowie równie ulegli. Na pewno nie byłoby tego alfabetu.

 

 

 

Piwo. Najwyraźniej w polskiej kadrze nie tylko Sławek Szmal lubi pić alkohol, bo uwaga! chyba trafiłyśmy na największych fanów tego złocistego napoju po tej stronie równika. Obaj bracia są zgodni jak nigdy, że najlepszym, a już na pewno ich najulubieńszym napojem jest właśnie piwo. Dobra, dobra, chłopaki, głupie to my nie jesteśmy, zrozumiałyśmy aluzję, więc skoro już tak nalegacie, to od biedy damy się na to piwo zaprosić. Ale Wy stawiacie.

 

 

 

Robert de Niro, Denzel Washington i Al Pacino, to zdecydowanie ulubieni aktorzy Marcina. I choć, jak twierdzi, kiepsko u niego z filmową pamięcią, od razu po napisach końcowych o każdym z nich zapomina, to bynajmniej nie przeszkadza mu to w byciu zagorzałym fanem aktorek takich  ja, Eva Mendes i Liv Tayler. No, no niezła nam się konkurencja zrobiła, ale nie z takimi problemami Ciacha sobie radę dawały.

 

 

 

Skromność. Wspominałyśmy o tym już w ubiegłym tygodniu, jednak o posiadaniu tak szlachetnej cechy u przystojnego, sławnego sportowca zobowiązuje nas do odnotowywania jej przy każdorazowym wymienieniu jego nazwiska. Bo Marcin i Krzysiek nawet nie zająkną się o sobie, a co dopiero o swoich zaletach, a zdecydowanie bardziej wolą je słyszeć z ust innych. Panowie, wasze życzenie jest dla nas rozkazem.

 

 

 

Tytuł. I bynajmniej nie mamy tu na myśli tytułów z serii tych mniej ważnych: Najlepszy prawy rozgrywający na MŚ, czy odznaczenie Złotym Krzyżem zasługi. Mówimy tu o tytule przez duże "te", najważniejszym w całym różowym świecie, tytule o jakim śnią wszyscy mężczyźni, tytule "Najciachowszego szczypiornisty". Zgadnijcie kto ten ten zaszczytny tytuł zdobył w roku ubiegłym i ma ochotę zdobyć go ponownie i w tym, w chwili obecnej bezwstydnie wyprzedzając samego Bogdana Wentę o całe 5% ?

 

 

 

Urlop. Gdzie tam Karaiby, na co komu Bora-Bora ? Podobnie jak w kulinarnych upodobaniach, tak i pod względem wakacyjnych podróży Lijewscy wykazują się niespotykanym wcześniej patriotyzmem - po ciężkim sezonie najchętniej relaksują się we Wrocławiu (Krzysiek) i Gdańsku (Marcin).

 

 

 

Wybaczanie. Młodszy Lijewski twierdzi, że owszem jest w stanie wszystko, wszyściutko wybaczyć, lecz potrzebuje do tego odrobinę czasu, starszy (czyżby nauczony już doświadczeniem?) popiera jego poglądy, choć już nawet owego okresu kwarantanny mu nie potrzeba. Dobroduszne bestie. Myślicie, że obecna żona Marcina i przyszła żona Krzyśka będą równie wyrozumiałe w tych kwestiach? Ups, właśnie ślinka nam pociekła.

 

 

 

Zabójcze oczęta. Pomału zaczyna brakować nam przymiotników, by opisać ich piękno.

 

 

 


 

 

 

Marina

Więcej o: