Sport.pl

Sportowy Alfabet Szczypiornistów: od A do Z

Ciacha nareszcie rozbierają szczypiornistów (na literki alfabetu).

"Nasza drużyna to jest jedna grupa. Niektórzy są bardziej przystojni, niektórzy są brzydcy, inni golą głowy, ale to wszystko ludzie, z którymi można konie kraść", mawiał swego czasu Bogdan Wenta, z tylko sobie znaną trafnością ubierając w słowa odczucia Ciach względem naszych dzielnych szczypiornistów. Bo choć jeden z nich ma zabójczo-czekoladowe oczy, a drugi głośno wyznaje, że będzie pił alkohol, to kochamy ich wszystkich (prawie) jednakowo. A już na pewno wszyscy zasługują na uhonorowanie za te emocje z ostatnich tygodni i poświęcenie im miejsca w Sportowym Alfabecie.

 

Alkohol, ulubiony trunek bramkarza naszej kadry, niezastąpiony do świętowania brązowych medal na wielkich imprezach. Szkoda, że w tym roku nie okazał się potrzebny, pozwólcie jednak, że przypomnimy ten historyczny moment:

 

 

Bohater Euro 2010, którym, chyba żadna z Was nie ma najmniejszej wątpliwości, jest Sławomir Szmal, prywatnie najpiękniejszy brzydal. Sławek czynił nam w bramce cuda, skakał jak szalony, wykonywał jedną akrobację powietrzną za drugą, a my możemy odważnie stwierdzić, że jeszcze żaden szmal tak nas nie uszczęśliwił, jak on podczas kilku meczów tegorocznych ME. Oczywiście, jak przystało na prawdziwego bohatera, "Kasa" nic sobie nie robi z głosów zachwytu z całego świata, dozgonnej ciachowej miłości, planów postawienia jego pomnika w naszej redakcji (nawiasem mówiąc, pomnika takiego kształtu), ani nawet z latających pod bramką staników. Na wszystkie te zarzuty, spokojnie odpowiada: "Ja bohater? Jaki bohater?". W sumie może to ma rację, bohater to za mało, najlepiej od razu obwołać go półbogiem. Co Wy na to, dziewczęta?

 

Cudowni, motywujący, niezastąpieni, wspaniali, niesamowici, dodający energii i skrzydeł kibice - to wszystko epitety, które podczas tego Euro dało się słyszeć z ust szczypiorniaków, a na które to Ciachom, jako prywatnie ogromnym ich fankom, roście serce i łzy pojawiają się w oczach. No bo jak tu nie kochać facetów, którzy kilkanaście tysięcy kibiców, jak i okrzyki zagrzewające do walki, nie uważają za fanowski psi obowiązek, a solennie za nie dziękują? (W przeciwieństwie do innych przedstawicieli innych dyscyplin sportowych, których palcem wskazywać nie będziemy, ale tak, piłkarze nożni, to o was nam chodzi) .

 

Dzidziuś - oryginalny pseudonim Michała Jureckiego. Nam wydaje się raczej dość dziwny i osobliwy, wszak to raczej nie jest określenie, jakie przychodzi nam do głowy na widok kupy mięśni i ton testosteronu, czyli polskiej reprezentacji w piłce ręcznej, a już tym bardziej młodszego z Jureckich, który ani do drobnych, ani do takich znów młodzików nie należy. Na szczęście, sam zainteresowany raczył wyjaśnić całą sytuację i uspokoić skołotane szare komórki Ciach: - Mój kolega z reprezentacji, Marcin Lijewski, tak mnie ochrzcił, gdyż z natury jestem wesołą oraz pozytywnie nastawioną osobą. Bo takie właśnie są zwykle dzidziusie.

 

 

Espresso, czyli kofeinowa tajemnica sukcesu naszych kochanych szczypiornistów. Otóż, jak wieść niesie, przed każdym meczem z hotelu wychodzą trochę wcześniej, by jeszcze przed samym spotkaniem zdążyć napić się obowiązkowo podwójnego espresso, a potem z odpowiednią energią rozbić w pył konkurencję. To jednak i tak za mało dla naszego "Kasy", który wlewa w siebie dodatkowo dwa red bulle i jeszcze wącha...amoniak. Cud, że nie potrzebuje alkoholu, nam raczej bez niego nie udałoby się utrzymać podobnej pozycji:

 

 


Fryzury, a może raczej ich brak. Karol Bielecki i Mariusz Jurasik podczas ubiegłorocznych Mistrzostw Świata, przed meczem o brązowy medal, nawet Ciach nie uprzedzając, ogolili swoje genialne głowy. Nie był to jednak element świętowania, swego rodzaju talizman na szczęście, czy też symbol, a rzeczywistość okazała się jednak po czasie znacznie bardziej przyziemna. Nowe "fryzury" Karol usprawiedliwia tak: - Całe to golenie wyszło spontanicznie. Po prostu nudziło się nam w pokoju hotelowym z Mariuszem Jurasikiem i z tych nudów wpadliśmy na taki pomysł. Najpierw on zgolił włosy, a potem ja. Hmm, coż, jak by to powiedzieć, dobrze, że między innymi dzięki polskim piłkarzom ręcznym nam nie nudzi się zbyt często.

 


Grzyby. W mediach rozniosła się plotka, jakoby bieganie w poskokach do lasu na grzybobranie było największym hobby Sławka Szmala, jednak był to tylko jego przykry obowiązek z czasów dzieciństwa, kiedy to ojciec kazał mu wstawać wczesnym rankiem i sobie w owym poszukiwaniu maślaków towarzyszyć. Ha, same od razu wiedziałyśmy, że to nie może być prawda, wykonywanie powietrznych szpagatów znacznie mogłaby mu utrudnić gęstwina drzew. Ciacha w temacie hobby Szmala raczej odważnie postawiłyby na gimnastykę artystyczną, balet albo chociaż picie alkoholu (żart - wiemy, ze Sławek to dobry chłopak jest i mało pi-je).

 

Hobby - w kręgu zainteresowań szczypiornistów palmę pierwszeństwa bez dwóch zdań dzierży muzyka. Jako ulubione zajęcie w wolnym czasie wymienia ją prawie każdy z piłkarzy. Największym jednakże melomanem w naszej kadrze wydaje się młodszy z braci Lijewskich. Krzysiek bez muzyki najzwyczjajniej nie mógłby się obejść, słucha jej na okrągło (ulubione zespoły to Nirvana, Depeche Mode i U2); nie znalazł lepszego sposobu na relaks niż ona. Hm..widocznie źle szukał.

 

Inny sport. Krzysiek Lijewski chętnie spogląda na piłkę nożną, całym sercem będąc za ukochaną Fc Barceloną. Michał Jurecki i Artur Siódmiak zaś lubują się w żużlu. I choć pierwszy z nich kibicuje Unii Leszno, a drugi Lotosowi Gdańsk wspólnie regularnie chadzają na Grand Prix i oglądają wyścigi w telewizji - nie umknie im żadna wiadomość z żużlem związana.

 

Junior. Kto jest najmłodszym ciasteczkiem w polskiej kadrze ? Dzielny zastępca Szmala na EURO, Piotrek Wyszomirski, który niecały miesiąc temu obchodził dopiero swoje dwudzieste drugie urodziny. Ciacha już dziś dostrzegają w nim ogromny potencjał. Nie tylko sportowy, nawiasem mówiąc.

 

 

Kuchnia. Za polską przepada Marcin Lijewski. Szczególnie lubi wszelkie zupy, choć tylko za żurek, albo raczej, jak mówi, za "raj w gębie", oddałby naprawdę wiele. Ów żurek z łatwością może mu upichcić zresztą kolega z drużyny, czyli "Dzidziuś", który interesuje się kuchnią i w wolnych chwilach chwyta garnków i patelni. Nie wspominałyśmy już, że od miesięcy szukamy kandydata na szefa kuchni na pół etatu i boskiego mężczyzny idealnego do wzdychania na drugie pół?

 

Limp Bizkit. Kto by pomyślał, że polscy szczypiorniści, a konkretniej jeden z nich, mają aż tyle wspólnego z tym amerykańskim zespołem. Nasi koledzy Zczuba kilka dni temu odkryli przerażającą tajemnicę - Mariusz Jurasik jest zaginionym bratem bliźniakiem Freda Dursta. Albo na odwrót. Bądź co bądź, morał jest taki, że kiedy Jurasik podczas meczu zamiast zdobywać gole z roztargnieniem rogląda się dookoła, możecie być pewne, że w tej chwili daje koncert w Los Angeles, a uderzająco podobny do niego kolega zza oceanu, próbuje w przyspieszonym tempie złapać zasady piłki ręcznej.

 




Mocny rzut, czyli chowaj się kto może i komu życie oraz niezłamany nos miły, kiedy na parkiecie pojawia się Karol Bielecki. O sile, z jaką posyła piłkę do bramki, krążą już legendy, ponoć jest on w stanie nawet zburzyć fryzurę Cristiano Ronaldo, zresztą nic dziwnego, wszak mówimy tu o locie z prędkością 140 km na godzinę. O. Mój. Boże.

 

 

Największe ciacho. Przy wyborze największego przystojniaka tych Mistrzostw Europy postanowiłyśmy (na razie!) dać fory zawodnikom innych reprezentacji i naszych polskich smakowitości nie brać pod uwagę w tym szlachetnym konkursie. A wszystko to z powodu ubiegłorocznego starcia z okazji Mistrzostw Świata, gdzie Marcin Lijewski rozbił w pył całą konkurencję i zdobył prawie 40% waszych głosów. Nie całe sto tylko dlatego, że w sondzie umieściłyśmy najniekorzystniejsze jego zdjęcie pod słońcem.

 

 

Oczęta. I choć dla wszystkich ich par należących do naszych dzielnych chłopców mogłybyśmy zgrzeszyć, to tylko dla spojrzeń dwóch z nich oddałybyśmy swoją kolekcję szpilek. Pierwsze z nich, najbardziej czekoladowe z czekoladowych, najbardziej seksowne z seksownych oraz najpiękniejsze z najpiękniejszych, należą oczywiście do Marcina Lijewskiego. A do kogóż by innego?

 

 


Oraz drugie, najbardziej niebieskie z niebiańskich, najbardziej rozmarzone z rozmarzonych i wreszczie najsłodsze z najsłoszych, cudowne oczka Bartka Jaszki:

 

 

Partnerki, bo w każdej beczce miodu musi tradycyjnie znaleźć się łyżka dziegciu, a w tym wypadku nawet kilka. Mowa oczywiście o małżonkach naszych szczypiornistów, które tak drastycznie rozwiewają nasze nadzieje i marzenia. W naszej kadrze nie macie więc co fantazjować o m.in.: Tomaszu Rosińskim (w maju 2009 roku poślubił Maję Owczarek), Tomaszu Tłuczyńskim (żona Patrycja i córka Maja), Sławomirze Szmalu (żona Aneta i synek Filip), braciach Jureckich, Mariuszu Jurasiku, Mateuszu Jachlewskim i  Marcinie Lijewskim (żona Justyna, dwójka dzieci). Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Oj, nie.

 

Rodzina. Do niedawna byłyśmy święcie przekonane, że dobrze wychodzi się z nią tylko na zdjęciach, okazuje się jednak, że również nienajgorzej jest z tym na parkiecie. Nasi szczypiorniści są bowiem jak jedna wielka, seksowna i naładowana testosteronem rodzina, czego wielokrotnie nie omieszkają potwierdzać. Wszyscy gracze na zapytanie, jaka panuje atmosfera w szatni, jednogłośnie odpowiadają "rodzinna", a sam wielki Bogdan W. potwierdza to swoimi słowami (tak wiemy, nałogowo go cytujemy, ale co poradzimy na to, że on wszystko tak pięknie potrafi wyrazić słowami?): - Na początku zgrupowania, drugiego stycznia, powiedzieliśmy sobie o kilku rzeczach. To tak jak w małżeństwie. Są dni fajne, ale są też i te ciche. Mówisz sobie, że to już tyle lat... Patrzysz, a tam fajna dziewczyna idzie. A zapominasz, że masz w domu księżniczkę. Z nami też tak trochę jest. Jeżeli jesteś dwa tygodnie, czy miesiąc ze sobą, to niestety - przez ten miesiąc musisz się kochać. A są dni, że nie możesz na siebie już patrzeć, ale mimo wszystko następnego dnia znowu jesteście razem. Myślicie, że mieliby coś przeciwko nowym przyszywanym siostrom? Albo chociaż dalekim kuzynkom?

 

 

Skromność, czyli jeszcze chwila, a pomyślimy, że panowie minęli się z powołaniem i tylko przez jakiś nieszczęśliwy zbieg okoliczności nie trafili na siatkarski parkiet. Tak się bowiem składa, że nasi kochani szczypiorniści woleliby zaprzedać duszę diabłu, niż wymienić kilka swoich zalet, swoje zasługi najchętniej umniejszyliby do minimum, na każdym kroku podkreślając, że wszystko to dzięki drużynie i trenerowi. Ich szczęście, że mają nas, które nie omieszkają wszystkim na całym świecie o tych zaletach przypomnieć.

 

 

Tors. Jeśli myślałyście, że można w sporcie odnosić ogromne sukcesy na skalę światową bez pokazania gołej klaty, to byłyście w wieeeeelkim błędzie. Karolu Bielecki, dziękujemy za dopełnienie formalności.

 




Utarczki, a mamy tutaj na myśli oczywiście słynną "solówę" na którą chciał wyzwać Bogdan Wenta pechowca ze sztabu reprezentacji Słowenii. Ów pan ośmielił się krzyknąć, a nawet obrazić najsłodszego trenera na świecie, na co ten, nie czekając ani chwili, zaproponował mu "spotkanie" po meczu. Na szczęście, całą sytuację załagodził  trener Słoweńców i bez rękoczynów na razie się obeszło. Jak by nie było, zawsze lubiłyśmy temperamentnych facetów.

 


Wolni, czyli najpiękniejsze słowo, jakim można określić atrakcyjnych sportowców. A do tego elitarnego grona "wolnych" należą m.in. Karol Bielecki oraz Krzysztof Lijewski. Drogie Panie, czyż to nie ewenement na skalę światową, że kilku utalentowanych, przystojnych, ciachowych, popularnych, najlepszych w całym kraju sportowców zachowało stan wolny? Są wprawdzie wokół ''partnerki'', ale może nie wszystko jeszcze stracone... Numery telefonu wraz z CV i krótkim listem motywacyjnym prosimy więc, Panowie, przysyłać na adres naszej redakcji. Zobaczymy, co z waszym stanem kawalerskim da się zrobić.

 



Złote myśli. Wszystkie serwowane oczywiście przez niezastąpionego Bogdana Wentę, a jedna lepsza od drugiej. Zaczynając od klasycznego "Jak wprowadzą siódmego zawodnika mają 15 sekund. Przerywać i mamy pustą bramkę. Tylko spokojnie, mamy dużo czasu.", na nieco mniej klasycznym, aczkolwiek równie trafnym i spektakularnym "Musi być pier***." kończąc. I jak tu nie chcieć go na prezydenta?

 

Marina

 

 

Więcej o: