Sport.pl

Sportowy Alfabet Kuby Jarosza: od A do Z

Rozebranie na czynniki pierwsze najprzystojniejszego rudzielca w sporcie, najbardziej ciachowego kawalera na rynku, a prywatnie - jednego z największych siatkarskich ulubieńców Ciach. Ucztę czas zacząć.

 

 

Apetyczna klata. Bo nie ma to jak mocny akcent na rozpoczęcie sportowego alfabetu. Mamy nadzieję, że usatysfakcjonowane otrzymaniem tego, czego chciałyście (gołej klaty! gołej klaty!), nie zaprzestaniecie lektury na tej literce. Choć z drugiej strony, tors Kuby (w 9 sekundzie filmiku) jest tego wart...

 

 


Swoją drogą Igła zdecydowanie powinien dostać Ciachowgo Oscara za najlepsze zdjęcia, nie sądzicie?

 

Brat. Drugi z klanu Jaroszów, Marcin, starszy od Kuby o całej 7 lat, jak przystało na członka tej rodziny, oczywiście uprawia siatkówkę, występując obecnie w I-ligowej Avii Świdnik. Za plus poczytujemy mu fakt, że jest ogromnie podobny do swojego młodszego brata, a spoglądając z większej odległości zwyczajnie byśmy go z nim pomyliły. Tylko spójrzcie...

 

 

Ciacho. W razie gdy byście wątpiły, mamy na poparcie tej tezy cztery, całkiem mocne argumenty.

 

Po pierwsze:

 

 

po drugie: 

 

 

 

po trzecie:

 

 

 


i wreszcie po czwarte:  

 


 

D
ewiza życiowa - "Każdy jest kowalem własnego losu". JJ uważa, że to od nas samych zależy, jak potoczy się nasze życie, a przeznaczenie czy przypadek nie mają racji bytu. No skoro tak się sprawy mają, to czy nie zechciałbyś, Kubuś, wykuć sobie nieprzypadkiem spotkania z Ciachami? Byłybyśmy w dwudziestym szóstym niebie.  

 

Edukacja. Jak 99% znanych nam siatkarskich ciasteczek, jest absolwentem Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale. Hmmm....chyba czas się tam w końcu wybrać. Na wycieczkę krajoznawczą rzecz jasna.  

 

Fundacja Herosi. Jak wielu swoich poprzedników, również i Kuba J. wziął udział w akcji, tej oto fundacji. Z pełnym zaangażowaniem i poświęceniem, powracając w czasy dzieciństwa, zajął się układaniem klocków z dzieciakami, które, w przeciwieństwie do nas, chyba nie do końca doceniły jego trud:



 

Ta mała dziewczynka, kiedy tylko trochę dorośnie, będzie sobie pluć w brodę, że odrzuciła propozycję zabawy z Kubą Jaroszem.  

 

Gra. Chronologicznie rzecz biorąc, od 16. roku życia, kiedy to zaczął występować w profesjonalnej siatkówce, kolejno odwiedził: Gwardię Wrocław, Delic-Pol Częstochowa, Mozostal-Azoty SA Kędzierzyn Koźle i wreszcie Skrę Bełchatów. Tam jednak długo nie zabawił, bo zaledwie jeden sezon - nie chcąc dłużej grzać ławki rezerwowych, a za to pragnąc częściej być wystawianym na widok Ciach, powrócił do Kędzierzyna Koźle, zwanego już ZAKSĄ.  

 

Honorowe odznaczenie. Nasz ukochany rudzielec 14 września 2009 wraz z pozostałymi "Złocieńcami" został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za "wybitne osiągnięcia sportowe". Nie ma to jak obwieszone odznaczeniami ciacho (czytaj: z posypką).

 

Interesujący filmik, który warto obejrzeć choćby dla widoku Kuby w objęciach Świętego Mikołaja, którego bardzo, bardzo chciałybyśmy w tym momencie zastąpić. Mikołaja, nie Kubę, rzecz jasna.  

 

 


Jarski, Pawian, Rosso, (nadane oficjalnie przez nas) JJ, czyli cały bogaty repertuar przydomków Kuby. Nie znamy historii ich powstanie, a patrząc na ten drugi w kolejności - chyba wolimy jej nie znać. Choć może jednak...Jak coś wiecie - piszcie.  

 

Kawaler, czyli najpiękniejsze słowo na świecie, jakim można określić przystojnego, ciachowego sportowca, a którym oficjalnie, z nieukrywaną satysfakcją i rozpierającą nadzieją oraz radością, możemy nazwać Kubę. Pan Jarosz nie ma ani oddanej "koleżanki", ani oddanej "przyjaciółki", ani dziewczyny, ani narzeczonej, ani - tym lepiej - żony; należy do gatunku na wyginięciu, czyli: ''wolnych przystojnych sportowców''. Hip, hip, hura! Hej, dziewczyny, to na co jeszcze czekacie?!

 

Liga Światowa. To właśnie w niej Kuba zaliczył swój debiut w naszej boskiej polskiej reprezentacji. Daniel Castellani zdecydował się go powołać na tegoroczną, minioną już edycję Ligi Światowej 2009, w ramach której na parkietach JJ wystąpił po raz pierwszy. Zabawne bo zaledwie trzy miesiące później mógł świętować Mistrzostwo Europy z tą kadrą. Szczęśliwy zbieg okoliczności, czy może przeznaczenie?  

 

Marzenia. Nie są zbyt wygórowane, jak na ciacho tego formatu, talentu i potencjału, ale najwyraźniej siatkarze rodzą się już z głęboko zakorzenioną skromnością. Marzy on zatem połączeniu dwóch ważnych dla niego spraw - założenia rodziny i zadowolenia z życia. Ach, jakie to piękne.  

 

Nysa. To tam 10 lutego 1987 roku przyszedł na świat Kuba Jarosz. I choć niektórych z nas nie było jeszcze wtedy na świecie, a inne bardziej interesował Ken niż przyszłe ciacho, damy sobie rękę uciąć, że już wtedy miał marchewkową czuprynę.  

 

Osobowość. Na boisku jest podobno strasznym chuliganem, nie boi się nikogo i niczego, a przez siatkę spogląda groźnie w oczy przeciwnikom. Przyznaje, że potrzebuje i lubi dużo emocji, wtedy czuje się zdecydowanie lepiej. Mrrrauu. Chętnie osobiście to sprawdzimy.

 

Pływanie. Podobnie jak poprzedni bohater naszego Sportowego Alfabetu, Mariusz Wlazły, Jakub miał szansę zostać wybitnym pływakiem. Ćwiczył w wodzie przez kilka lat, jednak później znudzony żmudnym i nie sprawiającym mu większej przyjemności treningiem, zrezygnował z niego na rzecz siatkówki. I dobrze.  

 

Rodzina. Ród Jaroszów ma bardzo długie tradycje siatkarskie, zarówno dziadek, jak i ojciec Kuby uprawiali profesjonalnie właśnie tę dyscyplinę sportu. Ten drugi zresztą zaliczył w niej również sporo sukcesów, takich jak medal na Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie oraz trzykrotne wicemistrzostwo Europy. Cóż, ''jaki ojciec, taki syn'' albo "niedaleko pada ciasteczko od ciacha", czy jakoś tak.  

 

Sposób na wygraną, czy może urocze dziwactwa kolejnego ciacha? Wnikać nie będziemy, ale fakt faktem, że Kubuś przed każdym meczem Mistrzostw Europy słuchał tych samych piosenek! W tej samej kolejności, co miało przynieść mu szczęście na parkiecie. I nie, nie żartujemy. Myślicie,że podobny sposób zadziałałby w przypadku poszukiwania szczęścia na ciachowych łowach na sportowców?

 

Tajemniczy. No tak, jeśli do tej pory tego nie zauważyłyście, to Was miłościwie uświadamiamy - pan Jarski jest jednym z najskrytszych znanych nam siatkarskich ciach. Aby napisać ten alfabet musiałyśmy się nieźle natrudzić, bo znalezienie jakiejkolwiek informacji o prywatnym życiu Kuby okazało się prawdziwym wyzwaniem. Ale nie szkodzi, my bardzo lubimy tajemniczych facetów. Swój ideał kobiety mógłby jednak ujawnić, żebyśmy przynajmniej wiedziały na jaki kolor ufarbować włosy przed "przypadkowym" spotkaniem z nim.  Przekażcie Kubie nasz adres: ciacha@g.pl.

 

Uroczy uśmiech. Rozbrajający, łobuzerki, słodki, jednocześnie z nutką skromności. Idealny.  

 

 


Wzrost. To naprawdę mały, drobniutki chłopczyk, uwierzcie, ma "tylko" 195 cm wzrostu, a w bloku sięga "jedynie" 320 cm, zaś w wyskoku do ataku "zaledwie" 350 cm. Kruszynka.  

 

Zagrywka to jego ulubiony element w całej siatkówce i, jak sam przyznaje, a my entuzjastycznie potwierdzamy, jest ona jego mocną stroną. Czasami jednak wychodzi mu ona lepiej, czasem gorzej, ale to zależy tylko i wyłącznie od...jego wagi. - Czasami po prostu troszkę schudnę, lepiej się czuję w powietrzu i ta zagrywka rzeczywiście mi "siedzi" - tłumaczy. Cóż, w takim razie to jednak dobrze, że nie jesteśmy siatkarkami.Przy naszych tendencjach, zagrywka nie siedziałaby nigdy i nigdzie.

 

 

 Marina

 
 

Więcej o: