Sport.pl

Z cyklu: Mam Talent - Frank Lampard

Potraktujcie ten tekst jako swego rodzaju ogłoszenia matrymonialne. Wszak, z tego co nam wiadomo, Lampsy jest aktualnie i jak najbardziej oficjalnie stanu wolnego! I jeżeli tylko się wystarczająco postaracie, sam osobiście zaprezentuje Wam którąś z tych cudnych umiejętności...

 

 

I. Piłka nożna, gdyż a) nawet połowa jego nagród, pucharów i superpucharów na pewno nie zmieściłyby się w naszej redakcji b) a wszystkie rozmaite wyróżnienie i tytuły, którymi został uhonorowany, mogłybyśmy z powodzeniem wymieniać przez następny tydzień i c) chyba nie trzeba wam mówić, że na wicekapitana Chelsea nie wybiera się byle kogo? Czasami potrafi też ładnie kopnąć piłkę...

 

 

II. Umiejętność walki na kciuki.  

 

 

Może niecodzienny, może dość oryginalny, może i w życiu raczej mało przydatny talent, ale satysfakcja, uczucie triumfu i radość, jaką Lampsy odczuwa po spektakularnym zwycięstwie nad Salomonem Kalou, jest bezcenna. Podoba się więc i nam, choć mamy przy tym cichą nadzieję, że Lampsy nie porzuci Premier League w imię nieznanej nam bliżej kciukowej ligi.  

 

III. Dekorowanie choinki.  

 

 

Choć z reguły, jeśli chodzi o sportowców, preferujemy czynność odwrotną, czyli rozbieranie, to dla Franka robimy wyjątek - ubiera bowiem drzewko świąteczne z równym wdziękiem, zaangażowaniem i naturalnością, co Ciacha w trakcie swojej pogoni za męskimi klatami. Prawdziwy ekspert. Niech zatem nie zdziwi się, kiedy w poranek 24 grudnia otrzyma nagły telefon z Polski z prośbą o pilne przybycie do ciachowej redakcji i zajęciem się stosem różowych bombek i innych ozdób.  

 

Uwaga: co najmniej dziwny, acz niezwykle uroczy sweterek.  

 

IV. Uczynienie losowo wybranej fanki najszczęśliwszą kobietą w całym wszechświecie. Teoretycznie rzecz biorąc, jest to umiejętność którą posiada i z powodzeniem może wykonać każdy z przystojnych piłkarzy tego świata, ale tylko Lampsy raczył ją równie użytecznie wykorzystać, z dziecinną łatwością i przy minimum wysiłku i tylko w jego wypadku końcowy efekt jest równie zachwycający i piorunujący. Dar od bogów?  

 

 

 


 

V. Udawanie niewzruszonego i maksymalnie zrelaksowanego, kiedy cały sztab kamer śledzi każdy twój krok lub/i kiedy lekko podstarzała fanka wpada w ekstazę na twój widok, koniecznie chcąc ci zadać tysiąc głupich pytań. Mówcie, co chcecie, gorąco zaprzeczajcie lub wykłócajcie się z nami, my jednak swoje wiemy - Anglik jest w tym naprawdziwszym mistrzem, wydaje się, że kamera kocha go prawie w tym samym stopniu, co my, a on zaś pod jej czujnym okiem staje się spokojny, wyluzowany i naturalny (przynajmniej z pozoru), jakby towarzyszyła mu już od chwili narodzin. A kto wie, może było i tak.

 

 

 

VI. Bycie najlepszym, najwspanialszym i najwierniejszym przyjacielem. Tego, tak jak Lampard nie potrafi nikt inny i choć w ostatnim czasie przybyło mu całkiem sporo konkurencji (Cris/Kaka, Bojan/Henry), Lamps wciąż pozostaje najlepszy i niezastąpiony w byciu podporą, powiernikiem sekretów i boiskowym towarzyszem swojej drugiej połówki, Johna Terry. Wszak naukowe pojęcie relacji typu JT&FL nie wzięło się z kosmosu.

 

 

P.S. Czy to nie zabawne, że kiedy wpisujemy w wyszukiwarkę "Frank Lampard" od razu wyskakuje nam komunikat "wypróbuj również: John Terry"? Nawet robocik z Google wie, o co w tym wszystkim chodzi.

 

Marina

Więcej o: