Sport.pl

Film z Cantoną zrobił furorę w Cannes!

Czyli nie tak znowu nowe wcielenie Króla Eryka, który, jak nie od dziś wiadomo jest wszechstronnie utalentowanym człowiekiem renesansu. 


Kiedy my zachwycałyśmy się brylującym  na czerwonym dywanie Steviem G, najnowjszy film Kena Loacha wywołał na festiwalu w Cannes entuzjastyczne przyjęcie widzów i krytyki. Zapewne niemała w tym zasługa wybitnego brytyjskiego reżysera, my jednak sukcesu filmu dopatrujemy się w osobie króla Erica Cantony.

 

 

 

 

Film opowiada o Ericu (ale jeszcze nie Cantonie), 50-letnim, zmęczonym życiem listonoszu z Manchesteru, który próbuje poukładać swoje życie i naprawić błędy z przeszłości. Nie układa mu się ani w życiu zawodowym, ani prywatnym, wciąż myśli o byłej żonie, a jego pasierb wikła się w gangsterskie porachunki. W tych o to niezbyt zachęcających okolicznościach przyrody Ericowi - listonoszowi objawia się Eric - Król, piłkarz, ikona i legenda. Cantona będzie odtąd towarzyszył protagoniście, motywując do działania i oczywiście pomagając w uporządkowaniu i odmianie życia na lepsze. Dialogi obydwu Ericów są podobno genialne (w co znając ciętą ripostę Cantony - nie wątpimy), a ich dyskusje o piłce nożnej przeplatane archiwalnymi zapisami najlepszych akcji  gracza Machesteru United.

 

 

 

 

Ciachom pomysł filmu bardzo się podoba, zwłaszcza, że choć nie jesteśmy ani listonoszkami, ani z Manchesteru, również wciąż towarzyszy nam w wyobraźni jak nie Cantona, to Beckham, jak nie Beckham to Casillas, jak nie Casillas to Frank Lampard, jak nie Frank to...cóż, dobrze wiecie, że mogłybyśmy wymieniać do wieczora.

 

 

 

 

Film pokazywany na zakończonym właśnie festiwalu w Cannes wzbudził entuzjazm zarówno widzów, jak i krytyki. I choć ostatecznie Złotej Palmy nie zdobył, to dostał najdłuższe owacje, ze wszystkich pokazów prasowych. Premiera światowa 12 czerwca, kiedy w Polsce - nie wiadomo, ale my już czekamy z największą niecierpliwością. Mamy zamiar zasiąść w pierwszym rzędzie, obowiązkowo w różowych koszulkach z postawionym kołnierzykiem. Na razie jednak, musimy zadowolić się trailerem:

 

 

 

 

 

 

 

Scena z 1:39, jest chyba kwintesencją wszystkiego.

 

 

 

 

 

 

rybka

Więcej o: