Sport.pl

Formułowe podsumowania ciachowe: do ilu razy sztuka?

Czy też zastanawiacie po ilu jeszcze wyścigach tego sezonu będziemy musiały się pocieszać, że następnym razem na pewno będzie lepiej, bo gorzej już być nie może? Życie ciągle nas zaskakuje, o czym w słowach kilku poniżej.

 

 

Nos Kubicy: Tym razem w roli głównej wystąpił ten drugi nos - przednie skrzydło bolidu. Mechanicy BMW Sauber najprawdopodobniej krzywo założyli tą cześć wyścigowego samochodu, a ta w rezultacie zaczęła się obluzowywać i niemalże turlać pod bolidem kierowcy. Robert mówi wprost - przez źle założony nos, stracił szansę na punkty. Czy cała sytuacja czegoś Wam nie przypomina?

 

 

 

 

Piedestał: Zwycięski dublet kierowców Redbull Racing to rezultat generalnie nam odpowiadający. Sebastian Vettel nawet jako smerf nie traci swojego uroku, a Mark Webber to w końcu formułowy mister mokrego kombinezonu. Jesteśmy na tak.

 

Bejbi Watch: Och bejbi. Znowu to samo, trzy wyścigi i zero punktów. A co gorsza, zero fajnych rozmów przez radio. Felipe, ogarnij się.

 

Powrót z zaświatów: Jeśli już o ogarnianiu się mowa, to bez wątpienia mistrzem weekendu w tej dziedzinie okazał się McLaren. Heikki Kovalainen, który przed Grand Prix Chin w żadnym wyścigu nie zdołał przejechać więcej niż jednego okrążenia, tym razem nie tylko wyścig ukończył, ale do mety dojechał na wysokim, piątym miejscu, tuż przed wyprzedzającym wczoraj w imponującym stylu kolegą z zespołu, Lewisem Hamiltonem.

 

Bohater dramatyczny: Jadący w słabiutkim Force "Furmanka" India Adrian Sutil po raz kolejny uwodnił, że w deszczu śmiga wybornie. I kiedy wydawało się, że młody Niemiec w końcu zdobędzie swoje drugie w karierze punkty, ten pod koniec wyścigu wypadł z toru. Przypomnijcie sobie do tego sytuację z Raikonnenem z ubiegłego roku- kiedy Adrian też już był na mecie, już witał się z punktami- i poczujcie w pełni ten dramatyzm:

 

 

 

 

Na te 10 sekund przestałyśmy lubić Kimiego. Jakoś szybko nam przeszło.

 

ruby blue

Więcej o: