Sport.pl

Bogdan Wenta - trener też ciacho

Bo niektórzy uważają, że szczypiorniści to najlepsza polska drużyna. Bo może i polegliśmy z Niemcami (jak zawsze), ale rozgromiliśmy Serbię, Danię, Tunezję, Rosję i Algierię. Bo co jak co, ale jesteśmy wicemistrzami świata, a jego ludzie to ludzie z charakterem. Aha, i jeszcze dlatego, że grał w Barcelonie. Ilu Polaków może się tym pochwalić?

 

 

Ten tekst jest pisany tylko ośmioma palcami - kciuki bieleją od zaciskania ich za Polaków w dzisiejszym meczu z Norwegią, który może stać się przepustką do półfinału i który MUSIMY wygrać. Ciacha nie wyobrażają sobie, by mogło być inaczej, szczególnie pod wodzą jednego z najlepszych, najbardziej charyzmatycznych i najprzystojniejszych polskich szkoleniowców.

 

Ale zanim został trenerem kadry, Bogdan Wenta stał się legendą polskiego szczypiorniaka. Żeby streścić jego sukcesy: pięć mistrzostw Polski, przeprowadzka do Hiszpanii i przygoda ze słynną Barceloną, która jest potęgą nie tylko w piłce nożnej, ale i ręcznej. Kiedy "Wentyl" grał w Barcy, nieopodal trenowali Stoiczkow, Laudrup, Guardiola. Do dziś jest jedynym Polakiem, którego zdjęcie wisi w muzeum katalońskiego klubu. Nic dziwnego, skoro zdobył z nim 2 Puchary Zdobywców Pucharów, 2 Puchary Hiszpanii, Puchar Ligi i wicemistrzostwo. Dwukrotnie był wybierany najlepszym zawodnikiem ligi hiszpańskiej. U szczytu sławy wyjechał do Niemiec zdobywać kolejne trofea, tym razem z drużyną Flensburg-Handewitt (która kupiła go, gdy miał już 37 lat!!). Do CV dopisał sobie mistrzostwo Niemiec, dwa wicemistrzostwa i trzy Puchary. W 1996 przyjął niemieckie obywatelstwo i sięgnął po brązowy medal Mistrzostw Europy z drużyną naszych sąsiadów. W sercu pozostał jednak Polakiem, co podkreśla na każdym kroku. Uwielbiają go kibice, szanują i podziwiają jego podopieczni, wzdycha do niego cała nasza redakcja, niechybnie łącznie z męską jej częścią (tak, tak, panowie, nie udawajcie, że nie), a Prezydent odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

Prywatnie o Wencie niewiele: ma żonę Iwonę i syna Tomasza. Lubi jazz, golf i książki Johna Grishama. Czasem lubi soczyście przekląć (jak na Mistrzostwach Europy w zeszłym roku: "Co mamy zrobić z takim obrotowym, który napier... po twarzy?" [o Norwegu Johnny'm Jensenie]).

 

Z Polakami przystojny trener dokonał cudu: stworzył drużynę na miarę wicemistrzostwa świata, a my nie marzymy obecnie o niczym innym jak tylko o powtórzeniu tego sukcesu. Najpierw trzeba jednak wygrać z Norwegią. Trzymamy kciuki!

 

rybka

 

 

Więcej o: