Sport.pl

Trener też ciacho - Jan Urban

Szanowne Panie, Drogie Dziewczyny, Ukochane Czytelniczki - mamy zaszczyt (i ogromną frajdę) przedstawić Wam trzykrotnego mistrza Polski i legendę Nawarry, pielgrzyma i.... nałogowego palacza, reprezentanta Polski i pogromcę Realu Madryt, konesera muzyki poważnej i zapalonego  wędkarza, członka Opus Dei i pomocnika kowala, a przede wszystkim - posiadacza najpiękniejszego uśmiechu w polskiej Ekstraklasie  - trenera Jana Urbana.

 

 

Urodzony w 1962 roku w Jaworznie.  Tajniki gry w piłkę doskonalił grając w ?zośkę? z księdzem na lekcjach religii. Szło mu tak dobrze, że wkrótce trafił do Zagłębia Sosnowiec, a stamtąd do Górnika Zabrze. Jeżeli nie pamiętacie, albo Mama Wam nie powiedziała, przypominamy, że w tamtych czasach (połowa lat osiemdziesiątych) Górnik to była potęga - trzy mistrzostwa Polski pod rząd - wywalczone przy wydatnej pomocy Janka. W brawach Górnika Urban zdobył 55 bramek, nic więc dziwnego, że zgłosili się po niego Los Skautos ze słonecznej Hiszpanii i porwali pięknego Janka do dalekiej Pampeluny.

 

Hiszpanki natychmiast oszalały na punkcie wysokiego blondyna z Polski, on już jednak wtedy był stracony dla żeńskiej połowy ludzkości jako przykładny mąż i ojciec dwójki dzieci (ten smutny stan utrzymuje się niestety do chwili obecnej). Dziś, obok pięciokrotnego zwycięzcy Tour de France Miguela Induraina jest największą sportową legendą miasta. W klubie CA Osasuna spędził pięć i pół sezonu strzelając 49 goli. Dokonał też wyczynu, który zapewnił mu dożywotnie miejsce w sercach Wszystkich Pampeluńczyków i dozgonny podziw kibiców w Polsce - strzelił hat tricka Realowi Madryt. Na Santiago Bernabeu. Przepraszamy za jakość, ale było to jeszcze w epoce przedcyfrowej. Tak wyglądał najładniejszy, środkowy gol:

 

 

W Osasunie zdobywał też szlify trenerskie, opiekując się tamtejszymi młodziakami. W 2007 roku przyleciał do Warszawy by poprowadzić Legię do wicemistrzostwa i zdobyć z nią Puchar i Superpuchar Polski. Uwielbiamy go nie tylko za to, że sam jest emanacją uroku ciepła i męskości, ale również za to, że sprowadza nam do Polski prawdziwych Hiszpanów.
To jemu zawdzięczamy takie ciacha jak Inaki Astiz (mniam, mniam), Mikel Arruabarrena, czy Inaki Descarga.

 

Prywatnie to niemal człowiek renesansu. Koneser muzyki poważnej, miłośnik wędkowania, pielgrzym - siedem razy przemierzył 50km z Pampeluny do San Francisco Xavier. Nałogowy palacz, nie toleruje papierosów u swoich zawodników. Kolega z Kadry Dariusza Wdowczyka i Ryszarda Tarasiewicza, z którymi miał tworzyć tzw. "grupę bankietową", on sam jest jednak zwolennikiem epikurejskiego umiaru i głosicielem jakże życiowej maksymy "nie możesz, to nie pij".

 


Dobra wiadomość - ma syna, syn ma 21 lat i też trochę grywa w piłkę, studiując jednocześnie pedagogikę w Hiszpanii. Niestety nic nie wiemy o tym czy jest podobny do taty, ten bowiem zazdrośnie strzeże swojej prywatności, czasem tylko uchylając rąbka tajemnicy

 


Pojechał na Mistrzostwa Europy pomagać Leo w rozpracowywaniu rywali, niektórzy widzą w nim następcę Holendra.  My widzimy w nim przede wszystkim niezwykle sympatycznego, przystojnego i ciekawego człowieka i uwielbiamy obserwować go za boczną linią boiska. Tak bardzo, że czasem nawet nie zwracamy uwagi kim dyryguje.

 

rybka

Więcej o: