Sport.pl

Fernando Torresa przygody z filmem

Boskiego Hiszpana na Ciachach nigdy dosyć. Zwłaszcza kiedy odkrywa przed nami swoje kolejne części ciała talenty. Tym razem popodziwiać możemy jego umiejętności aktorskie.

 

 

Pierwszy filmik dokumentuje gościnny występ Fernando w hiszpańskim serialu komediowym "7 żyć":

 

 

 

 

Akcja przedstawia się następująco: Torres, grający największe ciacho piłki nożnej, czyli samego siebie, przychodzi do sklepu z owocami. Skonfundowany sprzedawca po chwili opamiętania postanawia wykorzystać tę niespodziewaną wizytę i zadać Fernando profesjonalne pytanie piłkarskie. Kiedy nasz ulubieniec szykuje wykład o ustawieniach boiskowych, właściciel sklepu pyta go o...jego włosy. A konkretnie o to, w jaki sposób udaje mu się utrzymać w stanie nienaruszonym taką fryzurę. Cóż, nie winimy tego pana, same pewnie będąc w takie sytuacji na nic błyskotliwego byśmy nie wpadły, co najwyżej mogłybyśmy zaoferować swoje zemdlone ciała. Dialog kończy się sms-em od siostry Nando, a piłkarz wyjaśnia sprzedawcom, że ma z nią problem. Otóż chce ona wystąpić na ślubie w białej sukience, a deserem na weselu ma być maranqua, hiszpański przysmak. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że piłkarz występował wtedy jeszcze w Atletico Madryt, które (dyplomatycznie mówiąc ) wielką miłością do Realu Madryt nie pała, a kolor biały to, jak wiemy, barwy "Królewskich". Wspomniany przysmak to z kolei także określenie fanów drużyny z Santiago Bernabéu. Ot, taki żarcik.

 

Równie sympatycznie, choć o wiele poważniej jest w drugim filmiku. Tym razem Fernando, nie po raz pierwszy zresztą, z kamienną twarzą ratuje świat z opresji w hiszpańskiej komedii "Torrente 3":

 

 

 

 

Całość jest tak przekonująca, że czekałyśmy tylko na wieńczące akcję zdanie "My name is Torres. Fernando Torres'". Może następnym razem.

 

ruby blue

 

 

 

Więcej o: