Sport.pl

Drugi weekend z Euro - najlepsze fotki i podsumowania

Oj, działo się, działo przez ostatnie dwa dni. Chociaż nasza drużyna narodowa nie wystąpiła - a to prawdopodobnie nawet lepiej - mieliśmy zamiast tego cztery interesujące pojedynki, z czego co najmniej dwa naprawdę trzymały w napięciu, w trzech uczestniczyli superseksowni piłkarze, a jeden tylko w ogóle nas nie obchodził.

 

 

Oczywiście, spotkaniem, które tak mało nam się podobało, był mecz Grecja - Rosja. Wprawdzie fajnie widzieć, że grający paskudny futbol Grecy jednak mistrzowskiego tytułu nie obronią i do domu pojadą już po pierwszej fazie rozgrywek (żal trochę ślicznego Samarasa), ale doprawdy nawet ta myśl nie była w stanie powstrzymać nas przed zapadnięciem w głęboki, znudzony sen gdzieś w ósmej minucie. Bramkę, którą Rosjanie zawdzięczają gapiostwu podstarzałego greckiego bramkarza Nikopolidisa, jednak widziałyśmy. I to w zasadzie tyle, bo choć czasem w meczu ktoś podrywał się do biegu, a ktoś niemal zagrażał bramce przeciwnika, to jednak więcej goli nie padło, a to już zupełnie pogrąża mecz, w którym oglądające nie mają żadnych faworytów.

 

Drugim mało ciekawym spotkaniem był pojedynek Portugalii ze Szwajcarią. Najbardziej sensacyjny był w tym meczu wynik, który - to nie przywidzenie - wyraźnie wskazywał an wygraną helweckich gospodarzy 2:0. Oprócz wspaniałych portugalskich ciał nie było jednak czego oglądać. Podejrzewamy, że to spotkania było kontynuacją austriacko-szwajcarsko-webbowskiego spisku, polegającego na promowaniu gospodarzy. Jak to bowiem możliwe, że ekipa, która do tej pory na Euro spisywała się świetnie przegrywa nagle z kiepsko grającymi słabeuszami? Odpowiedź mogłaby być prostsza: Portugalczycy olali sprawę i wystawili rezerwy - co jest prawdą, ale należy wziąć tu też pod uwagę kolejne błędy sędziowskie (nieuznany gol Postigi, niezauważone faule Szwajcarów itd.). Nie mogłyśmy czuć się w pełni usatysfakcjonowane.

 

Co innego w przypadku wygranej Hiszpanii ze Szwecją. Wprawdzie obydwa zespoły są szczególnie bliskie naszym sercom i już przed meczem dręczyły nas wyrzuty sumienia na myśl, że będziemy się cieszyć ze zwycięstwa jednej tylko ekipy. Triumfowali najpiękniejsi Hiszpanie (2:1), więc wybuchy dzikiej radości przychodziły nam nieco łatwiej, ale jednocześnie, pełne współczucia, w imię solidarności z pięknymi panami z północy zarządziłyśmy minutę ciszy. Fakt jest jednak faktem - cudowni Iberyjczycy wygrali, Torres i Villa strzelili ładne gole i są coraz większe szanse, że zobaczymy ich poza przewidywanym przez złych proroków ćwierćfinałem. Bo na Holendrów trafią dopiero w półfinale.

 


Całkiem emocjonujący był również mecz Turcji z Czechami. Co przerażające dla naszych zmysłów i wbrew naszym preferencjom, wygrali ci pierwsi, nokautując naszych sąsiadów z Zaolzia w 89. minucie za sprawą strzału Nihata Kahvaci(a właściwie w ostatnich 15 minutach, kiedy to Turcy odpowiednio strzelili pierwszą bramkę, wyrównali, a następnie przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść). Nawet nie wyobrażamy sobie, jak muszą czuć się teraz Cech i spółka oraz ich rodacy. Jak można było oddać wygraną i awans do dalszej rundy w takich okolicznościach.

 

Tak czy inaczej, ponad pół Euro już za nami. Jak na razie, jesteśmy usatysfakcjonowane. Wrażeń nie brakuje, a prawie wszyscy nasi ulubieńcy sprawują się tak, jak należy. Nie licząc tej najważniejszej jedenastki (a właściwie dziesiątki, bo Borucowi nie można mieć nic do zarzucenia).

Więcej o:
"/> Tak wygląda tabela "polskiej" grupy el. Euro 2020! Sensacja na koniec
 
  •  
  • "> Ależ emocje na Narodowym! Polska pokonała Słowenię! Pięć goli! <div id= "/> Ależ emocje na Narodowym! Polska pokonała Słowenię! Pięć goli!