Sport.pl

NBA - kochamy tę grę!

We wtorek wystartował nowy sezon ligi koszykówki w USA. Ciacha zauważyły, że wydarzenie to nie zostało w naszym kraju potraktowane z należytym entuzjazmem. I to nie wiadomo dlaczego. Pomijamy fakt, że gra w kosza za oceanem jest świetna, żywa, widowiskowa i emocjonująca. Przemilczymy to, że zawodnicy grają rewelacyjnie i bardzo efektownie, nieraz do ostatniej sekundy meczu trzymając kibiców w niepewności i zdobywając punkty wraz z końcową syreną. Nie powiemy, że ich wsady (a w terminologii NBA ?slam dunki?) zachwycają swoją wirtuozerią. Wszystkie te techniczne sprawy po prostu ominiemy. Ale mamy dla Was garść innych, nieco mniej pragmatycznych powodów, dla których Ciacha love this game...

 

1. Kobe Bryant - mimo skandali osnuwających osobę tego świetnego gracza, my nadal wierzymy w jego niewinność (ha, ha). Łaskawie zapominamy o jego dobrze wszystkim znanej arogancji. Pomaga nam w tym przede wszystkim fakt, iż ten gracz LA Lakers wygląda po prostu świetnie. Miło popatrzeć. Poza tym, wzrusza nas historia jego związku z żoną, który przypomina ten ze sztuki Szekspira ?Romeo i Julia? - Kobe ożenił się ze swą wybranką mimo ostrego sprzeciwu ze strony swojego rodu. Został za to wyklęty z familii. Małżonka natomiast zdaje sie poświęcać, wybaczając wszystkie skoki w bok. Szanujemy związki oparte na kompromisie z obu stron.

 

Kobe Bryant

2. Jason Williams - niesamowicie zdolny biały(!) gracz zespołu Miami Heat. Przyjaciel zabawnego grubasa Shaq'a O'Neilla. Oczywiście niezłe ciacho. Fajnie zbudowany, czego nie ukryje nawet pod dużą liczbą tatuaży. Niestety, koszykarz ów również jest zaobrączkowany i posiada dwójkę dzieci. Wszyscy fajni faceci są zawsze dawno zajęci.
Jason Williams rzuca do kosza 
3. Vince Carter - może i jest jednym z największych maminsynków wśród sportowców, ale my kochamy jego ciało i slam dunki. To naprawdę świetny widok. Nie na darmo porównuje się go z samym Jordanem i za czasów, gdy jeszcze grał w Toronto (obecnie New Jersey Nets), nazywany był ?Air Canada?. Polecamy do obserwacji. 
Vince Carter 
4. Drużyna Chicago Bulls w czasach świetności, czyli Michael Jordan, Dennis Rodman i Scottie Pippen - nie ukrywajmy, że to dzięki nim w ogóle wiemy coś o NBA. To były piękne dni, a latający Jordan, czego wytłumaczyć się nie da, mimo swojego wąsa i wiecznie wywalonego języka, też miał w sobie sporo seksapilu. Przynajmniej dla nas. 

 


Michael Jordan z żoną
 
5. WAGs w NBA - w zasadzie panie te wyglądają w znacznej większości całkiem normalnie, co zresztą same ocenić możecie (nie mówimy tu oczywiście o Evie Longorii, żonie Tony'ego Parkera). Z reguły jest to bowiem miła odmiana od towarzyszek brytyjskich futbolistów, które są niezmiennie piękne i chude. Dziękujemy koszykarzom za takie wybranki, które nie wpędzają nas w kompleksy i pokazują, że każda z nas ma szansę.
6. Chińczyk Yao Ming - bo pozwolił nam uwierzyć, że Azjaci tez mogą być wielcy.
Yao Ming
 
7. Paradoksalnie, w NBA cieszy nas także brak Polaków (Cezarego Trybańskiego, Macieja Lampe i Marcina Gortata wcześniej oraz Łukasza Obrzuta obecnie nie liczymy, gdyż nie idzie nigdy nie szło im najlepiej w lidze). Dzięki temu, mamy pełen dystansu stosunek do rozgrywek i zamiast zbytnio angażować się we wspieranie jakiegoś jednego zespołu, możemy skupić się na dokładnej analizie męskich ciał niezależnie od barw klubowych.
 
 
Jak same widzicie, jest więc mnóstwo powodów, dla których jednak warto czasem noc zarwać i obejrzeć mecz koszykówki po amerykańsku. Ciacha zaręczają, że nie wynudzicie się tak, jak na meczach polskiej ligi bywa. Punktów miliony, szalone tempo i niesamowite wyczyny graczy Wam to zagwarantują. A ci dwumetrowi mężczyźni, biegający po boisku z wdziękiem sarenek, to naprawdę fantastyczna sprawa.
 
 
A na koniec przyjrzyjmy się jednak ciekawym akcjom - coś dla miłośniczek techniki.
 
 
 
Więcej o: