Sport.pl

Wyznania Lewisa Hamiltona

Nie, nie chcemy w tym miejscu mieszać się do rywalizacji Hamiltona, jaką na co dzień toczy za kierownicą swojego super szybkiego bolidu. Sezon się skończył, więc temat czas zamknąć. Nie będziemy też roztrząsać tego czy to jemu, czy Raikkonenowi należy się tytuł mistrza świata w Formule 1. Na chwilę obecną mistrzem jest Fin a Lewis to numer dwa. Nie napiszemy też słowa na temat przenosin Hamiltona do Szwajcarii i jego uciążliwych kłopotach z fanami.

 


Chcemy Wam pokazać Brytyjczyka od nieco innej strony, tej bardziej prywatnej i może mniej znanej. Tym prawdziwszej, że opowiedzianej przez niego samego. Nie wiemy czy wiecie, że ten świetny kierowca w młodości chciał zostać zawodowym piłkarzem. I niewiele brakowało, żeby tak właśnie się stało. Jego pierwszą miłością była raczej piłka a nie samochody - Hamilton to niedoszła gwiazda pomocy reprezentacji Anglii.

 

 

Kiedyś ostro trenował a jego kolegą od wspólnych ćwiczeń był Ashley Young. Teraz zawodnik Aston Villi, reprezentant Anglii do lat 21. - Kiedy razem graliśmy, byłem bardziej spokojny od niego, no i wyższy - opowiada. On natomiast był ode mnie lepszy technicznie, bardziej zręczny. - wspomina.

 

 

Zresztą z tego co można się dowiedzieć z jego autobiografii My Story by Lewis Hamilton, Brytyjczyk był świetny w zasadzie we wszystkim. W szkole nieźle radził sobie, grając w koszykówkę. Był także członkiem drużyny krykieta. Uprawiał lekkoatletykę, biegał na 800 m, rzucał oszczepem. Raz udało mu się nawet wygrać międzyszkolne zawody. Jak skromnie przyznaje. - Byłem dobry i zawsze starałem się dawać z siebie wszystko.

 

 

Rywalizację ma we krwi, jest ambitny i zawsze dąży do realizacji raz wytyczonego celu (czy aby nie powinnyśmy się bać takich facetów?). - Nawet jak gram na gitarze, chcę to robić najlepiej jak potrafię. Może nie jestem w tym fantastyczny, ale umiem zagrać parę rockowych kawałków, nieźle wychodzi mi również jazz. Na swoim iPodzie ma piosenki Boba Marleya i Michaela Jackson. - Muzyka mnie relaksuje - wyznaje.

 

 

No cóż, mamy nadzieję, że w dalszych rozdziałach przeczytamy o jeszcze innej twarzy tego chłopaka, bo jak na razie nie brzmi to zachęcająco. Chyba nie umiałybyśmy spełnić oczekiwań takiego faceta.

Więcej o: