Sport.pl

#ForzaJules czyli to miało być podsumowanie GP Japonii

Ale z oczywistych przyczyn ciężko nam się skupić na aspektach sportowych.

Miałyśmy napisać błyskotliwe podsumowanie o tym, jak to tajfun uniemożliwiał normalne ściganie, choć Lewis tradycyjnie twierdził, że jest dobrze. O tym, jak kierowcy Mercedesa walczyli o zwycięstwo. Miałyśmy zachwycić się Danielem Ricciardo i jego wspaniałą jazdą po mokrym torze. Chciałyśmy pochylić się nad Jensonem Buttonem, który zaryzykował z oponami i wyglądało na to, że ma szansę na podium, ale skończyło się na piątym miejscu.

Planowałyśmy pożartować, że panom w Ferrari nie wystarczy najwyraźniej, że Fernando odchodzi, więc postanowili go do tego jeszcze bardziej przekonać - bolid Hiszpana wytrzymał zaledwie 2 okrążenia. W końcu chciałyśmy podywagować, czy Sebastian Vettel nie ma przypadkiem wątpliwości co do swojej decyzji (drugie Ferrari dopiero na 12. miejscu).

I kiedy już krystalizował nam się w głowach plan tego jakże pięknego tekstu, nastąpiło 42. okrążenie. Adrian Sutil wypadł z toru. Nic mu się nie stało, a na poboczu pojawił się dźwig do ściągania bolidów. Chwilę później w tym samym miejscu z toru wypadł Jules Bianchi i uderzył w tenże przeklęty traktor.

To był mniej więcej taki sam wypadek, tylko wynik był inny. Dźwig przyjechał po mój samochód i wtedy to się stało - powiedział Adrian Sutil.

Nie pokazano ujęć wypadku (na szczęście!), doszły nas tylko wiadomości o braku komunikacji z Julesem, samochodzie medycznym, a następnie karetce na torze. Wyścig został przerwany i już nie ruszył. Nie było flagi w kratownicę ani radości na podium. Była cisza i niepewne oczekiwanie na wieści o stanie zdrowia Francuza. Pierwsze pojawiły się prędko - kierowca Marussi został nieprzytomny odtransportowany karetką do szpitala (wbrew wcześniejszym doniesieniom nie dlatego, że helikopter nie mógł wystartować, ale dlatego, że tak postanowili lekarze na torze).

Kierowcy nie byli zbyt rozmowni podczas zwyczajowych wypowiedzi po wyścigu a i dziennikarze, wyraźnie zakłopotani, nie palili się do zadawania pytań.

W końcu doczekałyśmy się oficjalnego komunikatu: Jules ucierpiał na skutek silnego uderzenia w głowę i musiał przejść operację. Początkowo informowano, że oddycha samodzielnie, ale dziś SkySports podało, że Francuz jest podłączony do respiratora. Jego stan pozostaje krytyczny.

W geście jedności kierowcy F1 udali się po wyścigu do szpitala, a media społecznościowe zalała fala wsparcia dla Julesa nie tylko od kierowców F1, ale także przedstawicieli innych sportów motorowych.

Nam się łezka w oku zakręciła na widok nowej profilówki Fernando Alonso.

Profilowe zdjęcie Fernando Alonso, Twitter/FB

 

Według mnie wyścig zaczął się za wcześnie, a skończył za późno. Krzyczałem przez radio pięć okrążeń przed wyjazdem samochodu bezpieczeństwa, że na torze jest za dużo wody. Było zbyt niebezpiecznie - grzmiał po wyścigu Felipe Massa, który był jednym z pierwszych kierowców, jacy dotarli do szpitala.

 

Dochodzenie, kto zawinił jest w toku, ale i jego wyniki w naszym odczuciu schodzą tak naprawdę na drugi plan.

Dziś rano zespół Marussia wydał oficjalne oświadczenie, w którym prosi o cierpliwość w odniesieniu do kolejnych wiadomości dotyczących stanu zdrowia Julesa. Ściskając kciuki tak za kierowcę, jak i opiekujących się nim lekarzy, spróbujemy czekać spokojnie na kolejne komunikaty z japońskiego szpitala. #ForzaJules

Więcej o: