Sport.pl

Ostateczny dowód na to, że fala Andrzeja Wrony daje się czasem pokonać

Ale tylko raz na cztery lata, pamiętajcie, raz na cztery lata.

Fale Dunaju na głowie Andrzeja Wrony to taki trochę fenomen i dziedzictwo światowej siatkówki. Trwalsze niż ze spiżu przetrwają każde okoliczności, każdy wyskok do bloku, bohaterską obronę i szaleńczą radość gdy mecz akurat oglądany jest z trybun.

Ale gdy przychodzi finał mistrzostw świata, tylko wtedy, gdy Polska sięga po złoto i trzeba pobiec wyściskać kolegów...

Wtedy się poddaje.

Całkowite poddanie zaprezentował na swoim Facebooku Karol Kłos, który zapowiada, że już wkrótce ponownie skrzyżuje drogi ze swoim amigo:

 

kłosfacebook.com

 

Bo widzicie, pisałyśmy wczoraj, że Andrzej nie zrobił sobie wakacji po zakończeniu mistrzostw i już środowego wieczoru sparingował ze Skrą w Bydgoszczy, ale wczoraj udowodnił również, że wcale nie zapomniał w niedzielną noc swoich haseł do portali społecznościowych i wrócił na łono Internetu. Za falą idealną:

I trochę wzburzoną:

Ale żeby nie było, że to wzburzonefaleandrzejawrony.net, siatkarz pierwszym zdjęciem (poznajecie pana z prawej?) podsumował mistrzostwa i podziękował kibicom za wsparcie. W bardzo ładnych słowach:

 

wronafacebook.com

Widzisz Andrzej? Potrafimy docenić nie tylko twoje włosy.

Więcej o: