Sport.pl

Oto kulisy sesji Stephana Antigi dla Logo

Coś na uspokojenie przed wieczornymi emocjami.

Uwaga, będzie kącik zwierzeń. Nigdy nie podobał mi się Stephane Antiga. Ani kiedy grał w reprezentacji Francji (tak, jestem stara), ani za czasów gry w Bełchatowie, później Bydgoszczy i znów Bełchatowie. Na pewno sporo wspólnego miał z tym fakt, że tleniona blond czupryna nie łapie się na top300 moich ulubionych męskich fryzur, no i nawet ta niedawna, a całkiem przecież udana okładka Logo nie zakołysała moją łodzią.

Aż tu nagle, przyszły mistrzostwa i bum. Podoba mi się Stephane Antiga. Może to przez małą Manoline.

Nie wiem, ale fakty są takie, że za każdym razem gdy Stephane udziela przedmeczowego wywiadu, denerwuje się bardziej niż w czasie niejednego meczu, wstrzymuje oddech, wyciągam piąstkę w górę z każdą dobrze odmienioną końcówką, każdym wielosylabowym wyrazem, poprawnie użyty związek frazeologiczny to jak złoto na igrzyskach, i karcę w myślach reportera, że zwolnij, mów wyraźniej, smalec z ogórkiem połknąłeś? Boże, czy Stephan zrozumiał, czy odpowie do rzeczy, nie wytrzymam już tego dłużej, odpowiedział, zrozumiał! Reporter zrozumiał odpowiedź! Oddajemy głos do studia, Stephane żyje nadal!

Tak, to chyba to. Czyli lecę na obcokrajowców (ale jakże uroczo!) kaleczących język polski na antenie Polsatu.

Ale dobra, przejdźmy wreszcie do meritum. Tuż przed startem mistrzostw, Francuz zaskoczył wszystkich i pojawił się na okładce wrześniowego numeru magazynu Logo. Teraz możemy podejrzeć kulisy sesji i ocenić, jak trener radzi sobie w roli modela:

Stéphane Antiga w sesji zdjęciowej dla Logo

 

Czy ja, po takim wstępie, mogę powiedzieć coś innego niż:

A jak Wasze wrażenia?

 

Stéphane Antigafot. Tamara Pieńko

Stéphane Antigafot. Tamara Pieńko

Aha, jeśli jeszcze nie miałyście sposobności zapoznać się z towarzyszącym sesji wywiadem, możecie uczynić to tutaj>>

Więcej o: