Sport.pl

Niebieski autobus, czyli wtorek z Ligą Mistrzów

Pierwszy półfinał za nami, wiemy po nim tak dużo, jak i przed nim, czyli nic.

Chelsea nie jest w swojej życiowej formie - jesli określenie "życiowa forma" można stosować do klubów piłkarskich, ale też Chelsea "nie w życiowej formie" to Chelsea odnosząca największe sukcesy - patrz: Liga Mistrzów 2012.

Atletico z kolei niewątpliwie w zyciowej formie jest, rozgrywając sezon, jakiego nie rozgrywało od lat i nie wiadomo, kiedy znów rozegra jak im latem wszystkich piłkarzy rozkupią. Już same te dwa czynniki wystarczyły, żeby spodziewać się meczu zaciętego i nieprzeiwdywalnego. Jeśli dorzucimy do tego opinię "morderców futbolu", którą hojnie obdarza się oba zespoły, to wyjdzie nam z tego piłkarska uczta dla wytrawnych koneserów. I możecie teraz stwierdzić, że jesteśmy dziwne, ale nam się wczorajsze, bezbramkowe mordowanie futbolu bardzo podobało.

Chelsea przyjechała do Madrytu z jedną tylko misją - nie stracić gola. Trochę nie rozumiemy, dlaczego misja nie obejmowała planu "strzelić gola na wyjeździe", ale nie nam przenikać tajniki mrocznej umysłowości Josego M. Misja powidła sie stuprocentowo. Chelsea przez większość meczu zachowywała się jakby grała w starozytną grę dziecięcą "piłka parzy" i mistrzowsko pozbywała się jej za każdym razem gdy ta tarfiła jakimś sposobem w jej poblizu, ale za to w obronie... W obronie dokazywała cudów męstwa, dyscypliny, heroizmu i przemysłu motoryzacyjnego.

Nie przeszkodziła w tym nawet nieszczęśliwa kontuzja Petra Cecha, który zaraz na początku meczu został nieco staranowany przez Raula Garcię (musiało boleć).

...i opuścił boisko. Opuszczał je jednak w bardzo miłym towarzustwie i czy pisałysmy już, że bardzo cchemy mieć pracę pani Evy Carneiro?

Atletico starało się, atakowało, wymieniało podania, wrzucało w pole karne, dośrodkowyało, przęslizgiwało się i kontrowało - wszystko na nic. Jose Mourinho był w siódmym niebie. Jose Mourinho w siódmym niebie wyglada tak:

Niestety, żelazna dyscyplina żelazną dyscypliną a pech pechem i do rewanżu na Stamford Bridge Chelsea przystąpi poważnie osłabiona. Nie wiadomo, co z Cechem (choć trzeba w tym miejscu przyznać, ze rezerwowy Mark Schwarzer spisał się bardzo dobrze), nie wiadomo, co z Johnem Terrym, który skręcił kostkę i również musiał opuścić boisko w miłym towarzystwie (czy pisałysmy już, że bardzo cchemy mieć pracę pani Evy Caneiro?)...

...wiadomo natomiast, co z Lampardem i Obi Mikelem - nie wystąpią z powodu kartek. A bez Terry'ego, Lamparda i Obi Mikela będzie Niebieskim, nawet u siebie, bardzo, bardzo trudno.

A Wam, jak podobał się wczorajszy mecz? Jakby co, to pamiętajcie, że zawsze mogło być gorzej...

Więcej o: