Sport.pl

"Ale jak to?!"

Finał Pucharu CEV nie dla Skry Bełchatów.

Niby nie jest to aż tak ogromne zaskoczenie, bo pierwszy mecz pokazał, że ograć Rosjan będzie bardzo ciężko, ale jednak liczyłyśmy, że Bełchatowianie niesieni dopingiem własnej publiczności (i człowieka telewizora) odlecą do finału.

Po tym jak Skra wywalczyła w Guberni dwa sety, do celu wystarczyło "tylko" wygrać 3:0 lub 3:1. Realizacja planu szła dobrze, po pierwszej, bardzo nerwowej z obydwu stron odsłonie, podopieczni Miguela Falski byli już jedną trzecią nogi w finale, ale wówczas goście odnaleźli się pod siatką a swoje (czyli zniszczenie) zaczęła robić ich największa gwiazda Nikołaj Pawłow. 1:1.

Decydującym mógł okazał się być set kolejny, w którym gospodarze przy stanie 21:24 zdołali odrobić dwa punkty straty, w kolejnej akcji dostali dwa razy piłkę za darmo, niestety nie potrafili wykorzystać szansy na remis, a tej na wygranie trzeciego seta nie zmarnował Pawłow.

Niepowodzenia nie podcięły jednak skrzydeł Bełchatowianom, którzy do walki w czwartym secie ruszyli z nową siłą i nadzieją. Na swoim poziomie wreszcie zaczął zagrywać Wlazły, Pliński pokazał młodszym kolegom jak się blokuje i tie-break stał się faktem.

W piątym secie walka jeszcze bardziej się wyrównała. Tym razem z pola zagrywki Rosjan męczył Antiga, Skra zdołała odwrócić wynik z 7:9 do 11:10, ale niestety, cała zabawa skończyła się przy stanie 14:16. Finał dla Guberni.

No i chyba trzeba przyznać, że zasłużenie. Zgodzicie się?

Wszystkie zdjęcia:cev.lu.

Więcej o: