Sport.pl

Javier Fernandez przypomniał nam, za co kochamy Hiszpanów

Oni nawet łyżwiarzy figurowych mają najfajniejszych.

Pokazy mistrzów to najlepsza część wszelkich wydarzeń związanych z łyżwiarstwem figurowym. Po pierwsze, można w dżinsach i t-shirtach (no dobra, na upartego podczas konkursu też można, ale jakoś wszyscy wolą cekiny), po drugie, można do piosenek, po trzecie, można nie skakać, ale można się też przewrócić i nic się nie stanie, po czwarte, wszystkie chwyty są dozwolone, po piąte - nie ma całej tej skomplikowanej punktacji, która albo budzi kontrowersje, albo jest zupełnie niezrozumiała dla zwykłego śmiertelnika, albo jedno i drugie. Aha, no a po szóste i najważniejsze - można się wygłupiać.

I głównie z tego ostatniego prawa skorzystał Javier Hernandez, który wprawdzie w konkursie solistów na podium się nie załapał (był czwarty), ale pokazy mistrzów wygrał zde-cy-do-wa-nie.

Zacznijmy od tego, że przyszedł z własnym boom boxem...

...i zaczął uprawiać jakiś dziwny aerobik...

Potem dał mały pokaz hiszpańskiej megalomanii...

...ale okazało się, że właśnie takiego bohatera potrzebujemy.

Potem były pompki na lodzie....

...i buziaki, specjalnie dla nas...

....tak, wiemy to, specjalnie dla nas...

...i wspaniały finisz. Jeśli ktoś Wam kiedyś powie, że łyżwiarze figurowi są zniewieściali*, pokażcie mu te ramiona.

Zrobiło się tak gorąco, że aż musieli interweniować Kanadyjczycy:

Występ Javiera możecie obejrzeć na stronie TVP Sport. Co tam, możecie, musicie!

 

 

*Nie żebyśmy uważały, że w zniewieściałych mężczyznach jest coś złego.

Więcej o: