Sport.pl

Sara Carbonero pomalowała pokój dla swojego dziecka i...spadła na nią lawina krytyki

No bo przez przesady, widziałyśmy brzydsze, ehm, motyle?

Śmiejemy się, śmiejemy, ale tak naprawdę sprawa jest poważna. Albo przynajmniej taką ją widzą rodacy mamy Casillasa juniora. Przedmiotem krytyki nie są oczywiście malunki na ścianie w mieszkaniu dziennikarki, a okoliczności w jakich postanowiła ona podzielić się tymi radosnymi chwilami.

Carbonero swoim prywatnym życiem i przemyśleniami dzieli się od jakiegoś czasu na blogu Cuando nadie me ve (Kiedy nikt mnie nie widzi). Relacja z malowania pokoju pojawiła się na nim wczoraj i nie byłoby w tym nic oburzającego gdyby nie fakt, że zamieszczona została ona tuż pod refleksjami Sary na temat śmierci byłego prezydenta RPA Nelsona Mandeli. W ojczyźnie dziennikarki wytknięto jej brak wrażliwości i określono takie zachowanie niepoważnym i nieprzemyślanym.

Hm. Weszłyśmy, zobaczyłyśmy.

Na początek trzeba przyznać, że Sara byłemu prezydentowi poświęciła sporo miejsca. Jest to dla niej okazja by powspominać swoje wizyty w RPA, styczność z tamtejszą kulturą, ludźmi, ale także przemycić kilka faktów z życia Mandeli i podzielić się prywatnymi zdjęciami związanymi z jego osobą.

Sara opowiada z przejęciem o wizycie na stadionie prezydenta podczas finału mundialu 2010, kilka tygodni po tym kiedy nie dotarł inaugurację przez tragiczną śmierć swojej prawnuczki w wypadku samochodowym.

Na koniec dzieli się przemyśleniami o dziedzictwie jakie pozostawi po sobie Nelson Mandela i wkleja kilka zdjęć z uroczystości pogrzebowych.

Tak naprawdę byłby to bardzo ładny wpis, kiedy nagle, bum, w kolejnej linijce pojawiają się rozważania o pastelowych akrylach i balonach.

Rzeczywiście trochę to wszystko zgrzyta, zwłaszcza, że w części o Mandeli Sara sprawiała wrażenie szczerze poruszonej. Chyba rzeczywiście można było z tym pokoikiem poczekać, ale też żeby od razu wielkie afery robić?

A co Wy sądzicie o całej sprawie? Dla pełnego oglądu i wyrobienia własnej opinii, odsyłamy Was do całości wpisu>>

Więcej o: