Sport.pl

Ile w tym roku zarobił Kimi Raikkonen, czyli o Grand Prix Abu Zabi słów kilka

Perypetie finansowe fińskiego kierowcy i  teamu Lotus zdominowały padok, co nie oznacza, że w Abu Zabi brakowało (sportowych i mniej sportowych) emocji. Przy okazji dowiemy się również, kto wygrał tegoroczny Movember.

Wszystko zaczęło się bardzo przyjemnie, od wygranych przez Marka Webbera kwalifikacji (no dajcie spokój, nie ważne komu kibicujecie, Webbo musi jeszcze wygrać wyścig przed końcem kariery!). Niestety szanse na zwycięstwo zostały właściwie zaprzepaszczone na starcie, kiedy Australijczyk, w swoim stylu, dał się objechać bolidom jak furmanka (tym razem tylko dwóm: Vettelowi i Rosbergowi).

Oh Mark.

Red Bull driver Mark Webber of Australia watches at pits during the third free practice at the Yas Marina racetrack in Abu Dhabi, United Arab Emirates, Saturday, Nov. 2, 2013. The Emirates Formula One Grand Prix will take place on Sunday. (AP Photo/Hassan Ammar)AP/Hassan Ammar

Prawdziwym przegranym startu okazał się jednak Kimi Raikkonen. Kierowca Lotusa przeżywa ostatnio bardzo trudne chwile. Przy okazji ogłoszenia transferu do Ferrari wydało się, że Lotus zalega kierowcy z wypłatami, atmosfera zrobiła się na tyle nieciekawa, że Fin tydzień temu został zbluzgany przez radio, a wkrótce potem zagroził strajkiem na pozostałe wyścigi sezonu. Podczas piątkowego spotkania z dziennikarzami w Abu Zabi Raikkonen przyznał, że to "zalegania z wypłatami" to tak naprawdę 0 Euro od początku sezonu! ZERO.

 

- Oczywiście, że ściganie się jest dla mnie wielką frajdą. Ale to także biznes. Gdzieś musi być granica, jeśli się ją przekracza... To nie jest moja wina - tłumaczył kierowca. - Nie jest miło słyszeć, że nie jesteś graczem zespołowym i że nie respektujesz interesów teamu, mimo że przez cały rok nie zapłacono ci ani euro.

- Wszystko się skomplikowało i ciężko mi się o tym mówi - podsumował.


Zła passa nie opuszczała Kimiego. Po kwalifikacjach został zdyskwalifikowany za nieprawidłowości podłogowe i do wyścigu ruszał z ostatniej pozycji. Nie ma co się dziwić, że kiedy tuż po zgaśnięciu czerwonych świateł parkował swojego czarnego Lotusa na poboczu, świat zastanawiał się czy przypadkiem strajk nie zaczął się własnie teraz. Okazało się, że winna była kolizja z Caterhamem, przez którą ucierpiało przednie zawieszenia w samochodzie Fina.

Wyścig dla Kimiego się skończył, a on sam uznał, że przecież nie płacą mu za siedzenie w garażu przed telewizorem, oh wait.

Nie wszyscy dobrze znieśli nowinę o wczesnym opuszczeniu padoku przez Raikkonena...

Ale wyścig toczył się dalej. A w nim najciekawsza walka rozegrała się w środku stawki. Złote chwile przeżywał zwłaszcza Felipe Massa, który wymijał rywali i słyszał pochwały od Roba Smedley jak za dawnych lat:

Ale na tym słodkie chwile w Ferrari się skończyły. Na 45. okrążeniu doszło do groźnej sytuacji z udziałem Fernando Alonso i Jeana Erica Vergne'a. Hiszpan wyjechał bardo agresywnie z alei serwisowej po pit stopie i natknął się na kierowcę Toro Rosso, który ani myślał oddać mu pola. Skończyło się koniecznością objechania Francuza poza torem.

Sędziowie mieli się przyjrzeć incydentowi po wyścigu, a ich przyglądanie się nie przyniosło żadnych kar dla Alonso. Fernando tłumaczył, że musiał objeżdżać Vergne'a poza torem bo na nim brakło miejsca. Jego wersję podtrzymał drugi zainteresowany twierdząc, że manewr Hiszpana uchronił kierowców przed kolizją.

Po wyścigu okazało się, że kosztował on jednak Alonso sporo zdrowia. Nagłe przyspieszenie spowodowało, iż ciało Fernando zostało poddane przeciążeniem 28 G, i mimo, że udało mu się dokończyć wyścig na piątej pozycji, istniało podejrzenia uszkodzenia kręgosłupa. Hiszpański kierowca padok opuszczał w takich okolicznościach:

Fernando Alonso

żródło: Twitter.com

Na szczęście w szpitalu okazało się, że nic poważnego Fernando się nie stało, a on sam nie przejął się bardzo całą sytuacją.

 

To lądowanie było bardzo brutalne. W bolidzie włączyła się nawet kontrolka ostrzegająca przed niebezpieczeństwem. Na szczęście wciąż mam wszystkie zęby, jednak plecy trochę bolą - skomentował.


Ale wróćmy jeszcze na moment na tor, gdzież tuż przed metą swoje sekundy chwały przeżywał Nico Hulkenberg połykający dwóch kierowców Toro Rosso na raz.


Na mecie show należało już tylko do jednego kierowcy. Sebastian Vettel znowu kręcił bączki! Aww, i Webbo się dołączył!


Sędziowie tym razem okazali się łaskawi i nie wymierzyli kary kierowcy uzasadniając, że celebracje odbywały się poza torem. A tak naprawdę na pewno z uznania dla kolejnej mistrzowskiej impresji Raikkonena w wykonaniu Sebastiana Vettela:


Sebastian Vettel Doughnuts and Team Radio 2013... przez Mattzel89

A potem już tylko:

 

Red Bull Formula One driver Sebastian Vettel of Germany (front R) and Red Bull Formula One driver Mark Webber of Australia (C) celebrate with the Red Bull team after the Abu Dhabi F1 Grand Prix at the Yas Marina circuit on Yas Island, November 3, 2013. Sat next to them is Red Bull technical chief Adrian Newey (front, 2nd R) and team principal Christian Horner (front, center L).        REUTERS/Steve Crisp (UNITED ARAB EMIRATES  - Tags: SPORT MOTORSPORT SPORT MOTORSPORT F1)  REUTERS/STEVE CRISP

Red Bull Formula One driver Sebastian Vettel of Germany gestures as he celebrates with the Red Bull team after winning the Abu Dhabi F1 Grand Prix at the Yas Marina circuit on Yas Island, November 3, 2013.   REUTERS/Steve Crisp (UNITED ARAB EMIRATES  - Tags: SPORT MOTORSPORT SPORT MOTORSPORT F1)  REUTERS/STEVE CRISP

 

P.S. Obiecałyśmy Wam tegorocznego króla Movember (listopadowa akcja zapuszczania wąsa w celu zwiększenia świadomości na temat typowo męskich chorób w społeczeństwie) w Formule 1. Oto i on, Sergio Perez!

Więcej o: