Sport.pl

Na dobry początek dnia: Habemus Kakam!

Tak, wiemy, że cały świat kręci się od wczoraj wokół słów "Gareth", "Bale" i szczęśliwego numerku "100" (lub, jak chcą niektórzy, "91"), ale my mamy wrażenie, że najszczęśliwszym człowiekiem ostatniego dnia okienka transferowego był Ricardo Izecson Santos Leite, zwany dalej "Kaką".

A że my jesteśmy już coraz starsze, też dajemy się ponieść się nostalgii kibiców Milanu, też nam się wydaje, że teraz wszystko będzie takie jaki kiedyś, że znów jest 2007 rok i życie przed nami, chlip, chlip...

No dobra, ale to nie o nas, tylko o Kace i kibicach rossonerich, którzy naprawdę ucieszyli się z powrotu syna, no może nie marnotrawnego, ale takiego, co odszedł za ciężką kasę, a teraz wraca by zarabiać o połowę mniej, ale za to w "domowych" pieleszach.

Tak było na lotnisku:

A tak pod tym samym (może nie pod tym samym, ale dla względów romantycznych uznajmy, że pod tym samym) oknem, gdzie w styczniu 2009 tłum kibiców śpiewał Kace serenadę, a raczej prezesom Milanu apel o niesprzedawanie piłkarza do Manchesteru City:

Teraz Kaka ukazał się w tym oknie wyczekiwany, uśmiechnięty, pogodny, w upragnionym trykocie... no normalnie łezka się w oku kręci... No i papieskie skojarzenia tak jakby nieuniknione.

Aczkolwiek nie tylko papieskie ;)

Więcej o: