Sport.pl

Z archiwum H: miesiące miodowe, kciuki w lodówce i #AnimoSara!

Hiszpańskie byczki są w swoim żywiole - turniej międzynarodowy, wspólne pseudo-treningi, kwitnące bromanse i maratony słitfoci jeszcze przed śniadaniem. Żyć, nie umierać, prawda chłopcy?

*** Od czego innego tu zacząć, jeśli nie od bromansów, które w rajskich krajobrazach brazylijskich plaż zdają się przeżywać któryś z kolei miesiąc miodowy. Inna sprawa, że Sernando nie mają innego etapu w swoim bromansie niż miesiąc miodowy, a Torresiątko, gdy choćby tylko spojrzy w kierunku Ramosa, nie ma innej miny w swoim repertuarze jak rozanielony, stuwatowy uśmiech. Co konkretnie dzieje się z ich udziałem na Pucharze Konfederacji?

Tak na przykład wygląda rutynowa zmiana w wykonaniu Sernando...

 

 

...tak randomowe gratulacje po zdobytej bramce...

 

... a tak gratulacje po zakończonym meczu a.k.a tulenie, głaskanie po głowie, trzymanie za ręce w jednym.

 

 

 

 

Zgorszony wzrok Jordiego Alby na ostatnim zdjęciu <3

*** Jednak nie tylko Sernando jest bardziej uczuciowe niż zwykle, bo innym byczkom z La Roja też się udziela ten brazylijski nastrój.

Z tego co pamiętamy, za czasów swojej gry w Valencii Villa bardziej wodził oczami i rączkami za Silvą, ale najwyraźniej z biegiem czasu, podobnie jak my, docenił urok Juana Maty, znanego też jako odnaleziony po latach młodszy brat Xabiego Alonso. Docenił i teraz nie odstępuje go na krok, spędzając wspólnie każdą nanosekundę treningu - a to ploteczki przy bieganiu, a to wykonywanie ćwiczeń w parze, a to żarciki przy grze w dziada, przy których Juan prawie sika ze śmiechu. Aż miło patrzeć.

 

 

Hmmm, mamy nadzieję, że Messi jest z tych co twierdzą, że zdrada powyżej stu kilometrów to nie zdrada.

 

*** Z innych ciekawostek Pucharu Konfederacji. Jeśli La Roja wygra cały turniej to nie będzie żadnych besos przed kamerami w wykonaniu Carbonillas, żadnych nawet besos w policzek, ba!wzruszającego wywiadu na ściance z logo też nie będzie!

Sara, owszem, pojechała do Brazylii, ale przez swoich szefów została odesłana do studia, skąd na zmianę z piaskami Copacabany relacjonuje nam poczynania La Roja. Oficjalnymi powodami zdjęcia Carbonero z murawy i odsunięcia od wywiadów pomeczowych ma być skupianie na sobie zbyt dużej uwagi kamer, które powinny być skoncentrowane tylko i wyłącznie na kadrze Hiszpanii. Nieoficjalnie mówi się jednak o chęci ucięcia przez Teleciono wszystkich przytyków z #GraciasSara na czele, oskarżeń o dekoncentrację Ikera, a także wyeliminowania kompromitacji w stylu "Iniesta musi się tłumaczyć, że karnego strzelał" i ogólnego hejtu w jej stronę.

 

 

 

Trochę nam smutno, że naszą koleżankę po fachu wyrzucają z murawy i to tak właściwie za karę, że jest piękną kobietą i przypadkiem dziewczyną kapitana. Ach, pewna epoka turniejowa się kończy, szpilki odchodzą z murawy. #AnimoSara!

*** Co na przymusową zmianę swoich pomeczowych zachowań Iker? Cóż, nie wiemy, czy to przez Sara Gate, czy przez skupienie na odzyskaniu miejsca w hiszpańskiej bramce, ale ostatnio nasz Cesarz Facebooka wyraźnie się zaniedbał w słitfociarskich obowiązkach. Niby tam jakieś wyniki wrzuca, niby udostępnia zdjęcia kolegów, dodaje wydarzenia, ale...przez cały czas trwania Pucharu Konfederacji wrzucił tylko jedną (słownie: JEDNĄ) słifocie. Bardzo ona co prawda klasyczna - prześwietlona fleszem, z obiadu i kolegami wesoło się obejmującymi...

 

 

...ale wciąż jest tylko jedna co każe nam myśleć, że to nie są ćwiczenia dziewczęta, a nasz kapitan ma poważny kryzys. Słitfociarsko-osobowściowy kryzys.

 

*** Za to Andresito - wręcz przeciwnie! Kciuk w górę tam, kciuk w górę tu, kciuk w górę po meczu, kciuk w górę przed meczem, kciuk w szatni, kciuk na murawie? Obawiamy się, że nie zdążymy doczekać finału turnieju, a już zacznie nam wyskakiwać ze swoim kciukiem z lodówki.

Focia przed meczem z Urugwajem, w towarzystwie Busiego - czyżby pojawienie się na słitfoci Iniesty zobowiązywało do określonej pozy?

 

 

A po meczu focia ze strzelcem bramki, który, już teraz to wiemy, był zobowiązany do pozy "na Iniestę".

 

 

Na co komu spodenki, jak można pozować tylko w majtkach, co nie?

Pamiątka z pierwszej wizyty na legendarnej Maracanie też musi być.

 

 

No i focia z kolejnym strzelcem bramki i bohaterem ostatniego meczu, który, a jakże, również został zmuszony do pozy "na Iniestę"

 

 

 

Jordi, nie tak, źle to robisz, ręka bokiem, zgięta w łokciu, kciuk z profilu, wygięty pod kątem około 80 stopni.

 

P.S. Dobra, Andres, możesz robić sobie fotki od pasa w górę, ale i tak my wiemy, że tutaj też jesteś bez spodenek.

 

*** Czesiek sobie przed i po-meczowymi fotkami głowy nie zawraca, a Instagramu nie zaśmieca. Teraz zgodnie z informacjami na jego profilu jest przede wszystkim "dumnym ojcem pięknej małej dziewczynki" (AWWWWWWWWWWWW), więc stosownie do sprawowanej funkcji spamuje na przykład takimi obrazkami:

 

 

W ogóle polecamy zajrzeć na jego Instagram, bo ostatnio Fabs lubuje się w nagrywaniu sześcio-sekundowych filmików, gdzie albo pokazuje nam swoją kolekcję filmów z zapytaniem "Co obejrzeć?", albo widok z okna hotelowego z creepy głosem zza kulis "Fortaaaaleza". Naprawdę, polecamy.

 

*** Ramos? Oczywiście, że słitfocie muszą być utrzymane w klimacie Sernando.

 

"Szczęśliwy z powodu zwycięstwa z Tahiti. Chcę pogratulować mojemu dobremu przyjacielowi Torresowi. Dobranoc!"

 

 

 

A, że podobno (!!!!) nie samym bromansem piłkarz żyje, to przy okazji odświeżył trochę swoje konto i wrzucił nowe zdjęcie profilowe...

 

...a także podzielił się widokiem z balkonu swojego pokoju hotelowego w Rio.

 

Jak myślicie, kto robił to zdjęcie? a) Torres, b) Torres, czy może c) Torres? No dobra, poprawna jeszcze może być odpowiedź d) współlokator Ramosa, którym jest Torres.

 

*** Wróćmy jeszcze jednak to meczu z Tahiti, bo tam działo się mnóstwo rozkosznych rzeczy. Jeśli drewnianymi koralikami Tahitańczycy niekoniecznie trafili w gust piłkarzy La Roja, o tyle po zakończonym spotkaniu prosząc ich o wzięcie udziału w maratonie słitfoci trafili za sto punktów i poza tym, że to niewzykle wzruszającego, mega urocze i w ogóle "Awww", że panowie z La Roja z chęcią się zgodzili, to patrzymy na te zdjęcia i już nie wiemy, czy to na pewno Tahitańczycy byli tą stroną, która miała największy ubaw podczas ich wykonywania.

 

 

No tak, Iniesta nie byłby sobą, gdyby na zdjęciu pomeczowym z szatni nie wystąpiłby w majtkach.


**** Tymczasem Xabi śle wakacyjne pozdrowienia z jakiegoś tajemniczego miejsca, które nie wiemy gdzie się znajduje, ale jest pewnie kawałkiem raju niedostępnym dla zwykłych śmiertelników, bo Pan Perfekcyjny nie buja się byle gdzie. A pozdrowienia w formie tylko jemu właściwej, czyli lekko refleksyjnej fotki, jak to w blasku zachodzącego słońca i z falami obmywającymi stopy stoi sobie dziarko w rękami w kieszeni w pozie "Żałuj, że Cię tu nie ma, redaktorko".

 

 

Oj, żałuję.

UPDATE: Z tego wypadu są też zdjęcia w świetle dziennym w nieco bardziej casualowym klimacie, bo podczas beztroskiej zabawy piłką z synkiem, ale...to nie przeszkodziło Xabiemu w dodaniu pierwiastka #classy, i choć, o ile przy ray-banach jest to rzecz oczywista, o tyle przy czapce daszkiem do tyłu odrobinę zaskakująca, ale kaman, mówimy o Alonso, spójrzcie same...

 

 

Jak nic perfekcyjny ojciec. A za podesłanie zdjęcia na naszą pocztę serdecznie dziękujemy Ani!;) Teraz jak nic ten dzień będzie więcej niż miły.

 

P.S. Oni chyba serio spędzają zbyt dużo czasu w swoim towarzystwie - nawet ruchy, pozy, mimika - wszystko jest identyczne. I być może nawet lekko niezdrowo skoordynowane.

 

Więcej o: