Sport.pl

Z archiwum H: śpiące królewny, latające piłki i Madrid Mum Mania

Zapraszamy do lektury kolejnej odsłony nieco ostatnio nieobecnego cyklu. Archiwum jest więc wyjątkowo archiwalne, rzeczy zebrało się sporo, a "Awww" pada tu bardzo, bardzo dużo razy.

*** Tyle tego działo się w ostatnich tygodniach, że aż nie wiemy od czego zacząć. A jak nie wiemy, od czego zacząć, to jasne, że musimy zacząć od odpicowanego Sergio na Madrid Open. No chyba nie myślałyście, że porzuci on swoją coroczną tradycję? Pojawił się, zajął honorowe miejsce i ściągał uwagę obiektywów i kamer prezentując swój outfit of the day, którym był czerwony sweter w serek i brązowe ray-bany. Podejrzanie skromnie jak na Sergio i Madrid Open, ale nie wywołujemy wilka z lasu.

 


To był dzień pierwszy. Dzień drugi, taak, był też drugi dzień, którego Ramos przepuścić nie mógł, bo wtedy grał jego ulubieniec Rafa Nadal. I wiecie co? Znowu było jakoś tak trochę skromnie. Ray-bany, klasyczny t-shirt ze zdjęciem, okej, może kusa kurteczka zalatywała trochę Typowym Sergio, ale to i tak nic przy świecącym różową bielizną Ronaldo.

Do ciekawego incydentu doszło podczas rozgrywania samego meczu - został zaaranżowany atak na jego idealnie ułożony zaczesko-loczek, bądź ulubione ray-bany - jak kto woli. Dacie wiarę? Na szczęście Sergio zachował zimną krew i z epicko zblazowaną miną "nope, you can't touch THIS face, bitch" odbił piłkę.

Imponujące.

*** Jak to jednak w środowisku hiszpańskim mawiają - tydzień bez świętowania twitterowo-facebookowego rekordu jest tygodniem straconym. Ostatnio miałyśmy Iniestę, potem był Cesc, teraz liczbę swoich fanów z dumą pokazuje na palcach Villa. I jest to chyba ostatnia liczba, do której prezentacji nie potrzebuje jeszcze pomocy kolegów i ich palców, czyli dziesiątka, która, ależ oczywiście, symbolizuje 10 okrągłych milionów. No, David, pokaż jaki jesteś z tego powodu szczęśliwy!

*** Co prawda teraz, kiedy Lia została już gwiazdą akcji "Stadion przyjazny dzieciom" mistrzowskiej fety na Camp Nou, a karty z jej rozkosznym obliczem zostały odkryte, nie ma już się za bardzo czym podniecać, ale... to zdjęcie nie ma prawa umknąć waszej uwadze, nie ma prawa zginąć w twitterowej otchłani. To zdjęcie musi ujrzeć światło dzienne, bo z nim świat jest lepszym miejscem. Oto co wrzucił Czesiu na swój profil przed kilkoma dniami, trzymajcie się mocno...

Wybaczcie, że przerwiemy wam pomiędzy "w" i "w" w "Awww", ale chciałyśmy tylko napomknąć, że podpis do tego zdjęcia brzmi "Waking up next to your princess... #dreams ?". Koniec cytatu.

*** No, a skoro my tutaj o dzieciach, to okazuje się, że za Barca Baby Boom ochoczo podąża (nad ładną nazwą jeszcze pracujemy- co powiecie nad Madrid Mum Mania?) jego królewska wersja. Ledwo co Arbeloa zdążył pochwalić się na Twitterze, że jego rodzina powiększyła się o małego Raula (coś nam mówi, że wiemy po kim to imię, ach, zawsze wierzyłyśmy w siłę bromansu A&A)...

...a Nagore już obwieszcza światu poprzez swojego Twittera, że znajduje się w stanie błogosławionym. Oooo tak, drogie dziewczęta! Perfekcyjne dziecko z numerem trzecim jest w drodze!

Nie wiadomo jeszcze czy Panienka czy Panicz Idealny, ale jedno jest pewne, jeśli Xabi jest jego ojcem, to już w momencie przyjścia na świat będzie zza ray-banów wyrażać swoje eleganckie skonsternowanie.

*** przerwa na wzdychaniem nad pięknem Xabiego ***

A tatuś będzie musiał się przestawić odrobinę, bo już nie będzie relaksujących niedzielnych spacerków z pieskiem w stylu angielskiego dżentelmena (swoją drogą wyglądającego niezwykle hot dżentelmena).

Przyjdzie czas na rolę Supertaty z gracją pchającego przed sobą wózek. Już nie możemy się doczekać!

*** koniec przerwy na wzdychaniem nad pięknem Xabiego ***

yyy...eee...to o czym my to mówiłyśmy? Ach, tak, dzieci, wysyp dzieci na Bernabeu, bo trzeci potomek pojawi się nie tylko w domu państwa Alonso, ale również w domu państwa Albiol. Nieoficjalny chrzestny tego Raula tam u góry, Raul Albiol i jego małżonka Alicia ogłosili na Twitterze, że spodziewają się dziecka.

P.S. Mamy nadzieję, że ta odnowiona Maracana całkiem spora jest, bo może być problem w pomieszczeniem tam wszystkich dzieciaków jakby się zdarzyło, że Hiszpanie będą świętować tam zdobycie MŚ w 2014.

*** Czy będzie już tam psocił w confetti mały Casillas? Nie wiemy, ale póki co Iker sam psoci w najświeższych reklamach szamponu Head&Shoulders, gdzie w zaciemnionym pokoju, podłączony do aparatury z pulsometrem na czele jest poddawany szeregom testów. Nie za bardzo wiemy, co sztuczka z kulką i kubeczkami ma do włosów i szamponu, ale pewnie posiada jakiś głębszy, ukryty sens. Póki co podziwiamy, a podziwiać jest co, bo spoty są całe trzy:

Chyba miało być poważnie i mrocznie, ale wyszło odrobinę komicznie. Sorry, H&S trzeba było zaangażować kogoś, kto nie robi na co dzień słitfociarskich minek i z biczfejsami jest bardziej na ty. Nie mniej, Ikera w garniturze i w-końcu-nie-poczochranych-włosach miło pooglądać zawsze i wszędzie.

*** Ktoś mówił coś o spotach reklamowych? No to Andresito odpowiedział i zakrzyknął "KALISE PARA TODOS!". Jeśli kiedyś odwiedziłyście randomowy hiszpański spożywczak, pewnie to wiecie, jeśli nie, już spieszymy Wam z wyjaśnieniem - piłkarz Barcy od lat jest bladą twarzą marki produkującej lody Kalise, a co za tym idzie w jego obowiązkach oprócz świecenia uśmiechem na kartonowych cennikach przy lodówkach z lodami, jest też cosezonowy występ w reklamach. Oto najświeższa z nich - ogromnie sympatyczna i wprowadzająca sielankowo-wakacyjny klimat:

No, nad naturalnością śmiechu Iniesta jeszcze musi ciut popracować, bo "HE HE HE HE" nie brzmi wyjątkowo przekonująco. Ale i tak jest uroczo<333

*** Jeszcze na chwilkę wracamy jednak do Ikera, bo z jego udziałem miała miejsca bardzo ciekawa rzecz podczas uroczystego obiadu Królewskich. Jaka? Ano, Iker, jak to Iker, wiecznie poszukujący swojego stylu między torebkami Sary i czapkami z daszkiem Sergio, tym razem postanowił spróbować czegoś innego i zainspirować się modowo kimś innym ze swojego otoczenia.

Oto pierwowzór:

Oto interpretacja Ikera:

 

Eh, nie ma co się śmiać, dziewczęta, my też pewnie tak wyglądamy jak próbujemy kopiować styl naszych ulubionych celebrytek

*** Już tak zupełnie na koniec, w ramach ciekawostki, czy też innej weekendowej rozrywki. Mały skarb, który znalazłyśmy w ostatnim tygodniu na Tumblr i który w całej swojej mocy wbił nas w fotel i odebrał mowę. Gotowe? Voila!

Czy możecie nam łaskawie powiedzieć co TO jest? I potwierdzić, że to tylko nasza szalona wyobraźnia/fotomontaż w paincie/cokolwiek co by logicznie to wyjaśniało, ale tak naprawdę to to nie jest Fernando Torres z apogeum koncentracji wymalowanym na twarzy strzelający sobie klasyczną focię z rąsi!!! Przecież on nawet nie ma twittera!

Więcej o: