Sport.pl

Z archiwum H: wycieczki rowerowe, zielone garnitury i "takie tam z tapas"

Nie chcemy się przechwalać, ale jeśli jest coś, co jest w stanie uratować ten tydzień dla hiszpańskiej piłki, to zdecydowanie jest to właśnie nasz cykl.

*** Tak ciężkie czasy wymagają pocieszaczy równie ciężkiego kalibru, toteż bez zbędnych ceregieli po taki tutaj sięgamy. A zwie się on: Wspólna Piękna Sesja. Ooo, tak i to jak piękna.

Ponad wszystkimi klubowym podziałami (mamy Negredo, mamy Albę, Pedro i Xaviego, mamy też i Arbeloę), ponad podziałami na kieszonkowych przystojniaków i postawnych dżentelmenów (na głównym zdjęciu wszystkim powyżej 170 centymetrów wzrostu kazano przybrać pozy siedzące) - wzruszająco harmonijnie i zgodnie Hiszpanie pozują ramię w ramię. W ubraniach we wszystkich kolorach tęczy. No i w razie jakbyście jeszcze w ten jeden ostatni szczegół wątpiły: yep, ogromne uśmiechy na ani jednym zdjęciu nie schodzą im z twarzy.

 

Może i trochę zalatuje kiczem przy okazji butelkowo-zielonych garniturów Busiego i, na Boga, ten kołnierzyk od koszuli Negredo to tak serio, serio? Generalnie jesteśmy w krainie tak tęczowej jak te spodnie, jest sielankowo, i nie obchodzi nas nawet, że nie mamy pojęcia skąd, dlaczego i po co te zdjęcia, ale znając tych panów chodzi pewnie o chałturę dla mało znanego domu mody z kiepskim wyczuciem stylu.

*** Z części "profesjonalne ujęcia" przechodzimy do tej dużo bogatszej w wypadku Hiszpanów, czyli słitfoci. Dzisiejsze zestawienie otwiera David, który ostatnio dokonał zdumiewającego odkrycia, że nic tak nie umila długiej podróży na ligowe mecze, jak zabawa cyfrówką.

Mamy więc fotkę z kciukiem i pod słońce...

Fotkę w towarzystwie Abidala....

I nasz osobisty faworyt w tym towarzystwie, czyli "tak oto wyglądam jak słucham muzyki". Och, David, David....

Dawno nie widziałyśmy takiej klasyki słitfociarstwa: z rąsi, artystycznie rozmazane i z kciukiem. Cud, miód i orzeszki.

*** Kciuk jednak przywodzi nam na myśl innego Hiszpana, który może w ostatnim czasie niekoniecznie był w nastroju do pokazywania kciuka, ale, ale... na szczęście radosne słitfocie zdążył wykonać już wcześniej. Wcześniej, bo podczas beztroskiego weekendu, kiedy to cała rodzinka Iniestó w komplecie wybrała się na mini wycieczkę rowerową, z której, a jakże, musiała zostać fotograficzna pamiątka.

Trochę smutno nam, bo liczyłyśmy na widok małej Valerii na różowym rowerku z takimi bajeranckimi wstążkami przy kierownicy i grzechoczącymi koralikami na kołach, ale przecież ktoś zdjęcie robić musiał. No i zagadka: po czym poznać, że Anna to żona Andresa?

*** Matki, żony i kochanki, powiadacie? No, dobra, dobra, uspokój się Czesiu, już przechodzimy do twojej Największej Dumy i przekazujemy jeszcze dalej w świat fotkę twojej pierworodnej i ekhm... jej matki. Fabs wrzucił ją po sobotniej wygranej Barcy z Levante, bo w razie jakby ktoś podczas meczu nie zauważył jak po zdobytej bramce przez pół godziny biegał po boisku z "L", to jeszcze raz przypomniał dla kogo był ten gol.

 

Widać, jeśli chodzi o debiut medialny małej Lii, rodzice wspólnie wybrali strategię stopniowego budowania napięcia. Najpierw mieliśmy malutkie rączki, teraz tył główki, to może wkrótce przyjdzie czas na łokcie? Nie przyspieszamy niczego, cierpliwie czekamy na jakieś urocze zdjęcie w stylu Thiago Messiego, chociaż jednocześnie obawiamy się trochę, że (znając mamę) wydanie Marie Claire z tulącą się rodzinką na okładce nadchodzi wielkimi krokami.

*** Z wątków pozarodzicielskich (które, o dziwo, czasem pojawiają na na fabsowym twitterze) Cesc świętował okrągłe 5 milionów fanów śledzących jego profil i uczcił to zgodnie z ogólnopanującą tradycją - czyli randomową fotką na której pokazuje tyle palców, ile fanów się dorobił.

Heh, dobrze, że nie świętował 4 milionów, bo już by się zaczęły głupie dowcipy z podtekstami.

*** Zastanawiacie się pewnie co słychać u Ikera? Cóż, póki rozwój jego jednej pasji został drastycznie zahamowany przez Diego Lopeza, nasz kapitan może cały swój czas i serce poświęcić tej drugiej.

Mamy więc nieco artystycznych wariacji na jego Facebooku - na przykład z wspólnego wypadu z przyjaciółmi do kafejki z Madrycie, a zatem to już nie "takie tam z obiadu", tutaj mamy pewnego rodzaju nowość, bo... uwaga!... gotowe?... tadam... tadam... "takie tam z tapas"!

Hm... hm... czy to tylko nasze wrażenie, czy ta wiosna w Madrycie wyjątkowo Casillasowi służy? Ach, nie, to nie tylko w Madrycie, chyba wiosna ogółem, bo w Dortmundzie pozując na klasycznej foci "na na tle obcego stadionu" z legendą Królewskich, Agustinem Herrerinem prezentuje się równie korzystnie.

Z innych ciekawostek nie wnikamy kto dorwał się do Instagramu Ikera, albo kto wrzucił coś do jego porannej kawy i dlaczego dodał na swojego Instagrama coś takiego.

Mamy nadzieję, że to nie podkusi go do zaaranżowania podobnej sesji tematycznej z Doce i Uno

*** Końcówka tego wydania należy do najprawdopodobniej jedynego Hiszpana, który ten tydzień zaliczy do najlepszych w swoim życiu. Panie, Panowie, Javi Martinez!

Bo poczciwy Javi, mimo zapewne rozpierającego go samozadowolenia (ręka w górę, kto się zgadza, że był jednym z bawarskich bohaterów meczu!) i całej reszty, wciąż próbował jakoś swoich kolegów z Realu i Barcy pocieszyć i w swoim poście na Facebooku usprawiedliwił wysoką formę niemieckich zespołów pewnymi substancjami nie wszędzie legalnymi. Heh, te literówki.

Och, czyż Javi nie jest uroczy?

Więcej o: