Sport.pl

I cóż, że ze Szwecją, czyli kilka słów o ostatnich meczach szczypiornistów

Niezakwalifikowanie się na Igrzyska, zmiana trenera i zaledwie 9 miejsce na Mistrzostwach Świata - z legendy chłopców Wenty, których bał się cały szczypiorniakowy świat wiele już nie zostało. Ale czy to oznacza, że szał na ręcznych już się skończył?

Potrzebowałyśmy chwilę, aby sprawę dwóch meczów ze Szwecją przemyśleć. Bo to były dziwne mecze - awans do Mistrzostw Europy i tak mamy niemal pewny, a z drugiej strony walka była na całego. Starcia z wicemistrzami olimpijskimi miały udowodnić, czy ta kadra ma potencjał, żeby nie być średniakiem. Miały być też okazją do sprawdzenia, czy kibice wciąż kochają szczypiornistów.

I my z naszego małego ciachowego punktu widzenia na oba pytania odpowiadamy TAK. Ok, pierwsze mecz w Malmo nam nie wyszedł. A może raczej wyszedł, ale tylko do pewnego momentu - ostatecznie wysoko przegraliśmy 21-28. Ale już rewanż w Polsce był naprawdę tym, czego nasi szczypiorniści potrzebowali.

Kadra osłabiona brakiem Michała Jureckiego i Krzysia Lijewskiego wygrała 22-18, a bohaterem meczu został ten, który bohaterem był za najlepszych lat reprezentacji, czyli oczywiście Sławomir Szmal. Artur Siódmiak, któremu przed meczem podziękowano za długą, piękną, ale niestety już zakończoną reprezentacyjną karierę, tym razem wystąpił w roli eksperta.

Od mundialu drużyna zrobiła krok do przodu. Wciąż jest w przebudowie, ale widać, że idziemy w dobrym kierunku. Najbardziej cieszy, że po porażce w Malmö potrafiliśmy się pozbierać.

Artur skomentował też pracę różnie do tej pory ocenianego trenera Michaela Bieglera.

Stawia na młodych: Pawła Paczkowskiego, Kamila Syprzaka, a ze Szwecją także na debiutanta z Kwidzyna Michała Daszka. Dobrze robi, bo trzeba ich wprowadzać. Kadra przechodzi przemianę pokoleniową.

To zwycięstwo po prostu musi dać nam dużego kopa. Niech chłopaki uwierzą w siebie, to już taki przechodzony mecz z Węgrami nam się nie powtórzy. A kibice? Cóż, komplet 10 tys. ludzi na gdańskiej Ergo Arenie i piękny doping od pierwszej do ostatniej minuty... słabsze wyniki nie sprawiły, że się od ręcznej odwróciliśmy!

08.04.2013 Gdansk. Mecz kwalifikacyjny mistrzostw europy pilki recznej mezczyzn Polska Dania. Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta  Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

A o tym, jak działał doping w Gdańsku, niech opowie Bartosz Jurecki:

W Malmoe pękliśmy przed Szwedami, ale dziś przy świetnym wsparciu udało nam się dowieźć wygraną do końca. Super gra się w takich halach. Publiczność jest naszym ósmym, a czasem nawet i dziewiątym zawodnikiem. Czasami może nam brakować sił, ale jak kibice rykną, to dostajemy nadludzkich sił i walczymy dla nich.
Przy takiej widowni, w takiej hali i przy takim dopingu gra się dużo łatwiej. Zresztą widać to po wyniku. Nasze zwycięstwo w 40 proc. to zasługa naszych kibiców i własnych ścian - dodał jeszcze Patryk Kuchczyński

PS.

Duch Wenty nie zaginął. Pierwszy mecz, wygrywamy jednym punktem, gramy z przewagą DWÓCH zawodników i przegrywamy taką przewagę, a później dość wyraźnie cały mecz. No pliiiizzz jest tylko jedna drużyna, która lepiej gra osłabieniu niż w przewadze i jest to nasza kochana drużyna :)

Więcej o: