Sport.pl

Z archiwum H: wakacyjny image, powroty kciuków i kolejny szczęśliwy tatuś

Czyli wszystkie 454685 rzeczy, którymi zajmowali się Hiszpanie podczas zgrupowania i które nie są ani trenowaniem ani meczem z Francją.

*** Z tego całego zamieszania niestety wykluczone było Torresiątko, więc trochę czujemy się zobowiązane zobaczyć co tam u niego słychać. Jednak, jak się okazuje, z braku powołania jakoś nie ocierało ono łez, a może nawet jeśli ocierało, to zostały skutecznie wysuszone przez promienie słońca na Teneryfie. Korzystając z kilku dni wolnego darowanych przez Vicente del Bosque, zabrało swoją wesołą rodzinkę, zapakowało zabawkową koparkę do bagażu podręcznego i udało się na odpoczynek na hiszpańską wyspę. Chcecie wiedzieć jak się prezentował na tamtejszych plażach? Tffuu, jakie chcecie nie ważne czy chcecie. Wy MUSICIE to zobaczyć! No to: Voila!

 

 

Matko Nando, zbyt dużo naoglądałeś się na youtubie tutoriali z cyklu "Inspired look: Cristiano Ronaldo"? Mina, zaczeska, żel na zaszesce, okulary - chcemy umrzeć

 

 

Na szczęście wakacyjny image Torresa nie trwał zbyt długo, bo trwać nie mógł - codzienna ciężka praca w Chelsea wzywa, a do niej już trzeba przyodziać nieco innego rodzaju gadżety. I nie mówimy tu bynajmniej o getrach grzejących pośladki Hiszpana w angielską zimo-wiosnę, ale o wdzięcznej masce Zorro. Tak, tak, nosek wciąż musi być pod ochroną.

 

 

 

 

 

*** Wracamy jednak jeszcze myślami na zgrupowanie. La Roja też dostała swoje wolne, choć w nieco ograniczonym wymiarze jednego popołudnia. Co się jednak liczy najbardziej, to "tajming", a ten idealnie wyszedł tutaj trenerowi.

 

Kiedy po sobotniej sesji treningowej dawał wychodne swoim podopiecznym idealnie zgrał się z małżonką Pepe Reiny, która właśnie tego dnia wydawała na świat drugiego syna, a czwartego potomka bramkarza. Ten więc nie myśląc wiele wsiadł w pociąg, udał się do Cordoby i zdążył idealnie na czas, by być świadkiem jego narodzin o równej godzinie 18:30. Chwilę później obie radosne (no dobra, ta druga, mniejsza nieco wygięta w grymasie) twarze zobaczyłyśmy na jego twitterze, gdzie dumny tatuś wrzucił pierwsze oficjalne zdjęcie swojego drugiego syna i przedstawił nam mierzącego 50 centymetrów, ważącego 3 kilogramy Thiago Reinę.

 

 

 

No tak, skoro Pepe nie mógł wybrać imienia po potomku Villi, bo już "swojego" Lukę wychowuje, to musiał wziąć je od najbliższej Villi osobie, czyli Messiego i mamy kolejnego Thiaguito. Spoko, Pepe, bo i tak wyjątkowo podoba nam się to imię. No i serdecznie gratulujemy parze powiększonej rodzinki!

 

*** Kącik Pana Idealnego: Czyli jednym się rodziły dzieci, drudzy jak gdyby nigdy nic urządzili sobie spacer po okolicy hotelu i obdarzali szare chodniki cennym dotykiem swoim perfekcyjnym stóp.

 

 

 

Oj, ty nasz Panie Idealny.

 

*** A teraz zgadnijcie, kto jest najbardziej uroczym kapitanem i przeleciał całą drogą od Madrytu do Paryża, by wspierać swoją drużynę w najtrudniejszym i, co ważniejsze, decydującym meczu tych eliminacji? Ooo tak, San Iker (z podkreśleniem na SAN) usiadł we wtorek w loży vip na trybunach Stade de France.

 

I jak przystało na prawdziwego kapitana, który kapitanem być nie przestaje nawet poza boiskiem, Iker przeżywał mecz przynajmniej dziesięć razy bardziej niż zwykle robi to między słupkami. Z emocji podnosił się z siedzenia, wymachiwał w proteście rękami i serwował cały repertuar min od skoncentrowanych, przez wysoce zestresowane, po zbulwersowane.

 

 

 

 

Uffff, torebki nie widać. Chyba Sara zrobiła mini rewizję zawartości ikerowej walizki, zanim pozwoliła mu wsiąść na pokład samolotu. Wszak Paryż to nie przelewki, Paryż to a) światowa stolica mody, a b) siedziba państwa Beckhamów. Szkoda byłoby stracić wieloletnią przyjaźń z Davidem na rzecz jednej skórzanej torebki.

 

*** Choć o samym meczu na Stade de France i wszystkich emocjach na szczycie, jakie tam się działy już Wam pisałyśmy w szczegółach wczoraj, to jednak nie odmówimy sobie przyjemności ponownego pokazania bramki Pedro, która cóż... była bardzo osobliwa i zdecydowanie wyjątkowej urody.

 

 

 

Z innych ciekawostek: La Roja w tym meczu zadebiutowała w czerwonych strojach i pisząc czerwone mamy na myśli: czerwone koszulki, czerwone spodenki, czerwone skarpetki. I wiecie co? Te stroje wydają się o wiele bardziej znośne, kiedy są całe w tym jednym kolorze. Zdecydowanie bardzo przyjemny powiew świeżości. No dobra, w sumie to chciałyśmy napisać, że HOT!

 

Spanish players line up prior to the World Cup 2014 qualifying football match France vs Spain on March 26, 2013 at the Stade de France in Saint-Denis, outside Paris.   AFP PHOTO / MIGUEL MEDINA        (Photo credit should read MIGUEL MEDINA/AFP/Getty Images)

 

 

 

*** Pamiętacie jak ostatnio smutno i źle było nam z powodu nieobecności Andresa i kciuka w Archiwum H? Cóż, okazuje się, że on zwyczajnie przetrzymywał nas w nerwowym oczekiwaniu i rosnącym napięciu, by w odpowiednim momencie wyskoczyć z prawdziwą bombą.

Po zwycięstwie z Francją, w szatni, w podkoszulce termoaktywnej i z najlepszym przyjacielem w ramionach - tak to się dziewczęta robi w wielkim stylu. A żeby jeszcze zwiększyć dramatyzm dodajcie do tego obrazka uśmiech od którego chyba bolały Iniestę kąciki ust przez kolejny tydzień i euforię bijąca nie tylko z każdego z czternastu wykrzykników w opisie, a także z dwóch, dumnie i tak wysoko jak się da uniesionych kciuków, która całkiem serio nas wzrusza.

 

 

"Z moim bratem! Co za parady i co za mecz! Co za triumf! Wielka drużyna! Jesteśmy pierwsi!"

Achhh, trzeba być Andresem Iniestą, żeby zmusić VV od porzucenia swojej tradycyjnej słifociarskiej pozy na "call me maybe" i pokazania kciuka. Przepiękny obrazek.

 

*** Młodsze pokolenie w tym czasie efektownie pokonało Rosję stosunkiem bramek 3:1 i dało powody, by sądzić, że podczas Euro U-21 w Izrealu podąży śladami swoich starszych kolegów. To jednak dopiero w czerwcu, teraz niech chłopcy spokojnie zanurzą się w relaksującym raju śłitfoci.

 

 

 

 

 

I to jest chyba ta dziedzina, w której starszy mógłby brać przykład z młodszego. No wstydziłabyś się La Roja!

Więcej o: