Sport.pl

Z archiwum H: romantyczne wyprawy, kulinarne przygody i WAGsowy alarm

Trochę hiszpańskich szaleństw na środowe popołudnie.

*** Zaczynamy od szybkiego nadrabiania zaległości i to nie byle jakich bo tych odnośnie Nuravii (???), Xavrii (???)... no, w każdym razie od Xaviego i Nurii (nad ksywką musimy jeszcze popracować), bo chociaż już nie raz, nie dwa zostali przyłapani razem na gorącym uczynku, to wciąż widok kobiety u boki Xaviego jest dla nas nowy i ekscytujący w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Zwłaszcza, kiedy organizują sobie kilkudniową, muy romantico wycieczkę do stolicy miłości Paryża, a panujący tam nastrój zdecydowanie się im udziela. Promienieją szczęściem, bawią się w beztroskich turystów, a my prawie nie przestajemy robić "AWWWW," czy to przy fotkach ze skradzionymi buziakami, czy przy tych obrazujących wzajemne wykonywanie słitfoci.

W tej sielankowej atmosferze nawet złośliwie nie skomentujemy połączenia kamizelki ratunkowej ze stworkiem Michelina, które udaje kurtkę Xaviego. To zdecydowanie jedna z naszych ulubionych obecnie hiszpańskich par. Xavi i Nuria, nie kamizelka ratunkowa ze stworkiem Michelina.

P.S. Chociaż z drugiej strony, trochę nas to wszystko przeraża. Nuria wzbudza tak dużą sympatię, że to aż podejrzane i tylko czekać, aż jakiś trup wypadnie z szafy. Trójka eksmężów? Piątka dzieci z pięciu ostatnich małżeństw? Bordowa szminka?

*** Skoro już zaczęłyśmy temat WAG, to mamy mini ciekawostkę a propos pani Puyolowej. Nie wiecie, że Puyol ma nową WAG? Cóż, to pewnie dlatego, że ma ją od jakichś trzech sekund, a my ledwo co zdążyłyśmy powiedzieć jej "cześć". Ale o co się tutaj najbardziej rozchodzi, te trzy sekundy już najwyraźniej sprawiły, że panna Lorenzo poczuwała się do obowiązku wspierania swojego nowego chłopaka podczas potyczki w Lidze Mistrzów i... wpakowała się na pokład samolotu wraz z całą drużyną i sztabem.

Hmmm, nawet Daniella nie każe nam siebie oglądać w szatni Barcelony. No, ale jeszcze nie wszczynamy alarmu, przynajmniej póki Vanessa nie zarezerwowała też sobie miejscówki na ławce rezerwowych.

*** A skoro już o Danielli mowa, Czesiu postanowił trochę poszaleć w świecie kulinarnym i zabrał się do robienia sushi. Hmmm... to w sumie nawet naturalna kolej rzeczy po tym, jak bawił się ostatnio w rybaka. Zabawny może być jednak fakt, że o ile pierwszy etap przygody z rybami przeżył pod patronatem Mahou, o tyle drugi zasponsorowała mu Estrella Damm - konkurencyjna marka piwa.

Mniejsza jednak o biznesowe koneksje, większa o cały "fun" jaki z tego całego robienia sushi Fabregas miał. Dostał swój własny profesjonalny kubraczek, a także prywatnego nauczyciela, Jordiego Parrę, światowej sławy hiszpańskiego szefa kuchni i się zaczęło...

 

*** Na szczęście nie wszyscy nasi Hiszpanie rzucają się w wir tej mody na gotowanie, ale pozostają wierni przy swoich ukochanych pasjach. Iker sprytnie wykorzystał swoje L4 i cały proces rehabilitacji do słitfociarskich niecnych celów. Tym razem co prawda nie ma foci rąsi z rąsi, bo tylko sama rąsia, która już bez żadnych bandaży, gipsów i innych zbędnych gadżetów zaczyna wracać do zdrowia!! Plus piękny, pełen ulgi uśmiech kapitana La Roja występujący w gratisie.

Kolejne ujęcia pochodzą już z minionej środy, kiedy to Real podejmował u siebie Manchester w LM, a Iker z przyczyn koniecznych, choć pewnie też ostatecznie nie bez niemałej przyjemności wcielił się dla odmiany w fana-turystę i wykonał obowiązkową w tych kręgach fotkę "moja głowa na tle stadionu".

Ostatnio tak znęcałyśmy się nad biedakiem w kwestii mody, że tak jak z Xavim tym razem sobie darujemy i nawet krótkiego "oo, a co to za szykowny szaliczek?" nie dodamy. Zwłaszcza, że musimy przyznać, że Casillas bardzo, bardzo miło dla oka wyszedł na tej foci.

*** Ten słitfociarski świat każe nam myślami dopłynąć do profilu Iniesty, który ostatnio poświęcał sporo czasu swojemu Facebookowi.

Zaczynał co prawda nieco skromnie, bo od eksperymentowania z nowymi gestami, no, ale gdybyśmy moczyły nogi w jacuzzi w towarzystwie Davida Villi i przy przygaszonym świetle to może tez byśmy zachowały się nieco inaczej niż normalnie.

Później już wrócił do klasyki, co już z pewnością było silniejsze od niego. Nasz zdecydowany faworyt tego tygodnia: "Jest kanapa! Jest okej!"

Chociaż to wczorajsze z podróży do Mediolanu też ma swój urok. Bluza z nowej kolekcji reklamowanej przez kolegów, kilku bohaterów drugiego planu i niezawodna scenografia samolotu - kiedy dodamy do tego kciuk mamy zestaw idealny.

Więcej o: