Sport.pl

Jerzyk wygrywa nam Puchar Davisa

No oczywiście nie sam Jerzyk i nie cały Puchar, ale fakt, że wygraliśmy ze Słowenią to w lwiej części jego zasługa.

W piątek nasi singliści szybko i bezproblemowo rozprawili się ze Słoweńcami  - Jerzy Janowicz z Blażem Kavciciem, a Łukasz Kubot z Gregiem Żemlją. I to chyba zmyliło nieco deblistów, którzy też pomyśleli, że rachu ciachu i po Słowenii, a tu okazało się, że wcale nie. Kavcić i Żemlja okazali się bardzo solidnymi tenisistami i zwłaszcza serwis tego drugiego przysparzał Frytce i Matce sporo problemów. I zamiast szybkiego 3:0 dla nas było powolne, mordercze i męczące 3:2 dla nich. A w meczu Polski ze Słowenią - 2:1. I tu znów na scenę wkroczył nasz dzielny rycerz z białą rakietą i pokonał Żemlję, wygrywając mecz dla Polski.

Dla formalności dodajmy, że Kubot miał jeszcze grać z Kavciciem, ale obaj panowie zgłosili kontuzję, więc w zastępstwie... Mariusz Fyrstenberg zmierzył się Tomislavem Ternarem. Przegrał 6:4, 5:7, 5:7, ale z rozbrajającym uśmiechem stwierdził, że "fajnie było w końcu zagrać singla".

Musimy Wam jeszcze opowiedzieć, że Jerzy prezentował się strasznie hot na trybunach podczas meczu debla. Zafrasowany wodził oczyma za piłką, krzyczał "ładuj", w skupieniu oglądał akcję za akcją, a my żałowałyśmy trochę, że nie ma specjalnej kamery ustawionej tylko na niego.

No i szkoda też trochę, że żaden z naszych tenisistów nie zdecydował się na cieszynkę w stylu Fabio Fogniego, po jego zwycięstwie nad Ivanem Didigiem z Chorwacji...

 

No, ale może po meczu z RPA?

Więcej o: