Sport.pl

Z Archiwum H: różowe króliki, perfekcyjni drwale i focie rąsi z rąsi

Zapraszamy na prawdopodobnie najdłuższe Z archiwum H w całej swojej ponad dwuletniej historii.

*** Zacząć nie możemy od nikogo innego, jak bohatera tego tygodnia (i z pewnością również kolejnych 23985 tygodni) małego Milana. O karcie członkowskiej FC Barcelony już pisałyśmy, o malutkich bucikach również, ale...nie wspomniałyśmy o reakcji Milanu, AC Milanu, który bardzo ucieszył się na taką darmową promocję swojego klubu. Taki oto post pojawił się na oficjalnym twitterze w dniu narodzin dziecka:

 

 

Grunt to dobra riposta.

*** Zobowiązanym do pogratulowania parze pierwszego potomka czuł się chyba każdy, kto posiada konto na portalach społecznościowych, ale nas i tak najbardziej wzruszyło, gdy swoje "Witaj!" dorzucił wujek Czesiu i zapewne też przyszły ojciec chrzestny w jednym.

Oraz oddalony na kilkaset kilometrów od Barcelony, ale wciąż pamiętający o swoim wielkim bromansie i przyjażni z Gerim, Bojan Krkić:

 

 

I aż się łezka w oku zakręciła, kiedyś postawiłybyśmy wiele na to, że pierwsze dziecko Pique, będzie adoptowane na spółkę z Bojanem.


*** Przerywamy jednak swoje "Awww", by podać ważną wiadomość.  (Po której, co prawda, też będzie "Awww", ale dopiero jak już wyjaśnimy o co chodzi). Pamiętacie cudownego biszkoptowego Doce, którego Iker na zmianę z Sarą zabierają na częste spacery ku uciesze paparazzi? Otóż, ów Doce, dorobił się ostatnio przyszywanego brata - Carbonillas przygarnęli w swoje kochające ramiona kolejnego pieska. Poznajcie (dla odmiany ciemnowłosego) tradycyjnie zabójczo-uroczego Uno.

 

 

P.S. Nie wiemy czy nadawanie psom imion będącymi cyframi w języku hiszpańskim ma tutaj jakąś głębszą przesłankę, ale chętnie byśmy się dowiedziały.

*** Pytanie dnia brzmi jednak: "Czy Fernando Llorente będzie wreszcie szczęśliwy?". Pierwszy fochmistrz hiszpańskiej ziemi, który od czasu letniej afery "chcę odejść, ale nikt mnie nie chce" przeżył ciężkie sześć miesięcy w Athletico, w końcu znalazł swojego superbohatera, który wyratuje go z opresji - Juventus Turyn!

Stara Dama zaproponowała piłkarzowi kontrakt od przyszłego sezonu do końca 2017 roku robiąc przy tym niezły interes, bo nie płacąc ani eurocenta - właśnie wtedy Hiszpanowi skończy się kontrakt z baskijskim klubem i odejdzie za darmo. Z podpisem Llorente nie wahał się ani chwili.

 

 

Och, Fer, masz nasze błogosławieństwo na nową drogę życia. Pozdrów pięknego Claudio M. i przypomnij sobie  jak się bramki strzela, bo Puchar Konfederacji się zbliża, a tak jak La Roja napastnika w dobrej formie nie miała, tak dalej nie ma.

*** Wracamy jednak do Carbonillas, bo dodatkowy piesek do cykania słitfoci nie jest jedyną zmianą, jaka wydarzyła się ostatnio w życiu naszej ulubionej pary. Druga to przeprowadzka - para zakupiła nowy dom na przedmieściach Madrytu i już krok po kroku zaczęła przenosić swój dobytek. Sara niosąca drabinę? Bezcenne.

 

 

W sumie trochę szkoda, już przyzwyczaiłyśmy się do oglądania codziennych outfitów Sary z tą bramą i ceglanym płotem w tle.

*** O mamo, z tego całego zamieszania i nagromadzenia newsów, prawie byśmy zapomniały w tym odcinku pokazać Wam jakąś słitfocię. Na szczęście Puyol już biegnie nas poratować pomeczową fotką z czwartkowego pojedynku z Malagą, na której towarzyszyć mu oczywiście nie mógł kto inny jak...dumny tatuś!


*** Zresztą radością po tym meczu na facebooku dzielił się też Andresito, a jak Andresito to wiecie jaka poza i dlaczego.

 

 

No, no, nawet Czesiu się dopasował do standardów.

*** Nasz Król Słitofci hiszpańskiego podwórka mecz w Pucharze Króla przeżył nieco gorzej, bo doznał złamania kości w lewej ręce. Jak się jednak okazuje, żadna to dla niego przeszkoda w robieniu słitofoci, a wręcz przeciwnie - tylko dodatkowy pretekst.

 

Słitfocia rąsi z rąsi - tego jeszcze nie grali.

*** Ale jeszcze apropos wspomnianego wcześniej Czesia. Kiedyś myślałyśmy, że to Pique ma obsesję na punkcie swojego (jeszcze wtedy) nienarodzonego dzieciątka, że te smoczki jako profilowe, te fotki z USG, że tego nikt nie przebije, a potem Fabs dowiedział się, że zostanie ojcem i dopiero się zaczęło. Teraz na swoim instagramie zaprezentował nam kolejny prezent dla małej Lii - różowego króliczka z herbami Barcy na łapkach. Szalenie urocze.

 

Co więcej, podpis pod zdjęciem głosi (jeśli ufać internetowym translatorom i naszej znajomości katalońskiego) - "Ale jestem słodkim tatusiem". Leżymy.

 

 

Jednak to jeszcze nie koniec, wstawajcie z podłogi, bo Lia załapała się na jeszcze jedną fotkę, przy której Fabregas pyta "Zbieg okoliczności?????"

 

Przynajmniej imię już na 100pro potwierdzone i nie będzie żadnej niespodzianki jak z Milanem.


*** To nam jednak przypomniało, że Lia ma jeszcze mamę, czyli? Czas na Raport Z Pola Bitwy:

Ten tydzień przeżyłyśmy bardzo spokojnie, prawie bez kropelki żółci. No dobra, nie powiemy, żeby nie wyprowadziła nas leciutko (ale to bardzo leciutko) z równowagi swoją wewnętrzną potrzebą twittowania o takiej światowej sensacji jak "Minus 3" (dacie wiarę?), czy też, cytujemy, "Dear snow....I love you", ale poza komentarzem pod nosem "przyjedź sobie kurde Lady D. do Polski to sobie zobaczysz ten swój śnieg, zobaczysz sobie minusowe temperatury, kochana", opuściłyśmy jej profil bez większych wylewów frustracji. Jest progres.

 

Możecie być z nas dumne.

*** No i jeszcze na koniec, gwoli przypomnienia, jakbyście we wtorek przegapiły naszego Breaking News'a -Torresiątko się obcięło! I tak jak naszym pierwszym, bardzo intensywnym wrażeniem było: łoł, teraz to dopiero wygląda hot. Tak patrząc na zdjęcia z treningów, gdzie opatulony w szaliki, dresy, kurtki kopie sobie beztrosko piłkę, stwierdzamy: jak tak dalej pójdzie to będzie niedługo wyglądał młodziej od swojego małego Leo. Serio.

 

 

P.S.  Apropos  image'ów i fryzur - Xabi,  elegancja elegancją, ale trochę nam się ostatnio zapuściłeś. Wiemy, że trzymanie Ramosa z dala od żółtych daszków i kamizelek z jeansu jest czasochłonne, ale c'mon "Perfekcyjny Drwal" nie brzmi dobrze, nawet jak dla nas.

 

I kiedy piszemy "zapuściłeś się" nie mamy na myśli tylko kwestii wyglądu, bo rączek na bioderkach też bardzo, bardzo dawno nie widziałyśmy.

Więcej o: