Sport.pl

Formułowe podsumwania: GP Abu Zabi

Legenda wróciła na tron, Vettel zaimponował, Webbo rozczarował, a Fernando Alonso się nie poddaje.

Żeby była jasność - absolutnie nikt nie cieszy się tutaj z niepowodzenia Lewisa, który przegrał z awarią samochodu, ale z faktu pojawiania się szansy na pierwszy w tym sezonie (wreszcie! wreszcie!) wygrany wyścig radości ukryć się nie dało. A najfajniejsze w zwycięstwie Kimiego i tak są okoliczności towarzyszące, jak chociażby dwie, już klasyczne, rozmowy radiowe:

Ale to był dopiero początek. Prawdziwa impreza zaczęła się w wywiadach na podium, Iceman poproszony przez Davida Coultharda o opowiedzenie o swoich emocjach odrzekł "not much really" dodając, że "ostatnim razem czepialiście się mnie, że za mało się uśmiechałem, więc może tym razem". Z tymże to "czepialiście się" to trochę tłumaczenie ze szkółki niedzielnej, o czym zaraz się przekonacie, w konwencji brzydkich słów odnalazł się zresztą znakomicie również Sebastian Vettel, który dorzucił "spier***ić" i "cholerny".

 

I tylko Fernando nieskory do wygłupów, stoi tam poważny, ciągle zdeterminowany, nabuzowany, ale nie ma co się dziwić, do końca sezonu jeszcze tylko dwa wyścigi, a tu udało się zniwelować stratę punktową zaledwie o 3 punkty (jeszcze 10). Na pewno liczył na więcej, zwłaszcza, że jego oponent startował z alei serwisowej, miał nieplanowany postój, dwukrotnie uszkodził przednie skrzydło, przesunął strefę DRS i znikąd pomocy od partnera zespołowego.

Bo Markowi Webberowi nie wychodziło absolutnie nic począwszy od klasycznego Webbo na starcie. Po drodze doszły do tego dwie bliźniacze kolizje z Maldonado i Massą, a całość zakończyła się w spektakularnym bum autorstwa Sergio Pereza.

 

Ale oczywiście miejsce pierwsze w kategorii "spektakularne kraksy" było już dawno zajęte:

 

A cała ta szalona akcja na torze słynącym z procesji, kto by pomyślał. Co za wyścig, co za sezon!

Więcej o: