Sport.pl

Biczfejs na środę: Polsko-angielskie Wydanie Specjalne

Ze specjalną dedykacją dla naszych chłopców i ich wczorajszych rywali, którzy podczas wtorkowego wieczoru, gdzieś między rozważaniem plusów i minusów gry w waterpolo, a bezcelowym czekaniem, zapewne zawzięcie trenowali firmowe miny. Uff, jak dobrze, że do strzelania biczfejsów nie potrzeba murawy. Ani mokrej ani suchej.

*** Pierwszego, honorowego, oddajmy w ręce, a raczej mięśnie twarzy Roberta. On to w końcu we wtorek miał zostać bohaterem, miał prowadzić naszych do boju, ostrzeliwać bramkę Harta i być tym najbardziej niegościnnym dla Anglików na Stadionie Narodowym. W tej kategorii wygrał jednak drenaż boiska, a Lewandowski miał jak najbardziej słuszne powody, by zrobić tak:

*** Odpowiedź jednak już szykuje świeżo mianowany kapitan Anglików, który co prawda od kilku tygodni przekonuje nas o swoich umiejętnościach w tej dziedzinie, ale to nie znaczy, że teraz, kiedy widzimy uchwycone na stopklatce zaciskanie zębów, które niejednemu rywalowi zmroziło krew w żyłach, nie jesteśmy pod druzgocącym wrażeniem. Bo jesteśmy.

*** Według składów podawanych w ramach zapchajdziury we wtorkowym studio Tomek miał usiąść na ławce rezerwowych, a w bramce stanąć Tytoń. W naszej biczfejsowej reprezentacji jednak jest na odwrót, Google grafika zdecydowanie lubi pogodne wydanie bramkarza PSV, ale "Biczfejs na środę" nie. Wybieramy więc pierwsze lepsze zdjęcie Kuszczaka, z pierwszym lepszym rasowym grymasem.

Mimo wszystko może te lata w MU jednak nie poszły na darmo. Widzimy tutaj, w tej pogardzie bijącej z szarych tęczówek, wyraźną rękę Roo.

*** Ale skoro już jesteśmy przy bramkarzach, to przyjrzyjmy się, co do zaprezentowania w tej kategorii ma nam ten w drużynie rywali. A Joe Hart odchodzi od typowego biczfejsa jako odpowiedzi na boiskowe wydarzenia, a swojego strzela podczas zwykłego codziennego lansu z różańcem na szyi i kosmetyczką pod pachą. Nawiasem mówiąc równie pięknego jak te wysadzane błyskotkami zegarki i bransoletki na jego nadgarstkach.

*** Tymczasem u nas mimiczną odpowiedź już szykuje Łukasz Piszczek. Robi tą starą sztuczkę z ustami, gdzie wygina dolną wargę i zdaje się mówić "patrzcie jaki jestem zniesmaczony tym całym światem doczesnym". Bądź bardziej we wczorajszych klimatach "ile razy mam powtarzać, że nie będę sadził tego ryżu".

*** Kropkę nad 'i" dołoży jednak napad Synów Albionu reprezentowany przez czoło Andy'ego Carrolla. W pokazywanym wtorkowym wieczorem materiale beztrosko udawał się do autokaru, gdy okazało się, że meczu nie będzie. Ale przecież nie od dziś Andy'ego i jego czoło znamy, nie od wczoraj, żeby uwierzyć, że zanim to nastąpiło, między godziną 20.30 a 22.00 mięśnie jego twarzy nie znajdowały się mniej więcej w takim położeniu.

Więcej o: