Sport.pl

A co tam w Melbourne po II rundzie?

Wszyscy więksi faworyci ciągle na pokładzie, czyli garść wieści, zdjęć i filmików z Antypodów, gdzie jak zawsze wszystko jest do góry nogami: trwająca u nas dopiero środa już się tam skończyła, a do tego jest pełnia lata. A tenisiści? Czarują zagraniami.

II runda dobiegła końca bez większych niespodzianek i emocji. Chyba że kibicowałyście Davidowi Nalbandianowi, który po zaciętym pojedynku przegrał z Johnem Isnerem. I nawet skargi nie pomogły...

MELBOURNE, AUSTRALIA - JANUARY 18:  Andreas Egli speaks to David Nalbandian of Argentina after losing a challenge in his second round match against John Isner of the USA during day three of the 2012 Australian Open at Melbourne Park on January 18, 2012 in Melbourne, Australia.  (Photo by Mark Dadswell/Getty Images)

Z wieści bliższych naszemu sercu: tym razem nasze paznokcie pozostały nietknięte po meczu Agnieszki Radwańskiej: Isia wygrała z Paulą Ormaecheą w II rundzie bez straty seta. Wśród panów awans wywalczyli między innymi Rafael Nadal czy Juan Martin del Potro. Roger Federer nie musiał się nawet fatygować, żeby wychodzić na kort - awans do kolejnej rundy dostał na tacy, gdy jego rywal (Andreas Beck) oddał mecz walkowerem.

A żeby nie było, że tylko o panach piszemy, więc gwoli ścisłości: z pań w III rundzie są już też między innymi Karolina Woźniacka i Na Li. Wystarczy o kobietach, nie?

Wyniki i galeria są tylko pretekstem do tego, żeby wrócić na chwilę jeszcze do drugiego dnia rozgrywek, który obfitował nie tylko w klatę Rafaela Nadala, ale też w magiczne zagrania między nogami tyłem do siatki.

Tak popisywał się Ryan Harrison w meczu z Andym Murrayem:

I tylko ból, że Ryan mecz przegrał. Ból, bo żylasty Andy Murray nigdy nie wzbudzał wyjątkowej sympatii przynajmniej części redakcji Ciach, natomiast Ryan wygląda tak:

Ryan Harrison

I Novak Djokovic, grający przeciwko Paolo Lorenziemu:

A teraz już myk do galerii, gdzie czeka na Was kolejna porcja klat, które mogłyśmy nieopatrznie przeoczyć w poprzednich doniesieniach z Melbourne, oraz gładko przylizany Roger.

Więcej o: