Sport.pl

Z archiwum H: atakujące rekiny, kołnierze ortopedyczne i stopy w blasku księżyca

Jeśli tak wygląda zakończenie mijającego roku w wykonaniu Hiszpanów, to już boimy się co z ich strony nas czeka w następnym.

*** Zaczynamy od wieści od naszej biedulki, Davida, który po zakończonej pomyślnie operacji wrócił do domu i spędził święta wspólnie z rodziną. Odpoczywać jednak zbyt długo nie potrafił, gdyż już we wtorek wrzucił na swojego facebooka autorskie wideo. Wideo, którego nie polecałybyśmy oglądać osobą z miękkim sercem i skłonnościami do wzruszania, gdyż...hmm..widok bezbronnego Villusia siedzącego na kanapie i z uśmiechem dziękującego nam z całego serca za okazane wsparcie może się zakończyć przymusowym suszeniem klawiatury.

David ogłasza też, że zakłada swojego oficjalnego bloga oraz oficjalne konto na twitterze,  by móc pozostać ze swoimi wspaniałymi fanami w kontakcie i miarę możliwości odpowiadać na ich wiadomości, a także jak mniemamy znaleźć sobie zajęcie w wolnych od rehabilitacji chwilach.

<333333

Możemy go przytulić?

P.S.Czepiłybyśmy się tej okropnej grzywki ale a) nie wiemy, czy na pewno dobrze widzimy przez te łzy wzruszenia oraz b) obecnie jedyną rzeczą jaką wymagamy od jego wyglądu to zdjęcie gipsu z lewej nogi, więc chyba sobie darujemy.

*** Darować jednak w żadnym wypadku nie możemy sobie pokazania Wam Xabiego Alonso występującego ponownie pod szyldem GQ. Nie jest to niestety żadna sesja okładkowa z tysiącem póz i ujęć, a jedynie trzy skromne fotki zrobione przy okazji odbierania przez niego nagrody dla Sportowca Roku według GQ , ale....to wciąż Xabi dziewczęta. Xabi pod muszką, z figlarnym usmiechem spośród rudej szczeciny i z rozwianymi połami swojego fraka. Idealny jak zawsze i wszędzie.

Xabi ALonso

Xabi ALonso

Xabi ALonso

"Nie wiem, czy mogę rozpatrywać siebie w kategorii dżentelmena. Oczywiście, staram się zachowywać bez zarzutu i z pełnym szacunkiem, jeśli tylko to możliwe. Staram się być bardzo normalny" - powiedział w dołączonym do zdjęć mini wywiadzie. Dacie wiarę? Pan Idealny twierdzi, że jest normalny?!

*** Może to dlatego, że w środę obchodzono w Hiszpanii "el D~a de los Santos Inocentes", czyli odpowiednik naszego prima aprilis. I z tej też podniosłej okazji, Valdes przy szatańskiej pomocy swojego twittera postanowił wkręcić nas wszystkich. Zamieścił post jakoby był obecnie hospitalizowany, gdyż w czasie urlopu, podczas nurkowania został zaatakowany przez rekina. Nie byle jakiego, bo żarłacza białego zwanego "niewiniątkiem" - uściślił później, dodając, że znajduje się pod opieką lekarzy.

Dopiero później krzyknął "Mam Was!", dodając zdjęcie z jedynym rekinem jakiego spotkał

r

No tak, ugryzienie przez rekina żarłacza, nagłówki gazet "Valdes w szpitalu!!" - nic,  tylko boki zrywać.

*** Zazdroszcząc jednak Xabiemu i Iker pokusił się o zakończenie roku jakąś mini sesją zdjęciową. Niestety, naśladowanie Xabiego wyszło mu tak jak używanie google translatora. Nie wiemy właściwie co ostatecznie przesądziło o katastrofie - czy brak tego magicznego trzydniowego zarostu, czy ten niebiańsko błękitny sweter w warkocze z kołnierzem ortopedycznym w miejsce golfu. Czy w ogóle wszędzie nierozłączne ostatnio z Ikerem golfy? A może błyszczące jeaginnsy na jego nogach?

Iker Casillas

Iker Casillas

Iker Casillas

Iker Casillas

Nie jest dobrze. I mówcie co chcecie, ale okładka z wynurzającą się bladą głową Ikera z błękitnego kołnierza ortopedycznego golfu wygląda ciut bardziej creepy niż ktokolwiek, by tego chciał.

*** Wracamy jednak ponownie do Xabiego - musimy, chcemy, nie mamy innego wyboru. Zresztą sam Mr Perfect nam go nie pozostawił wrzucając na swojego twittera dwa z pozoru zwykłe zdjęcia. To znaczy, zwykłe by były, gdyby nie dotyczyły Mr Perfecta i nie ujawniały w jakiej piżamie i w jaki wzorek (granatowo-czerwono-biała kratka) zwykł on sypiać. No i jest najprawdopodobniej jedną z nielicznym osób na tej ziemi, którym ujdzie na sucho wrzucenie fotki swoich stóp na tle nocnego krajobrazu podpisanych jakimś poetyckim cytatem.

Xabi ALonso

Xabi ALonso

Możemy już umierać.

*** Nie, właściwie to jeszcze nie. Zanim to zrobimy musimy jeszcze zobaczyć jak mógłby wyglądać Iker, gdyby zdecydował się pewnego dnia na wstrzyknięcie sobie botoksu. Kilogramów botoksu, ściślej mówiąc.  Nie no wiemy, że to zupełnie nieelegancko naśmiewać się z biednego Ikera, który sobie trochę poszalał w święta i skutkiem czego dostał jakiejś reakcji alergicznej na jedną z potraw (jaką, wciąż pozostaje tajemnicą). Powiększenie twarzy w skali 2:1 nie było jednak dla niego żadna przeszkodą i nie tylko wystąpił w meczu charytatywnym, ale i później rozmawiając z dziennikarzami nawet sam z siebie się uroczo zaśmiewał, dowcipkując, że wygląda jak po walce z Rocky'm, ale na szczęście jego kariera nie zależy do wyglądu twarzy.

Iker Casillas

Och, Sara, może i nazwisko powinno zobowiązywać, ale jednak mistrzyni kuchni to z Ciebie nie będzie.

Więcej o: