Sport.pl

US Open: Wielki sukces polskiego debla

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski po raz pierwszy w karierze zagrają w finale turnieju Wielkiego Szlema. Gratulacje!

Ach, co to był za mecz. W deblu piłki latają z prędkością błyskawicy, gra przypomina trochę ping-ponga, a szybkość i wytrzymałość ustępują sprytowi i refleksowi. Natychmiastowe woleje, potężne smecze i precyzyjne loby - to wszystko było bronią polskiej pary. No i oczywiście świetny serwis, ale do tego panowie zdążyli nas przyzwyczaić. Wczoraj wszystko wychodziło im idealnie wygrali 6-2, 7-6. Najlepszą statystyką niech będzie ta, która mówi, że Rohan Bopanna i Aisam-Ul-Haq Qureshi nie mieli ani jednej szansy na przełamanie. W całym meczu! A przecież Bopanna/Qureshi to nie byle jaka para, tylko finaliści zeszłorocznego US Open.

Fyrstenberg/Matkowski

Teraz Frytkę i Matkę czeka ostatnie wyzwanie - przejść do historii i powtórzyć wyczyn legendarnego Wojtka Fibaka, jedynego Polaka, który poznał smak zwycięstwa w turnieju tej rangi. Było to w 1978 roku w Australian Open.

Rywalami naszych deblistów będzie doświadczona, rozstawiona z numerem 9 para Jurgen Melzer i Philipp Petzschner - zwycięzcy Wimbledonu z 2010 roku. To z pewnością nie będzie łatwy pojedynek, ale jeśli Frytka i Matka zagrają tak jak wczoraj, powinni dać radę. Z austriacko-niemiecką parą mierzyli się podczas finałów masters w zeszłym roku i wygrali. Na korzyść polskiego debla przemawia także fakt, że podczas tegorocznego US Open mieli o wiele trudniejszą drabinkę, Melzer i Petschner do tej pory nie mierzyli się z ani jedną rozstawioną parą. To niby jeszcze o niczym nie świadczy, ale daje nadzieję!

Wielka szkoda, że finał deblistów przewidziano na koniec sesji wieczornej, a więc w okolicach 3 w nocy czasu polskiego. No i smutno nam trochę, gdyż sztuka awansu do finału nie powiodła się Agnieszce Radwańskiej i Danieli Hantuchowej, które gładko uległy Liezel Huber i Lisie Raymond 6-2, 6-4. Ale sukienki w odcieniach różu dalej nam się podobają.

Agnieszka Radwańska i Daniela Hantuchowa

PS. Ten tekst jest uhonorowaniem wielkiego sukcesu polskiego debla, ale to nie znaczy, że nie możemy wspomnieć o dokończeniu ćwierćfinałów mężczyzn. Najpierw Andy Murray toczył pasjonujący pojedynek z Johnem Isnerem. Szkot wygrał 7-5, 6-4, 3-6, 7-6 i w półfinale zmierzy się Rafą Nadalem, który turniej zaczął słabo, ale zgodnie z naszymi przypuszczaniami, rozkręca się i Andy'ego Roddicka, co tu dużo mówić, wręcz zmiażdżył 6-2, 6-1, 6-3. Djokovic - Federer i Nadal - Murray. Skąd my to znamy?


A w galerii między innymi klata Johna Isnera oraz Nadal w ujęciu filozoficznym ->


PPS. Wielkoszlemowy fun fact numer 1742 - w tym roku na 16 możliwych półfinalistów wszystkich turniejów najwyższej rangi, mieliśmy zaledwie 6 mężczyzn (Djokovic i Murray razy 4, Nadal i Federer razy 3 i David Ferrer oraz Jo-Wilfried Tsonga po jednym razie) oraz aż 13 kobietom (jedynie Wozniacki, Szarapowa i Na Li osiągały półfinały dwukrotnie). Tenis wciąż czeka na swoją królową?

queenerica

Więcej o: