Sport.pl

Ok, mamy jeszcze pociski do tego działa?

Nie skreślajmy Kanonierów, bo ci właśnie awansowali do Ligi Mistrzów.

Pisałyśmy o tym już wielokrotnie - ciężkie czasy nastały na New Emirates. Słaba wiosna zeszłego sezonu, utrata Fabregasa, kontuzja Wilshera, słabiutka forma Arshavina, a do tego właśnie co Samir Nasri odszedł do Manchesteru City. Przy okazji krytykując fanów Arsenalu, że nie są tak fanatyczni jak ci z jego nowej drużyny - nieładnie Samirze, wstydź się.

Samir Nasri

Przed wczorajszym rewanżowym spotkaniem z Udinese jasne były tylko dwie rzeczy. Po pierwsze, że będzie ciężko, po drugie, że ten mecz może zaważyć na losach drużyny. O losach setek tysięcy fanek Arsenalu komentujących na serwisie Ciacha.net już nie wspomnimy. O tym, że Liga Mistrzów bez Cudownych Chłopców to jak święta bez śniegu, Sylwester bez północy, Barcelona bez Pepa i nasze życie bez piłki nożnej (wyobrażacie sobie, że ktoś mógłby Wam zabronić oglądania meczów, nas właśnie przeszedł bardzo ponury dreszcz, a wyobraźnia zaczęła nam podsuwać obrazy ciachowyzwoleńczej wojny, w której ramię w ramię z Jensonem Buttonem, Jose Mourinho i Bartkiem Kurkiem - każdy w wersji John Rambo, pasy z nabojami na gołej klacie - walczyłybyśmy o piłkę nożną dla wszystkich!!) wróć, wróć, wróć... o czy my to... Ach tak, no byłby to po prostu koniec świata.

Na szczęście na to wiekopomne wydarzenie będziemy musiały poczekać do 2012 roku. Na szczęście jeszcze większe, Arsenal nie dość, że wygrał, to jeszcze pokazał trochę ze swojego porywającego stylu. Ale po kolei.

Zaczęło się od ataków drużyny z Londynu, która postanowiła przejąć kontrolę nad meczem. Niestety, nie po raz pierwszy brakowało skuteczności, a poza tym bardzo dobrze bronił bramkarz Udinese, Handanovic. I nie po raz pierwsze piękny i nieskuteczny Arsenal został ukarany. Wystarczyło jedno idealne podanie do Di Natale, gapiostwo obrońców i piłka precyzyjnie poszybowała obok Szczęsnego, odbijając się jeszcze od słupka dała Włochom prowadzenie i remis w dwumeczu.

Później była bardzo nerwowa przerwa i szybka bramka Van Persiego, po której pomyślałyśmy, że będzie dobrze.

Przedwcześnie. Znów dała o sobie znać niepewna defensywa. Zamieszanie, faul w polu karnym i mamy - jedenastka dla Udinese. Stary wyga, weteran tysiąca bitew Antonio Di Natale, a naprzeciw niego dzieciak, co prawda nieźle wyrośnięty, w swoim ledwie drugim sezonie w poważnej piłce. Wojtek Szczęsny. Serca podchodzą nam do gardeł bo wiemy, że jeśli Włosi wyjdą na 2:1 to ten mecz się może odmienić. Ale nie, nie nasz dzielny, kochany, cudowny, słodki Wojtuś. Broni, a strzał Di Natale nie był wcale łatwy do obrony. A my już w głębi serca wiemy, że nic złego nie może się nam (znaczy Arsenalowi) przydarzyć, bo przecież Wojtek nas (znaczy Arseanal) obroni, jakby co.

A bramka grającego kapitalne spotkanie Theo Walcotta zapewnia Aresnalowi zwycięstwo, dziesiątki milionów funtów zysków i trochę spokoju przed meczem z Manchesterem United.

Swoją drogą, Wenger ma jeszcze tydzień okienka transferowego i, jak ktoś wyliczył, około 100 milionów euro nadwyżki w budżecie. To co, bawimy się w komentarzowy marzycielski szał spekulacji? Kogo chciałybyście widzieć w objęciach Tomasa Rosickiego i Jacka Wilshera?

Więcej o: