Bieganie za wynikiem - czy liczby się liczą?

#Unhappyrunners. Bieganie na pokaz?

#Unhappyrunners. Bieganie na pokaz? (Andrzej Krasowski (montaż))

Liczba pokonanych kilometrów - jednorazowo czy w ciągu tygodnia, liczba startów w maratonach, życiówka na dychę, w półmaratonie... Numerki, statystyki, wykresy - niektórzy z nas zdają się mieć obsesję na ich punkcie, budząc niezrozumienie. Bo co za różnica czy pobiegniesz o 30 sekund czy minutę szybciej, skoro i tak będziesz setny albo 1538?

Biegacze lubujący się w statystykach, trenujący z zegarkami czy aplikacjami zbierającymi dane, nierzadko są pośmiewiskiem kolegów purystów, którzy nie lubią się obwieszać jak choinka i nawet nie biegają z muzyką. Budzą też śmiech wśród swoich niebiegających kolegów, którzy nie rozumieją co to znaczy urwać 10 sekund od poprzedniego rekordu na 10 km. Teoretycznie - trudno się z nimi nie zgodzić. Statystyki mają nam tylko pomóc przeanalizować to, co robiliśmy w ostatnim czasie i zobaczyć czy się rozwijamy, stagnujemy czy wręcz uwsteczniamy się, a nie być treścią treningu. Chociaż i te analizy - teoretycznie dla biegacza amatora nie mają znaczenia. Bo co z tego, że poprawi się o 5 minut w maratonie czy zejdzie odrobinkę ze swojego czasu na piątkę? Przecież i tak z wynikiem 3:30 na 42,2 km będzie tak daleko za czołówką, że nawet nie zobaczy ich wcinających makaron na mecie.
Kontrola motywuje

A jednak coś nas do tych statystyk ciągnie. Lubimy poobserwować słupki, liczby, pochwalić się tygodniowym kilometrażem albo wspaniałą jak na nasze możliwości życiówką. I nie ma się czego wstydzić, ani ukrywać, że ma to ogromne znaczenie. Przede wszystkim - motywacyjne. Nawet jeśli biegamy dla zdrowia i lepszej formy - większość z nas potrzebuje stosować różne triki, żeby stale napędzać się do treningu. Powiedzenie sobie przed każdym biegiem, że wychodzę bo przecież lubię ten sport i że robię to dla zdrowia - daje niewiele. Zobaczenie w dzienniczku treningowym konkretnych liczb, możliwość ich porównania z poprzednimi tygodniami, latami albo z tym, co robią koledzy - jest nieoceniona. Od razu widać czy się lenisz czy zrobiłeś postęp albo czy trenujesz za dużo i jesteś przemęczony.


Życiówka to najlepszy cel

Poprawienie wyniku na konkretnym dystansie jest dla nas motywacją do kolejnych treningów i swoistym uzależnieniem - znacznie lepszym niż papierosy czy zimne piwko co wieczór, o niebo lepszym niż zacięta walka o kolejne poziomy w grach komputerowych. Z resztą - do tych ostatnich zbieranie "statsów" treningowych jest bardzo podobne. Różnica polega na tym, że przy okazji robimy coś dla zdrowia, a nie tylko dla zabawy. Poprawianie wyników i zbieranie statystyk pozwala nam się ponadto porównywać z innymi - oczywiście gdy zaczyna to przybierać chorą formę, która nas frustruje - lepiej sobie darować podglądanie innych. Ale jeśli działa to na nas pozytywnie i zachęca do dalszych działań - to motywacyjny strzał w dziesiątkę.

Fajny dodatek

Biegacze amatorzy lubią statystyki - gdyby nie było to prawdą, to powstające aplikacje czy dzienniczki on-line nie święciłyby triumfów popularności. Lubimy się chwalić, porównywać i oglądać zgrabne wykresy, które pokazują nam w bardziej namacalny sposób co udało nam się osiągnąć. Dlatego - nie wstydźmy się statystyk i gadżetów pozwalających nam je zbierać. Wszystko co motywuje nas do działania na rzecz zdrowia i lepszej formy - jest wartościowe.


Nie pozwólmy tylko żeby te rzeczy odebrały nam przyjemność z biegania. To ma być fajnym dodatkiem a nie źródłem zmartwień i frustracji, że ktoś nas obiegał albo wpisał do dzienniczka większy kilometraż.

Dołącz do nas na Facebooku.