Sport.pl

Kapitan AZS-u: Niech grają te, które czują się na siłach

Tomasz Piekarski
22.02.2012 , aktualizacja: 22.02.2012 15:44
A A A Drukuj
Joanna Szeszko Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Joanna Szeszko
Siatkarki AZS-u podczas weekendu rozegrają dwa kolejne spotkania o pozostanie w ekstraklasie ze Stalą Mielec. Na razie w rywalizacji do czterech zwycięstw przegrywają 0:1. - Nie wszystkie zawodniczki potrafią udźwignąć na swoich barkach ciężar odpowiedzialności - mówi Joanna Szeszko, kapitan białostockiej drużyny
Rozmowa z Joanną Szeszko

Tomasz Piekarski: Przed sezonem zapowiedzi były raczej takie, że spokojnie utrzymacie się w rozgrywkach. Okazało się, że musicie grać w barażach o pozostanie w ekstraklasie. Dlaczego twoim zdaniem tak się stało?

Joanna Szeszko, kapitan AZS-u: - Złożyło się na to wiele rzeczy. Nawet nie sama nasza gra, ale też zamieszania wokół drużyny, które były. Przecież Czesław Tobolski jest trzecim trenerem z którym współpracujemy w tym sezonie [wcześniej był Wiesław Czaja i Władimir Wiertiełko red.]. Nie wiem też czy do końca wszystkie transfery były trafione. Zawsze przed sezonem, jakby się nie działo, chce się grać o jak najwyższe cele. Okazało się, że nie do końca było stać ten zespół, fizycznie oczywiście tak lecz psychicznie nie, na miejsce w czołowej ósemce rozgrywek.

Mimo wszystko wydawało się, że to wy jesteście faworytkami konfrontacji ze Stalą. Zajęłyście przecież wyższe miejsce w lidze, pokonałyście niedawno te rywalki 3:0. Dlaczego więc w pierwszym meczu barażowym przegrałyście 0:3 w Mielcu?

- Niektóre zawodniczki nie potrafiły udźwignąć na swoich barkach ciężaru odpowiedzialności. Wydaje mi się bowiem, że fizycznie jesteśmy dobrze przygotowane, po tym ostatnim okresie gdzie pracujemy z trenerem Tobolskim. Ja jadąc do Mielca byłam przekonana, że wygramy. Miałam świadomość, że będzie ciężko, że każdy punkt trzeba będzie wydrzeć, ale byłam pewna o nasz zespół. Wyszło zupełnie inaczej.

W pierwszym secie prowadziłyście 20:15, a go przegrałyście. Co się stało?

- Ciężko mi powiedzieć. Ja naprawdę, mimo że mało gram, czułam że będzie dobrze. Miałam świadomość, że teraz właśnie zaczynają się najważniejsze mecze, była taka adrenalina sportowa. Chyba jednak nie wszystkie dziewczyny to czuły. Patrząc na boisko nie widziałam w naszym zespole sportowej złości, takiej ambicji. Znowu przeszłyśmy obok meczu, bo już podobnie było w lidze. W lidze to mogło się przydarzyć raz czy dwa, ale teraz taka sytuacja nie może mieć miejsca, bo to jest już walka o życie. Oglądałyśmy już ten mecz w Mielcu, te błędy, które były w tym kluczowym momencie pierwszego seta. Wszystko to omówiliśmy. Miałyśmy też z trenerami spotkanie, na którym padło parę uwag. Mam nadzieję, że to co sobie powiedziałyśmy wpłynie mobilizująco na drużynę i że podczas weekendowych meczów w Białymstoku wygramy. Te dwa spotkania są najważniejsze, nie możemy sobie pozwolić w nich na porażkę. Musimy we własnej sali dwukrotnie wygrać ze Stalą.

Jesteście w stanie tego dokonać? Wcześniej wspomniałaś, że niektóre dziewczyny nie radzą sobie z presją, a przecież ona teraz będzie zdecydowanie większa niż wcześniej.

- Dlatego jeżeli ktoś się boi, wie że nie udźwignie tej presji to nie ma sensu aby wychodził na boisko. Podczas wspomnianej wcześniej rozmowy padło pytanie: Kto nie czuje się na siłach, aby grać? Okazało się, że wszystkie dziewczyny chcą grać, czują się na siłach. Jestem ciekawa jak to będzie wyglądać podczas meczu.

Nie uważasz, że Stal przez to, że się szybciej pogodziła z grą w barażach, jest do tych spotkań lepiej przygotowana? W pierwszym meczu ekipa z Mielca 19 punktów zdobyła blokiem. Ten wynik nie wziął się chyba tylko z waszej słabej gry, ale też z tego, że rywalki dokładnie wiedziały jak atakuje każda z was.

- Pewnie tak. Ale my nie mamy co się usprawiedliwiać w ten sposób. To my w tym pierwszym spotkaniu zagrałyśmy bez ambicji i tyle. Aż mi jest przykro o tym mówić. Jednak trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że w Mielcu na boisko wyszły dwa zespoły, a tylko jeden z nich pokazał chęć wygrania. My kolejny mecz po prostu odbyłyśmy, byłyśmy zapisane w protokole i tyle. Tak naprawdę nikt z naszej drużyny nie podjął walki.

Zastanawiam się więc czy można znaleźć jakikolwiek powód do optymizmu przed dwoma weekendowymi spotkaniami ze Stalą?

- Trzeba gdzieś go szukać. Na pewno porażka w pierwszym spotkaniu nie nastraja optymistycznie. Ale my gramy przecież w ekstraklasie, jest to liga zawodowa, i nie będziemy teraz płakać. Trzeba po prostu jak najlepiej przygotować się do najbliższych pojedynków. Musimy przestać gadać, narzekać, a po prostu wyjść na boisko i jak najlepiej zagrać. Przecież w niektórych spotkaniach w lidze (wygrana ze Stalą czy ekipą z Łodzi) pokazałyśmy, że potrafimy dobrze grać. Dlatego teraz trzeba wziąć się w garść, przestać gadać, obiecywać, a wyjść na boisko i zrobić swoje. Niech grają te zawodniczki, które czują się na siłach i dadzą z siebie wszystko.

To może nie wszystkim dziewczynom zależy na wygraniu tych baraży? Jest chyba taka opcja w kontraktach, że po spadku zostaną one rozwiązane.

- Martwiłam się też o to. Podczas wspomnianej rozmowy też padły takie pytania. W rozmowie okazało się, że wszystkim zależy i wszystkie chcą. To są jednak tylko słowa. Jak jest naprawdę okaże się podczas meczu. Ja już nie będą mówiła żeby zagrać dla klubu, dla Białegostoku, ale żeby zagrać dla siebie i pokazać że ma się honor. W najbliższych meczach wyjdzie, jak kto do tego podchodzi.

Wasz spadek z ekstraklasy może być chyba też równoznaczny z upadkiem klubu.

- Pewnie tak, bo nikt nie będzie chciał wykładać pieniędzy na I ligę.

Dwa najbliższe spotkania między AZS a Stalą odbędą się w sobotę oraz niedzielę w sali SP 50 przy ul. Pułaskiego. Początek obu konfrontacji o godz. 17. Bilety: normalny 10 zł, ulgowy 5zł.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 12