Ludzie z plemienia Iraqwi tłumaczyli nam, że Masajowie są dumni, nie mają żadnych kompleksów w kontaktach z białymi. Mają swoje wady, które łatwo uznać za zalety. Mnie imponuje ich siła, która pozwoliła przetrwać ich bardzo wyrazistej kulturze i tożsamości. Masajowie wciąż są sobą - chodzą w swoich ubraniach, z bronią, nie mają takiego problemu ze zderzeniem kultur, jak inni Afrykanie. Z drugiej strony trochę wkurza mnie ich chłód, dosłowny często brak uprzejmości, gościnności czy czasami - wręcz wrogość. Ale to rozumiem, im więcej z nimi przebywamy - tym lepiej potrafimy to ogarnąć myślą.
Ludzie z plemienia Iraqwi tłumaczyli nam, że Masajowie są dumni, nie mają żadnych kompleksów w kontaktach z białymi. Mają swoje wady, które łatwo uznać za zalety. Mnie imponuje ich siła, która pozwoliła przetrwać ich bardzo wyrazistej kulturze i tożsamości. Masajowie wciąż są sobą - chodzą w swoich ubraniach, z bronią, nie mają takiego problemu ze zderzeniem kultur, jak inni Afrykanie. Z drugiej strony trochę wkurza mnie ich chłód, dosłowny często brak uprzejmości, gościnności czy czasami - wręcz wrogość. Ale to rozumiem, im więcej z nimi przebywamy - tym lepiej potrafimy to ogarnąć myślą.
Ludzie z plemienia Iraqwi tłumaczyli nam, że Masajowie są dumni, nie mają żadnych kompleksów w kontaktach z białymi. Mają swoje wady, które łatwo uznać za zalety. Mnie imponuje ich siła, która pozwoliła przetrwać ich bardzo wyrazistej kulturze i tożsamości. Masajowie wciąż są sobą - chodzą w swoich ubraniach, z bronią, nie mają takiego problemu ze zderzeniem kultur, jak inni Afrykanie. Z drugiej strony trochę wkurza mnie ich chłód, dosłowny często brak uprzejmości, gościnności czy czasami - wręcz wrogość. Ale to rozumiem, im więcej z nimi przebywamy - tym lepiej potrafimy to ogarnąć myślą.
Stuletni Wódz.
Jadąc jedyną drogą w okolicy zobaczyliśmy wioskę Masajów, położoną w niesamowicie pięknym miejscu. Niestety - po drugiej stronie koryta wyschniętej rzeki. Głębokiego na jakieś 100 metrów. Na oko wygląda, że nie da się tam dojechać. Ale po chwili Bart robi zwiad, droga się znajduje, a ze wzgórza schodzi do nas kilku wojowników masajskich. Patrzą na nas badawczo, oczywiście bez żadnego respektu. Zagadujemy ich i postanawiamy od razu zagrać z nimi mecz - tu i teraz.
Najstarszy z wojowników mówi trochę po angielsku. Przedstawia się jako lokalny nauczyciel i jak na Masaja jest bardzo otwarty i miły. Pozostali patrzą na nas z góry, a po angielsku mówią tylko "yes". Nauczyciel wsiada do auta, ja z drugim wojownikiem jadę na masce naszego Defendera.
Trzeci Masaj siedzi na kolejnym aucie. Ruszamy, a droga do wsi jest skalista i prawie jej nie widać. Próbuję nawiązać jakiś kontakt z "moim" Masajem - zagaduję przyjaźnie po polsku i po angielsku, ale on odpowiada tylko zdawkowe "yes", więc rozmowa nam się trochę nie klei. Mam manierkę z wodą, wzbogaconą tabletką Pluszza z Polski. Częstuję go, przełyka i oddaje manierkę nieco pogardliwie - biały zepsuł dobrą wodę jakimś głupim europejskim smakiem. Potem już nie przyjmuje poczęstunku ;-)
Dojeżdżamy do wsi. Przed nami Afryka pełną gębą. Taka sprzed 100 i 500 lat, ja z obrazka. Okrągłe chatynki z krowich kupek, gałęzi i piasku, dookoła wsi zeriba z akacji (nie da się przez to przejść nawet w pancernych butach), trochę kóz. Krowy pasą się gdzieś na sawannie, we wsi są głównie kobiety i
dzieci. Próbujemy zagadać, ale idzie ciężko. W kulminacyjnym momencie przez wieś przechodzi trąba powietrzna - na chwilę musimy przerwać konwersację.
Rozstawiamy bramki i gramy w piłkę. Coś nam to dzisiaj nie idzie. Tutaj naprawdę nie ma prądu, telewizora, wiedzy o reszcie świata. Nareszcie! Tutaj nawet piłka nożna okazuje się niezrozumiałym językiem ;-) Masajowie oddaleni od szosy nie znają tego zjawiska, nie podnieca ich to i mają generalnie tę naszą piłkę trochę w d
Wydaje mi się, że oni w ogóle nie są zainteresowani rzeczami i zjawiskami niepraktycznymi. Nie potrzebują ich, tak jak nie potrzebują naszej kultury i ostentacyjnie często to demonstrują. To intrygująca obserwacja - Masajowie są pierwszym plemieniem, jakie spotykamy, które potrafi być tak asertywne wobec białych.
Asertywność Masajów szybko staje się irytująca: ich brak zainteresowania dla błahych zabawek (takich jak piłka) skutecznie zastąpiła dość bezczelna maniera wyciągania od obcych wszelkich przedmiotów uznanych za przydatne. A dla Masajów przydatne są wszelkie narzędzia, latarki, pieniądze i przede wszystkim - broń. Wszelkiej maści broń. Słowo "weapon" jest tu jednym z ulubionych. Masajowie to rasowi wojownicy - wszędzie noszą swoje bojowe tasaki i groźnie wyglądające włócznie - i ponoć powszechnie i chronicznie przejawiają skłonność do ich nadużywania.