Brożek mówił, że będzie łatwiej »Zobacz bramki - Zczuba.tv»Miało być efektowne zwycięstwo, a krakowianie remis uratowali dosłownie przed ostatnim gwizdkiem. Po golu Piotr Ćwielonga norweski sędzia od razu zakończył spotkanie
Remis to jednak i tak porażka Wisły. Od razu wracają jak koszmary pojedynki z Valerengą Oslo i Dynamo Tbilisi, które zakończyły przygodę krakowian z europejskimi pucharami. Mecz z mistrzem Estonii (252. miejsce w rankingu klubowym UEFA; Wisła 157.) pokazał, że budowanie drużyny na podstawie graczy sprowadzanych za darmo może dać efekty jedynie w polskiej lidze.
Levadia straszyła krakowian efektownymi zwycięstwami w lidze, ale asystent Rafał Janas uspokajał, że to byli rywale na poziomie polskiej II ligi. Wisła rozpoczynała marsz po fazę grupową od rywala, który w rankingu UEFA jest prawie 100 pozycji niżej (na 252. miejscu). Okazało się, że takie zestawienia nie zawsze są miarodajne.
Obie drużyny mają to ze sobą wspólnego, że zdobywają mistrzostwa bardzo młodymi składami. W środę średnia wieku wyjściowej jedenastki Levadii wyniosła 25,5, Wisły rok więcej.
Kontuzje tak przetrzebiły skład mistrzów Polski (zabrakło Arkadiusza Głowackiego, Petera Szinglara, Rafała Boguskiego i Łukasza Garguły), że na ławce rezerwowych poza Mauro Cantoro i Piotrem Ćwielongiem siedziało pięciu graczy, którzy na koncie w sumie mają trzy występy w ekstraklasie. Nazwiska Czekaj, Burliga czy Janik niewiele mówią kibicom Wisły.
A mistrz Estonii wystawił teoretycznie najsilniejszy skład. Przed spotkaniem Wiktor Levada, właściciel estońskiej drużyny zapowiadał, że Wisłę rozbije 21-letni Nikita Andriejew. Były reprezentant rosyjskiej kadry U-19 nie sprawdził się na testach w Legii Warszawa, a w Levadii strzela gola za golem. I właściciel mistrza Estonii nie pomylił się...
Największe znaki zapytania trener Maciej Skorża postawił przy występach Mariusza Jopa i Wojciecha Łobodzińskiego. Pierwszy z nich w ostatniej chwili zasilił drużynę mistrzów Polski. Miał zaledwie kilka dni na zapoznanie się z taktyką drużyny. Za to Łobodziński nigdy wcześniej w oficjalnym spotkaniu nie grał jako prawy obrońca.
O problemach Wisły doskonale wiedział szkoleniowiec Levadii, bo najlepszego gracza Sandera Puriego zwykle grającego na prawej pomocy przestawił na drugie skrzydło właśnie naprzeciwko ulubieńca Leo Beenhakkera. Po kwadransie popełniającego błąd za błędem Łobodzińskiego trener Maciej Skorża przesunął do pomocy, a w przerwie zdjął z boiska.
A Andriejew miał próbować oszukać Jopa. I udało mu się w 40 min. Rosjanin pokazał dlaczego z 31-letniego Polaka zrezygnowało FK Moskwa, a prawie od roku nie dostaje już powołań od Beenhakkera. Zakręcił Jopem i zaskoczył Mariusza Pawełka przy krótkim słupku.
Wcześniej Wisła miała okazje do strzelenia gola. Jednak Paweł Brożek niepotrzebnie przyjmował zamiast strzelać, a Patryk Małecki z bliska nie trafił w piłkę. A kiedy w idealnej sytuacji znalazł się Andraż Kirm, to trafił w poprzeczkę.
Tuż po rozpoczęciem drugiej połowy nad Stadionem Ludowym w Sosnowcu (obiekt Wisły jest modernizowany) rozpętała się burza. Nawałnicy na bramkę Levadii oczekiwali też kibice Wisły. Blisko wyrównania był Junior Diaz, ale po strzale głową piłka odbiła się od poprzeczki. Krakowianie długo bili głową w mur. Narażali się na kontry, ale Andriejew już nie miał tyle szczęścia pod bramką. W końcu mistrzów Polski uratował Ćwielong. Po akcji braci Brożków jeden z dwóch wartościowych zmienników na ławce Wisły trafił do siatki.
Sprawdź wyniki Ligi Mistrzów »