Ćwielong meczem z Jagiellonią zadebiutował w Śląsku przed własną publicznością. Zawodnik trafił do zespołu zimą z drużyny mistrza Polski - Wisły
Kraków. Na razie pomocnik nie doczekał się jeszcze ligowego zwycięstwa w barwach wrocławskiego zespołu. W zeszłym tygodniu Śląsk zremisował na wyjeździe z Polonią Bytom 0:0, a w sobotę przegrał u siebie z Jagiellonią 1:2.
Michał Karbowiak: Chyba nie tak wyobrażał Pan sobie debiut na Oporowskiej? Piotr Ćwielong (piłkarz Śląska): Na pewno wszyscy spodziewali się po tym spotkaniu więcej, ja także. Nie pomagało nam wprawdzie boisko, a ja grałem z bólem mięśni brzucha, ale nie zamierzam szukać usprawiedliwień i rozczulać się nad sobą. Przegraliśmy i tak naprawdę teraz wszystkie rozważania na ten temat nie mają sensu. Nie będziemy się zastanawiać, czego nam zabrakło, co można było zrobić inaczej. To już przeszłość i wyniku z Jagiellonią nie zmienimy. Teraz musimy się zastanowić, co zrobić, by w kolejnym spotkaniu z Lechią Gdańsk było już lepiej. Nie wyobrażam sobie, byśmy mogli nawet z gdańszczanami zremisować, bo przecież nie możemy tracić punktów w meczach u siebie.
Mecz z Jagiellonią zaczęliście bardzo nerwowo. Przestraszyliście się pierwszego pojedynku na własnym boisku? - Nie. Trudno powiedzieć, z czego wynikała ta nerwowość. Mamy cały tydzień, żeby to sobie na spokojnie przeanalizować i wyciągnąć wnioski. Tak zrobimy i jestem przekonany, że wkrótce wejdziemy już na dobre tory.
A może Śląsk jest po prostu przeciętny i dlatego przegrał z Jagiellonią ? - Nie ma co wariować i już po pierwszej porażce wyciągać jakiś wniosków. Wiadomo, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo. Niespodzianki zdarzają się jednak przecież nie tylko w meczach z naszym udziałem, dlatego liga jest ciekawa. W ostatniej kolejce Odra Wodzisław wygrała na wyjeździe z Legią
Warszawa, choć jest ostatnia w tabeli, a Legia mogła być liderem. Mistrz Polski -
Wisła Kraków - przegrał dwa mecze z rzędu, a ostatnio uległ u siebie Arce Gdynia. Nie tylko Śląskowi przytrafiają się więc niepowodzenia. Zapewniam jednak, że nie mamy żadnego kryzysu formy. Inni naprawdę prezentują się gorzej.
Śląsk miał w meczu z Jagiellonią bardzo mało udanych akcji skrzydłami. Za to odpowiada Pan i Łukasz Madej. - Siebie nie będę oceniał, bo od tego jest trener. Wiadomo jednak, że zawsze może być lepiej. Uważam jednak, że nie mamy problemu z ofensywą. Z Łukaszem staramy się zmieniać pozycjami, bo obaj możemy grać na dwóch różnych skrzydłach. W ataku Vuka Sotirovicia mogę wspomagać ja czy Sebastian Mila. Efekty naszej
pracy przyjdą, naprawdę nie ma się czym denerwować.