Przed tygodniem przełożony z soboty na niedzielę finał Pucharu Świata sprawił, że większość spotkań ekstraligi została odwołana. Dwa kluby wyłamały się jednak i postanowiły odjechać swój mecz w niedzielę. Falubaz nie zamierzał więc sięgać po Nielsa Kristiana Iversena, a także Fredrika Lindgrena. Z kolei Tauron Azoty Tarnów oświadczył komisarzowi ekstraligi Ryszardowi Głodowi, że poradzi sobie bez Bjarne Pedersena. Głód nie oponował, w efekcie Falubaz wygrał niedzielne spotkanie 51:39 i rundę zasadniczą zakończył z 17 punktami.
To sprawiło, że przy spodziewanym zwycięstwie Unii Leszno ze Stalą Gorzów (pojedzie bez Pedersena i Pawlickiego) jedynie mecz Betardu z Unibaksem
Toruń może o czymś decydować. I będzie decydował. Bo jeśli Betard wygra, w ćwierćfinale play-off pojedzie z Falubazem. W przypadku porażki w niedzielę przyjdzie mu zmierzyć się z Unibaksem. Wrocławski klub może... wybrać sobie rywala, co nie byłoby możliwe, gdyby mecze ostatniej kolejki zostały rozegrane w tym samym dniu i o tej samej porze.
Co ciekawe, nawet zdobycie przez torunian punktu bonusowego w przypadku porażki we
Wrocławiu niewiele tu zmienia (w
Toruniu Betard przegrał 38:52). Wówczas bowiem Unibax zrównałby się punktami z Falubazem (po 17), ale w bezpośrednich meczach "Anioły" są gorsze (w Toruniu wygrały tylko 47:42, przegrywając w Zielonej Górze 32:58).
- Nie szukajmy za wszelką cenę podtekstów - denerwuje się komisarz ekstraligi Ryszard Głód. - Czy my ciągle musimy kogoś podejrzewać? Widać są jeszcze ludzie, którzy mają mentalność żywcem z PRL-u - dodaje.
Pytany, czy Betard stoi przed możliwością wyboru korzystniejszego rywala, Głód odpowiedział poirytowany: - Niech wybiera. I dodał: - Ja jestem daleki od podejrzeń, ale zastanowimy się jeszcze, czy nie wysłać na ten mecz delegata.
Betard WTS Wrocław - Unibax Toruń Betard: 9. Bjerre, 10. Jeleniewski, 11. Świderski, 12. Madsen, 13. Crump, 14. Janowski, 15. Andersson.
Unibax: 1. Holder, 2. Jaguś, 3. Miedziński, 4. Andersen, 5. Sullivan, 6. Pulczyński, 7. Jensen. Początek meczu w niedzielę na Stadionie Olimpijskim o godz. 19.
Komentuje Jakub Michalak: Sportowa dyscyplina dodatkowa Żużel to dyscyplina hermetyczna, a ludzie żużla żyją we własnym, nieco przedziwnym świecie. Gdy w lipcu piłkarze Hiszpanii i Holandii obserwowani przez miliardy telewidzów walczyli o mistrzostwo świata, w polskim Lesznie ważniejszy był mecz Unii z Betardem. Rozegrany prawie o tej samej porze. Ciężko ten fenomen wytłumaczyć nie tylko przeciętnemu człowiekowi, ale i kibicom innych dyscyplin.
Gdy w normalnych dyscyplinach sportowych walczy się o kibica i sponsora, w
Rzeszowie mecz I-ligowej Marmy z Lotosem Gdańsk rozpoczyna się w dzień powszedni o godzinie... dziewiątej rano!! Przy okazji kasy dla kibiców były otwarte od ósmej. Niemożliwe? Ależ skąd, w żużlu wszystko jest możliwe. Kibic się nie liczy, ma przyjść, bo walczymy o awans.
W niedzielę ma przyjść na Stadion Olimpijski, choć za sprawą absurdalnych decyzji wynik meczu i tak może wzbudzić wątpliwości i podejrzenia o uczciwość.