PGE Turów Zgorzelec rozegra w środę półfinałowe spotkanie w Pucharze Polski z Anwilem Włocławek. Stawką meczu będzie awans do finału i zdobycie Pucharu. Problem w tym, że wywalczenie tego trofeum jest w zasadzie bezwartościowe i władze Polskiej Ligi Koszykówki koniecznie chcą zwiększyć prestiż tej rywalizacji, którą obecnie zajmuje się Polski Związek Koszykówki.
Dziś w Pucharze Polski w zasadzie nie ma o co grać. 70 tysięcy złotych nagrody, które dostaje zwycięzca tych rozgrywek często równa się miesięcznej pensji niektórych koszykarzy w Polsce. Puchar nie jest też w żaden sposób prestiżowym trofeum, którym można się pochwalić w klubowych gablotach. A co chyba najważniejsze - wywalczenie Pucharu nie gwarantuje możliwości występów w rozgrywkach europejskich, co jeszcze kilka lat temu było oczywiste. Od tego sezonu PZKosz podjął decyzję, że zwycięzca PP nie będzie miał prawa grać w europejskich pucharach. Decyzja to dziwna i zaskakująca.
- Nie chcę się szczegółowo wypowiadać o Pucharze Polski, bo na razie nie prowadzimy tych rozgrywek, ale na pewno chcemy, aby czołowe nasze drużyny mogły i musiały grać w pucharach europejskich. To podstawa promocji i strategii marketingowej klubów i polskiej koszykówki - mówi Jacek Jakubowski, nowy prezes PLK.
Może czas zastanowić się nad innymi rozwiązaniami? Zamiast występować w rozgrywkach, które nic nie znaczą, czołowe polskie zespoły powinny zainteresować się występami w europejskiej lidze VTB. Założona w 2008 roku liga VTB skupia najlepsze kluby z Europy Wschodniej (
Rosja,
Ukraina, Litwa,
Łotwa,
Estonia). Zespoły są podzielone na dwie grupy, po cztery drużyny w każdej z nich. Po fazie gry grupowej na zasadzie "każdy z każdym". Dwie najlepsze drużyny z każdej grupy awansują do final four - najpierw grają dwa półfinały, a później finał. W tym sezonie - pod koniec stycznia - triumfował w rozgrywkach zespół CSKA
Moskwa, uczestnik Euroligi.
Sponsorem Zjednoczonej Ligi Koszykarskiej jest bank VTB, który za sam udział w meczu płaci zespołom 10 tysięcy euro. Za wygraną drugie tyle, oferując przy tym także potężne nagrody za zwycięstwo w całych rozgrywkach. Władze ligi mają w planach rozszerzenie jej zasięgu, zwiększenie liczby uczestników do 16 i tym samym zmienienie formatu rozgrywek. Przy bogatym sponsorze, silnych oraz znanych zespołach, liga VTB może okazać się dobrym towarem do pokazywania w telewizji i przyciągnie do koszykówki nowych kibiców.
Czy występy polskich zespołów w tej lidze są w ogóle realne? Aby tam grać, trzeba tego chcieć i zostać do tego grona zostać zaproszonym. Pomysł występów w lidze VTB popierają trenerzy dwóch czołowych klubów w Polsce - Tomas Pacesas z Asseco Prokomu Gdynia oraz Andrej Urlep z PGE Turowa Zgorzelec.
Oczywiście ewentualna rywalizacja w kolejnym pucharze spowodowałaby, że najlepsze polskie zespoły musiałyby rozgrywać mecze trzy razy w tygodniu. Ale dziś w Europie dla silnych klubów to norma. W VTB występują kluby, które oczywiście poza tym rywalizują w krajowej lidze i grają jeszcze w Eurolidze (CSKA Moskwa) czy Pucharze Europy (Unics Kazań, Khimki Moskwa). Tak więc Turów teoretycznie też mógłby grać w takim rytmie. Tym bardziej że w zasadzie odpada argument finansowy, że naszego klubu nie stać na występy w tych rozgrywkach. Przecież bank VTB płaci dobre pieniądze za udział w rywalizacji.
Może więc warto już zacząć starać się o prawo gry z dobrymi zespołami, aby dostąpić tego zaszczytu w bliżej nieokreślonej przyszłości. Bo dobra, europejska koszykówka ucieka nam w ekspresowym tempie.
Drużyny w lidze VTB w sezonie 2009/10 Grupa A
Unics Kazań (Rosja), Khimki Moskwa (Rosja), BC Donieck (Ukraina), VEF Ryga (Łotwa)
Grupa B
CSKA Moskwa (Rosja), Żalgiris Kowno (Litwa), Azovmash (Ukraina), BC Kalev Talin (Estonia)